Wśród najważniejszych zmian podatkowych należy wspomnieć m.in. o podniesieniu drugiego progu podatkowego (ze 120 tys. zł do 130 tys. zł). Ponadto osoby, które zarabiają między 130 tys. zł a 150 tys. zł rocznie, mają płacić 24-proc., a nie 32-proc. podatek.
Kolejną ważną zmianą jest podniesienie stawki CIT dla dużych firm i największych koncernów - tych podmiotów, których przychody wynoszą ponad 50 mln euro, tj. 200 mln zł.. Ma ona wynosić nie 19, a 22 proc. Ponadto podniesiona - o 1 pkt proc., czyli do 5 proc. - będzie danina solidarnościowa od tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie.
Ile będą kosztować zmiany podatkowe? Ekspert podaje wstępne wyliczenia
Jaki będzie koszt proponowanych zmian? Koszty związane ze zmianami progu podatkowego, jak wstępnie szacuje w rozmowie z Interią Biznes Piotr Arak, główny ekonomista Velo Banku i wykładowca Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, mogą oznaczać ubytek przychodów o ok. 6 miliardów złotych.
- Resort finansów sam liczył, że to będzie jakieś 5 miliardów, więc zakładając, że te wynagrodzenia wzrosną w przyszłym roku, mamy jakieś przynajmniej minus 6 miliardów - mówi nasz rozmówca, zastrzegając, że są to ostrożne i przybliżone szacunki.
Drugą kwestią jest zmiana stawki podatkowej z 32 proc. na 24 proc. w przedziale dochodowym wynoszącym między 130 a 150 tysięcy złotych. Tu - jak szacuje Piotr Arak - ubytek przychodów dla sektora finansów publicznych może wynieść około miliarda złotych. Łączny ubytek w przychodach budżetu państwa może więc w ocenie ekonomisty wynieść około siedmiu miliardów (lub nieco ponad).
Po drugiej stronie jest zaś kwestia wyższych przychodów, z którymi będą się wiązać zmiany m.in. dotyczące daniny solidarnościowej.
- Wzrost daniny solidarnościowej z 4 na 5 proc. to mogłoby być nawet półtora miliarda złotych przychodów - wstępnie szacuje rozmówca Interii Biznes. Nadmienia też, że w ostatnich latach przychody z tego tytułu spadały. - Część podatników zaczęła rozliczać się w systemie ryczałtowym, unikając objęcia tym dodatkowym podatkiem - wyjaśnia.
Piotr Arak zaznacza jednak, że jest to statyczny szacunek. Radzi ostrożnie podchodzić do tych wartości - można bowiem założyć, że co zamożniejsi wezmą pod uwagę optymalizację podatkową. To z kolei utrudnia oszacowanie dynamicznego efektu zmian.
Dodatkowe przychody związane będą także z podwyższeniem CIT z 19 do 22 proc. dla przedsiębiorców, których przychody przewyższają 50 milionów euro.
- Gdyby to było samo podniesienie tej stawki dla tych dużych firm, które się rozliczają w Polsce, to można byłoby powiedzieć, że to będą jakieś dwa miliardy przychodów w przyszłym roku - ocenia ekspert.
Ponownie podkreśla jednak, że firmy mogą dokonać wewnętrznej optymalizacji.
- Jeżeli nie towarzyszy temu jakieś uszczelnienie systemu podatkowego, to te przedsiębiorstwa mogą wybrać inne formy opodatkowania, które w Polsce funkcjonują - np. przejść na estoński CIT, iść w wielu różnych kierunkach - wyjaśnia i dodaje, że wówczas przychody będą niższe od tych wstępnie oszacowanych.
- No i wreszcie obniżenie limitu ryczałtu z 2 milionów na 250 tysięcy euro, co by oznaczało, że więcej podatników będzie płacić po wyższej stawce. To może być jakieś półtora miliarda złotych przychodów dla sektora finansów publicznych - szacuje Piotr Arak.
To, jak wstępnie podlicza, oznaczałoby, że będziemy o około 2 miliardy "na minusie". - Pytanie, jak wyglądają założenia resortu finansów. Pewnie dałoby się tak przedstawić, żeby prawie bilansowały się te kwoty. W rzeczywistości pewnie będziemy mieli niepokrycie tego ubytku w PIT, który jest jednak jednym z dominujących elementów przychodów państwa, przez CIT, który jest po prostu mniejszy w Polsce - tych dochodów jest mniej - podsumowuje i dodaje, że o szczegółach będzie można mówić, gdy poznamy więcej szczegółów, w tym założeń.
Ekonomista ocenia szereg zmian podatkowych
- Na dokładne podsumowanie jest trochę za wcześnie, natomiast widać, że dodatkowe dochody z tytułu zmian, a także z tytułu wprowadzenia dodatkowej stawki PIT pokryją koszt waloryzacji progu podatkowego - ocenia natomiast w rozmowie z Interią Biznes Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego. - Można więc zgodzić się z oceną ministra finansów, że cały pakiet tych zmian powinien być neutralny dla deficytu fiskalnego.
Ekspert zauważa, że zmiany są korzystne dla wielu podatników, a ich kierunek ocenia jako słuszny.
- Jednocześnie te zmiany poprawiają sytuację finansową zdecydowanej większości podatników i prowadzą do pewnego zwiększenia progresji obciążeń podatkowych w Polsce, co jest słusznym kierunkiem i było rekomendowane Polsce przez wiele międzynarodowych instytucji, m.in. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, OECD czy Komisję Europejską. Wstępna ocena tych zmian musi być pozytywna - uważa Piotr Bujak.
Zwraca przy tym uwagę na pewną ważną kwestię.
- Jedyne, co jest jakimś mankamentem, to to, że nasz system podatkowy jeszcze bardziej się komplikuje. Ale nie ma innego sposobu, żeby to trochę lepiej skalibrować i bardziej sprawiedliwie rozłożyć obciążenia podatkowe między różne grupy społeczne - ocenia.
W piątek - 21 sierpnia - agencja ratingowa Fitch ma ogłosić decyzję dotyczącą ratingu Polski, a później, 18 września, zrobi to agencja Moody's. Nasz rozmówca przypomina, że obie agencje pogorszyły perspektywy jesienią ubiegłego roku, ale sam rating pozostał niezmieniony, bo agencje czekały na zapowiedzi dotyczące polityki fiskalnej w kolejnych latach.
- Wydaje mi się, że te zapowiedzi - i ze strony ministra finansów, i premiera - mocno podkreślające, że rząd nie podejmie żadnych działań, które mogłyby doprowadzić do zwiększenia deficytu, na tym etapie powinny zmniejszyć ryzyko obniżenia oceny wiarygodności kredytowej Polski przy okazji tych właśnie najbliższych przeglądów naszego ratingu. (...) To nie eliminuje takiego ryzyka w kolejnych przeglądach. Następny będzie wiosną przyszłego roku, na pewno agencje będą dalej uważnie przyglądać się sytuacji, ale na ten moment to powinno wystarczyć - podsumowuje.














