Spis treści:
- Czy Polska ma system antydronowy? Ekspert nie ma dobrych wieści
- Drony w polskiej armii. Jaki jest obecny stan gry?
- Co z dronami "Orlik" dla polskiej armii?
- Polska musi zaimplementować elementy nowoczesnego pola walki
- Czas na dronowy sojusz Warszawy i Kijowa?
W nocy z 9 na 10 września w polską przestrzeń powietrzną wtargnęło 21 rosyjskich dronów. Był to "odprysk" zmasowanego ataku powietrznego Rosji na Ukrainę, który pozostawił po sobie pytanie, na ile Polska jest przygotowana na skuteczne odpieranie kolejnych zagrożeń o podobnej, a może i większej skali. Rosja coraz śmielej testuje bowiem czujność i przygotowanie bojowe wschodniej flanki NATO.
Czy Polska ma system antydronowy? Ekspert nie ma dobrych wieści
- Niestety, z punktu widzenia typowo, definicyjnie systemowego, nie możemy powiedzieć, że mamy system antydronowy - mówi Interii Biznes Artur Dubiel, wykładowca Uniwersytetu WSB Merito, koordynator Europejskiego Instytutu Bezpieczeństwa i autor podcastu "Na celowniku".
- Mamy na pewno elementy takiego systemu, które w mniejszy lub większy sposób zdały egzamin i które dają realny wkład w powstanie takiego systemu. System to siły i środki, które są efektywne i w powiązaniu ze sobą tworzą jednolitą, właśnie efektywną całość, także poprzez synergię i symbiozę w działaniu - tłumaczy ekspert.
- Bez wątpienia wiele może zmienić dostawa do Polski zamówionych już przecież dawno aerostatów. One - w połączeniu z lotnictwem, naziemnymi systemami obrony, wszelkiej maści instalacjami detektorów, systemami walki radioelektronicznej, a w przyszłości i innymi rozwiązaniami - zaczną tworzyć efektywną całość - wskazuje.
Drony w polskiej armii. Jaki jest obecny stan gry?
Polska zwiększyła w ostatnich latach aktywność w dziedzinie pozyskiwania dronów dla naszej armii, mając świadomość ich rosnącego znaczenia na polu walki. Przekłada się to na wymierny wzrost liczby bezzałogowców na wyposażeniu naszego wojska i na realną perspektywę, że liczba ta będzie dalej rosnąć dzięki kolejnym zamówieniom.
Jak podaje MON, w maju 2024 r. zakończone zostały dostawy tureckich dronów Bayraktar TB2, zakupionych na podstawie umowy zawartej trzy lata wcześniej. Wojsko Polskie pozyskało łącznie cztery zestawy (po 6 dronów każdy) bezzałogowych systemów powietrznych klasy MALE (tj. operujących na średnich wysokościach 3-9 km przez długi czas, co jest definiowane jako przedział 24-48 godzin), z naziemnymi stacjami kontroli, uzbrojeniem i częściami zamiennymi oraz z pakietem szkoleniowym i logistycznym.
Polska armia posiada też na swoim wyposażeniu drony FlyEye, które produkuje krajowa Grupa WB (a konkretnie należąca do niej gliwicka spółka Flytronic), latające na pułapie 3,5 km. "Wojsko Polskie już od kilku lat z powodzeniem użytkuje BSP (bezzałogowe statki powietrzne - red.) FlyEye" - informuje na swoich stronach MON. System jest użytkowany od 2010 r. Wykorzystują go Wojska Operacyjne, Wojska Obrony Terytorialnej (WOT), a także Straż Graniczna. We wrześniu 2023 r. zostało zawarte porozumienie ramowe, przewidujące dostarczanie etapami ok. 400 zestawów BSP FlyEye obejmujących ponad 1,6 tys. aparatów latających. Porozumienie to realizują sukcesywne umowy wykonawcze (trzecią z nich zawarto w listopadzie 2024 r.).
W maju br. Agencja Uzbrojenia podpisała kolejny kontrakt z Grupą WB - na dostawę dla Wojska Polskiego tysiąca zestawów, czyli ok. 10 tys. sztuk dronów kamikadze Warmate, z terminem obowiązywania do końca 2035 roku. Również w maju 2025 r. zainaugurowano dostawy bezzałogowców NeoX-2 Duch dla naszej armii, którego dostawcą jest konsorcjum spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej: sama PGZ, Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi i Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy. W ramach umowy - która została podpisana jeszcze w grudniu 2021 r. - polskie wojsko ma otrzymać 25 zestawów bezzałogowców, co przekłada się na 100 aparatów latających. Dostawy mają zakończyć się w 2027 r.
Polska od pewnego czasu kupuje także drony na Tajwanie, który ma ambicje uczynić z tych maszyn swój kolejny - po półprzewodnikach - flagowy produkt eksportowy. Jak podała Polska Agencja Prasowa w oparciu o dane tajwańskich służb celnych, Polska dokonała zakupu dronów na kwotę przekraczającą 54 proc. łącznej wartości eksportu bezzałogowców z Tajwanu w I połowie 2025 r. Wartość ta wyniosła 11,89 mln dolarów. Oznacza to, że Polska zakupiła tajwańskie drony o wartości 6,48 mln dolarów.
W 2027 r. mają do nas natomiast trafić trzy zaawansowane drony MQ-9B SkyGuardian z USA - stosowną umowę zawarły w grudniu 2024 r. Agencja Uzbrojenia i amerykańska spółka General Atomics. Drony te mogą osiągnąć pułap 15 km i czas lotu wynoszący ok. 20 godzin. Ich główne zastosowanie to funkcje rozpoznawcze, ale w razie potrzeby można też przekształcić je tak, aby spełniały funkcje uderzeniowe.
Co z dronami "Orlik" dla polskiej armii?
Niestety, przeciąga się, i to mocno, kwestia dostaw dronów "Orlik" - bezzałogowców taktycznych krótkiego zasięgu. Umowa w sprawie ich zakupu została podpisana jeszcze w 2018 r. Ich produkcja została zlecona przez PGZ Wojskowym Zakładom Lotniczym nr 2 w Bydgoszczy. Pierwotnie strony uzgodniły, że dostawy "Orlików" nastąpią w 2021 r. Potem mówiło się o końcówce 2023 r. Do dziś jednak zamówienie nie zostało zrealizowane. W międzyczasie "Gazeta Pomorska" donosiła o problemach i zwolnieniach w WZL nr 2, a branżowe portale poświęcone wojskowości wskazywały, że polska armia zmieniła wymagania techniczne odnośnie nowego systemu.
O stan realizacji umowy na "Orliki" zapytaliśmy w Agencji Uzbrojenia. - Przeprowadzony przez instytucję zewnętrzną audyt techniczny wskazał możliwości w zakresie realizacji umowy - przekazał Interii Biznes płk Grzegorz POLAK, rzecznik AU. - Dalsze kroki co do jej realizacji zostaną podjęte w wyniku analizy przez instytucje eksperckie Sił Zbrojnych RP i decyzji Rady Modernizacji Technicznej (organ ten działa od czterech lat przy ministrze obrony narodowej i jest odpowiedzialny za kwestie modernizacyjne armii - red.).
Z kolei w czerwcu br. wiceszef MON Paweł Bejda w odpowiedzi na interpelację poselską posła PiS Bartosza Kownackiego wskazał, że "deklarowany termin rozpoczęcia dostaw dronów Orlik to 2026 r.".
Polska musi zaimplementować elementy nowoczesnego pola walki
Same aerostaty to jednak nie wszystko. - Osobiście widzę tu konieczność implementacji elementów nowoczesnego pola walki, w tym wykorzystania modeli nauczania maszynowego i sztucznej inteligencji - mówi Artur Dubiel.
- Idziemy tu jednak w stronę rozwiązań, których clou stanowi analiza i podejmowanie decyzji znacznie szybszych od możliwości człowieka a tym samym autonomicznego działania takich systemów i podsystemów. To rodzi wątpliwości natury etycznej, moralnej i prawnej - zauważa nasz rozmówca. - Jak zwykle w bezpieczeństwie, jego interes zderza się z podstawowymi prawami człowieka i obywatela. Chcemy czy nie, jesteśmy na krawędzi w pewnym procesie zmiany, który na swój sposób kreuje się sam i do którego musimy się dostosować, a docelowo przejąć nad nim kontrolę. To szersze zagadnienie dotyczące szeroko pojmowanego bezpieczeństwa w przyszłości - już bliższej niż dalszej.
Drony dzisiaj stanowią ważny element prowadzenia wojny, rodzi się jednak pytanie, czy faktycznie tej współczesnej, czy wojny jutra - czy tylko akurat czasowo tego konkretnego konfliktu?
Zdaniem eksperta, Polska musi zarówno "dostosowywać się do otaczającej ją rzeczywistości i środowiska bezpieczeństwa, jak i w końcu zacząć je także realnie kreować". Drony dzisiaj stanowią ważny element prowadzenia wojny, rodzi się jednak pytanie, czy faktycznie tej współczesnej, czy wojny jutra - czy tylko akurat czasowo tego konkretnego konfliktu?
- To pytanie jest niejako odpowiedzią na pytanie o konieczność nie tylko rozwoju, ale wręcz wyścigu technologicznego, także tego o militarnym znaczeniu czy podwójnym zastosowaniu - zauważa.
Artur Dubiel wskazuje na osiągnięcia rodzimego przemysłu zbrojeniowego w dziedzinie bezzałogowych statków powietrznych, które ilustrują też wspomniane wyżej umowy zawarte z krajowymi producentami przez Agencję Uzbrojenia. - Produkujemy dziś różnego typu drony i to całkiem skuteczne, eksportujemy je na różne kierunki. Znakomitą rolę odgrywa tu jednak sektor niepaństwowy - mówi.
Rolę sektora prywatnego podkreśla też Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, apelując o efektywniejsze wykorzystywanie potencjału polskich firm technologicznych.
- Z pełnym przekonaniem popieram stanowisko dotyczące natychmiastowej deregulacji sektora dronowego w Polsce. To jeden z tych obszarów gospodarki, w którym innowacje wyprzedzają legislację, a nadmierne ograniczenia prawne hamują rozwój młodych, ambitnych przedsiębiorstw - zauważa w stanowisku przesłanym naszej redakcji.
- Zgadzam się również, że konieczne jest uniezależnienie tego rynku od monopolu spółek państwowych i otwarcie go na prywatny kapitał oraz współpracę międzynarodową - dodaje Hanna Mojsiuk. - Wsparcie finansowe - zarówno publiczne, jak i prywatne - dla polskich technologii, takich jak systemy zdalnego sterowania dronami, może przełożyć się na globalny sukces.
Czas na dronowy sojusz Warszawy i Kijowa?
Artur Dubiel zwraca uwagę także na wartość dodaną płynącą z osiągnięć innych. Na plan pierwszy wysuwa się tutaj Ukraina, która siłą rzeczy - zmuszona do tego rosyjską agresją - musiała przejść "przyspieszony kurs" odpierania rosyjskich ataków dronowych (kluczowym narzędziem Kremla od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę są Shahedy zaprojektowane przez Irańczyków). Kijów z czasem sam zaczął skutecznie "kąsać" Federację Rosyjską dronami własnej produkcji. Głośnym echem odbiły się zwłaszcza ataki na rosyjskie rafinerie pod koniec sierpnia, które doprowadziły do poważnego kryzysu paliwowego w Rosji.
- Współpraca międzynarodowa także w tym aspekcie może przynieść wiele korzyści, a ukraińskie doświadczenia mogą wnieść naprawdę wiele do takiej współpracy, nie tylko dwustronnej - mówi Artur Dubiel.
Potencjał Ukrainy dostrzega już Unia Europejska. W niedawnym orędziu o stanie UE przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła, że Wspólnota chce zbudować "sojusz dronowy" z Ukrainą, przeznaczając na ten cel 6 mld euro z instrumentu ERA, inicjatywy pożyczek dla Kijowa finansowanych przez państwa grupy G7.
Kompleksowe działania wymagają całościowego spojrzenia na problem ze strony decydentów - podkreśla Artur Dubiel. - Z całą stanowczością trzeba jasno powiedzieć, że mamy nie od wczoraj problem z myśleniem strategicznym i ujęciem systemowym, nie tylko w bezpieczeństwie. Przekłada się na to deficyt kompetentnych i odpowiednio przygotowanych kadr, posiadających takie zmysły, i najpewniej niestety priorytet interesu politycznego, może, mówiąc i wprost, partyjnego. To także świadczy o słabości elit, w domyśle politycznych, i braku u nich różnego typu świadomości, w tym dotyczących konsekwencji i jakości działania lub jego zaniechania.
- Tylko opracowanie i wdrażanie modelowego systemu, w tym przypadku antydronowego, do którego będziemy swoimi działaniami dążyć, pozwoli na minimalizowanie ryzyk i realnych zagrożeń - dodaje ekspert. - Podkreślam, minimalizowanie, gdyż w bezpieczeństwie nie ma takiej wartości jak "100 procent".
Katarzyna Dybińska













