W skrócie
- Program Czyste Powietrze w zapaści. W ostatnich tygodniach Polacy składają wyjątkowo mało wniosków o dofinansowanie na termomodernizację domów czy wymianę starych pieców (tzw. „kopciuchów”) na ekologiczne źródła ciepła.
- Polski Alarm Smogowy zwraca uwagę na nieskuteczność egzekwowania uchwał antysmogowych w wielu gminach oraz na zjawisko pozorowanych kontroli.
- Raporty PAS wskazują na wykluczenie najuboższych z programu Czyste Powietrze oraz na pobłażliwość gmin wobec łamania antysmogowego prawa.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Ledwie 644 wnioski o dofinansowanie w programie Czyste Powietrze złożono w przedostatnim styczniowym tygodniu (17.01-23.01.2026), podczas gdy w ubiegłym roku (już po głośnym restarcie programu) liczba wniosków wielokrotnie przekraczała 2 tys. tygodniowo. W najlepszych dla realizacji Czystego Powietrza czasach (2023) było ich nawet 4 tys. tygodniowo. Teraz program szoruje po dnie, a Polskę zalała wyjątkowa (ze względu na mroźną, wyżową zimę) fala smogu.
"Niespotykane od lat stężenia pyłów zawieszonych wystąpiły w ostatnich dniach w większości polskich miejscowości" - zwrócił uwagę Polski Alarm Smogowy. - Mamy sytuację kryzysową - mówi wprost Piotr Siergiej, rzecznik PAS.
Polski Alarm Smogowy nie ma wątpliwości - powodem obecnej sytuacji są poważne problemy programu Czyste Powietrze, który miał wspierać termomodernizację domów oraz wymianę starych "kopciuchów". Ta spowolniła - w wielu gminach nadal częste są stare węglowe piece. Pozostały one nie tylko w domach rodzin nie dość zmotywowanych do modernizacji palenisk, niezamożnych czy zmagających się z wieloma innymi życiowymi problemami. Nawet w gminach, gdzie od dawna obowiązują restrykcyjne uchwały antysmogowe, wciąż dymią kopciuchy - zauważają przedstawiciele Polskiego Alarmu Smogowego.
Rybnik był najbardziej "zaczadzonym" miastem w Polsce. Po wielu latach jest lepiej
- Szacujemy, że w Rybniku mogło pozostać kilkaset, może ok. 800 kopciuchów - mówi Interii Biznes związany z Rybnikiem Emil Nagalewski z Polskiego Alarmu Smogowego. Rybnik nie jest tylko jednym z miast na smogowej mapie Polski. To miasto symbol - na początku XXI wieku to właśnie ta śląska miejscowość uchodziła za najbardziej "zaczadzoną" w Polsce.
- Mieliśmy w Rybniku stężenia PM10 przekraczające 800 jednostek - przypomina Nagalewski (dodajmy: nie powinno być więcej niż 50). - W najbardziej smogowe dni zamykano szkoły - mówi. Od 2017 roku, dzięki uchwale antysmogowej, wymiana kotłów nabrała rozpędu i dzisiaj jest o wiele lepiej. Rybnik już nie pojawia się wśród liderów "zaczadzenia", a miasto wręcz chwali się polityką antysmogową.
- Problemem, nawet w takim mieście jak Rybnik, jest niedokładność danych dotyczących źródeł ciepła - tłumaczy Nagalewski. - Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków (CEEB) jest aktualizowana, ale nie mamy pewności, że dane tam zawarte są najświeższe - mówi i podkreśla, że mimo wszystko właśnie dane CEEB mogłyby być wskazaniem dla cyklicznych kontroli w całym kraju. Uchwały antysmogowe powodują, że korzystanie z "kopciuchów" w określonym terminie staje się nielegalne.
- Nie chodzi o to, aby miejscy strażnicy polowali na mandaty, ale taka wizyta może zmotywować do wymiany pieca, a w szczególnych przypadkach być wskazaniem dla pracowników samorządowych, że pod konkretnym adresem potrzebne jest gminne wsparcie przy wymianie źródła ogrzewania - przekonuje Emil Nagalewski.

"Dusząca bezkarność" rozlewa się po Polsce. Nieskuteczne kontrole kotłów
Na skuteczność kontroli przestrzegania uchwał antysmogowych zwrócił niedawno uwagę Polski Alarm Smogowy. "Dusząca bezkarność w województwie śląskim", "Nieskuteczne kontrole kotłów na Mazowszu", "Bezsilni wobec kopciuchów - najnowszy raport z Małopolski" - takie alarmujące raporty opublikował w grudniu ubiegłego roku, wskazując na pobłażliwość gminnych władz wobec użytkowników pozaklasowych pieców.
"Tam, gdzie działa straż gminna lub miejska, kontrola działa znacznie wydajniej. W gminach bez straży użytkownicy kopciuchów czy spalający odpady mogą czuć się niemal bezkarni" - to główna konkluzja raportów. Analiza obejmująca 164 gminy wskazała, że mimo obowiązującej od września 2017 r. uchwały antysmogowej, stopniowo zakazującej kopciuchów, nadal większość gmin do łamania prawa podchodzi pobłażliwie.
"Uchwała antysmogowa na Śląsku działa już 8 lat, w dalszym ciągu jednak spora część gmin w województwie wydaje się ignorować ten fakt" - zwrócił uwagę Janusz Piechoczek, śląski koordynator Polskiego Alarmu Smogowego i jeden z autorów badania. Dodał, że głównym wnioskiem tej, jak i wcześniejszych edycji badania, jest kluczowa rola straży miejskich i gminnych w egzekwowaniu prawa.
Przytoczmy niektóre wyniki badania: największa różnica między gminami posiadającymi straż, a tymi bez tej formacji, dotyczy zgłoszeń od mieszkańców. Aż 95 proc. wszystkich zgłoszeń dotyczących podejrzenia wykroczenia miało miejsce w gminach ze strażą. W gminach bez straży zgłaszanie wykroczeń zdarza się sporadycznie. Dlaczego tak się dzieje? Otóż w mniejszych gminach (bez straży miejskiej czy gminnej) brakuje anonimowości charakterystycznej dla miast. Pracownicy samorządowi na co dzień spotykają się z mieszkańcami, często są ich sąsiadami. To nie sprzyja egzekwowaniu antysmogowego prawa.
Samorządy, zwłaszcza te z większych miast, przekonują, że robią wiele, aby uchwały antysmogowe były egzekwowane. Agnieszka Piekorz-Hałczyńska, rzeczniczka Urzędu Miasta Ruda Śląska (Ruda Śląska jest wymieniana wśród miast, gdzie przeprowadza się najwięcej kontroli "na zgłoszenie") podkreśliła w rozmowie z Interią Biznes, że miejscy strażnicy wykonali w ubiegłym roku kilkaset kontroli, w wielu przypadkach zakończonych ukaraniem winowajców. Ich liczba sięgnęła w ubiegłym roku 441. Ujawniono 125 wykroczeń, nałożono 75 mandatów karnych, w 47 przypadkach odstąpiono od ukarania stosując pouczenie i skierowano 3 wnioski o ukaranie do Sądu Rejonowego.
Polski Alarm Smogowy zwraca jednak uwagę, że większość raportowanych wykroczeń w woj. śląskim pozostaje bez sankcji. Bezkarność jest niemal powszechna w gminach bez straży gminnych, gdzie ukarano jedynie 13 proc. sprawców. Jakby tego było mało, mediana mandatów to 145 zł za spalanie odpadów i 109 zł za nieprzestrzeganie uchwały antysmogowej. "Stosowane kary finansowe niestety nie działają odstraszająco" - podsumowuje PAS w swoim raporcie.

Zdesperowani mieszkańcy dzwonią w sobotę. "Sąsiad spala śmieci w kopciuchu"
Planowe kontrole antysmogowe w gminach uzupełniane są kontrolami "na wezwanie". Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego tłumaczy, że mieszkańcy nie są skorzy donosić na sąsiadów i robią to w ostateczności. - Do nas dzwonią najczęściej w sobotnie wieczory, gdy wszyscy są już w domach, a dymiący komin sąsiada staje się nie do zniesienia - mówi Interii Biznes i dodaje, że z PAS kontaktują się już naprawdę zdesperowani obywatele, którzy nie mogli znaleźć innej pomocy (np. w gminach, gdzie nie ma straży gminnej). To wtedy "puszczają nerwy" i składany jest emocjonalny meldunek o sąsiedzie, "który ciągle spala śmieci w kopciuchu". Zazwyczaj jest tak, że odpady nie są spalane, ale kocioł rzeczywiście jest pozaklasowy, trafia do niego paliwo najgorszego sortu, a dym z komina dusi okolicę.
Dodatkowo wiele gmin nie tylko nie ma służb mogących szybko reagować na "smogowe" sygnały mieszkańców, ale nie realizuje nawet planowych działań związanych z egzekwowaniem uchwał antysmogowych.
Z raportu PAS wynika, że aż 33 badane śląskie gminy (20 proc. w województwie) w 2024 r. nie zrealizowały minimalnej liczby kontroli. W jednej z gmin nie przeprowadzono żadnej kontroli, a w 36 gminach kontrole nie wykazały żadnych nieprawidłowości (dodajmy, że były to gminy bez formacji straży gminnej).
Jakby tego było mało, w niektórych gminach - najpewniej dla "wykonania planu" - kontrolowano budynki wyposażone... w kocioł gazowy lub pompę ciepła.
Cytowany wcześniej Janusz Piechoczek ze śląskiego PAS komentuje to jednoznacznie: "Obserwujemy zjawisko kontroli pozorowanych. Liczby się zgadzają, ale jaki jest sens takich kontroli? Przypomnijmy, że urzędnicy mają do dyspozycji potężną bazę danych, czyli Centralną Ewidencję Emisyjności Budynków, i są w stanie wytypować do kontroli te adresy, gdzie stosowane są źródła na paliwa stałe, przede wszystkim kopciuchy".
Nowe Czyste Powietrze oceniane negatywnie przez samorządy
Polski Alarm Smogowy zapytał wybrane gminy, jak oceniają zmieniony program Czyste Powietrze. "Skomplikowane zasady, przerośnięta biurokracja, ciągnące się miesiącami procedury, wykluczenie najuboższych oraz poważna zapaść wizerunkowa" - to najprostsza, ale dość wymowna konkluzja z tych badań.
PAS bije na alarm: statystyki pokazujące liczbę wniosków składanych do programu Czyste Powietrze wskazują na skalę jego zapaści. Od rozpoczęcia jego działania na nowych zasadach (31 marca 2025 r.) do końca grudnia 2025 złożono niecałe 50 tys. wniosków. W analogicznym okresie poprzedniego roku wpłynęło ich ponad 205 tys. (czterokrotnie więcej).
Chyba najpoważniejszy zarzut dotyczy wykluczenia z programu Czyste Powietrze osób ubogich, a właśnie takie gospodarstwa domowe wciąż jeszcze używają kopciuchów do ogrzewania i nie mają pieniędzy ani motywacji do wymiany źródła ciepła. Ze względu na obowiązek wykonania termomodernizacji koszt inwestycji rośnie do kilkudziesięciu, a niejednokrotnie ponad stu tysięcy złotych. "Osoby uboższe nie dysponują środkami pozwalającymi na sfinansowanie kosztownego remontu i wielomiesięczne oczekiwanie na zwrot kosztów z funduszu ochrony środowiska" - podsumowuje PAS.
Jacek Świder













