Spis treści:
- Prezydent uderza w system ETS
- Europa wypchnęła produkcję przemysłową poza swoje granice, a koszty energii znacznie wzrosły
- Pałac prezydencki ma konkretne propozycje zmian w systemie ETS
- ETS2 na półkę? Ten nowy "podatek" szczególnie mocno uderzy w finanse Polaków
- Coraz więcej głosów o konieczności zmian w systemie ETS
"Polsce powinno zależeć na stabilności systemu ETS bardziej niż innym krajom, ponieważ jego rozpad doprowadziłby do wyścigu na subsydiowanie emisji, który przegramy" - uważa Michał Hetmański i tłumaczy w oświadczeniu przesłanym Interii, że przy najmniej efektywnych elektrowniach węglowych musielibyśmy dopłacać do produkcji energii elektrycznej najwięcej w UE.
"Nawet w najbardziej nieprawdopodobnym scenariuszu, w którym Polska znalazłaby się poza systemem ETS - wciąż ponosilibyśmy koszty, podobnie jak Ukraina, która choć nie jest w ETS, to ponosi jego koszty poprzez CBAM - mechanizm wyrównywania cen" - tłumaczy szef Instrat (CBAM to tzw. graniczny podatek węglowy, mający chronić unijnych producentów przed tańszymi produktami z zagranicy - red.) i dodaje, że Polska wyjść z ETS jednostronnie nie może. Prawnie nie jest to możliwe.
Warto przypomnieć, że na razie odroczonym, ale wciąż "wiszącym" nad finansami każdego Polaka jest mechanizm ETS2 (wg. obecnych ustaleń ma zacząć obowiązywać od 2028 roku). Fundacja Instrat publikuje swoisty kalkulator przyszłych kosztów ogrzewania domów. Wynika z niego, że w przypadku zamieszkałego przez 3 do 5 osób nieocieplonego domu o powierzchni do 100 mkw. (takich budynków w Polsce jest bardzo dużo) dodatkowy roczny koszt ciepła po wprowadzeniu ETS2 urośnie o prawie 1,9 tys. zł. Dodajmy, że wzrosną także ceny paliw płynnych po wprowadzeniu ETS2.
Prezydent uderza w system ETS
Tymczasem ośrodek prezydencki nalega, aby rząd podczas najbliższego szczytu UE w Brukseli (najbliższy czwartek) rozpoczął "wychodzenie z systemu ETS" lub jego gruntowną rewizję oraz - co szczególnie istotne - dążył do rezygnacji z wprowadzenia ETS2 (ma obowiązywać od 2028 roku), który uderzy bezpośrednio w finanse Polaków (spodziewany wzrost cen ciepła i paliw).
"Unia Europejska powinna rozpocząć drogę wychodzenia z systemu ETS" - powiedział podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Karol Rabenda podczas wtorkowej konferencji. "Polska rocznie wydaje 35 mld zł, a po likwidacji darmowych uprawnień będzie to ponad 40 mld zł" - wyjaśnił.
Dodajmy, że Polska rzeczywiście jest w systemie ETS "płatnikiem netto" - polscy przedsiębiorcy płacą ostatecznie więcej niż wpływa do budżetu państwa.
Europa wypchnęła produkcję przemysłową poza swoje granice, a koszty energii znacznie wzrosły
"Emisja w UE przez ostatnie 20 lat spadła o 35 proc., ale na świecie emisja wzrosła, mamy przykład gospodarki chińskiej" - zdaniem ministra Rabendy, ważniejszym wskaźnikiem dla zobrazowania skutków europejskiej polityki klimatycznej jest jednak poziom produkcji przemysłowej. "Udział UE w światowej produkcji przemysłowej 20 lat temu wynosił ok. 20 proc. - dzisiaj to 17 proc." - wyliczał Karol Rabenda dodając, że w tym czasie udział Chin w światowej produkcji przemysłowej wzrósł z 9 do 28 proc. "To jest najlepszy dowód, jak funkcjonuje ETS" - mówił prezydencki minister tłumacząc, że system ETS nie zmniejsza emisji w skali świata; a wypycha produkcję poza granice UE.
"Prezydent stoi na stanowisku, że tutaj nie ma miejsca na półśrodki - trzeba zlikwidować przyczyny kryzysu, czyli odejść od systemu ETS" - konkludował Rabenda dodając, że choć UE przez zieloną transformację uniezależnia się od dostaw surowców, to z kolei uzależnia się od dostaw produktów gotowych, których produkcja jest wypychana poza UE.
Cytowany wcześniej Michał Hetmański z Fundacji Instrat sugeruje, że minister finansów musi w końcu przekierować dochody z ETS do przemysłu i klientów wrażliwych na subsydiowanie inwestycji oraz bieżącego zakupu energii.
"Należy wdrażać rozwiązania, które pomogą aktywnie zarządzać podażą uprawnień - powołać centralny bank węglowy postulowany przez rządowy ośrodek KOBiZE. Taka instytucja mogłaby aktywnie zarządzać podażą uprawnień i ucinać spekulacyjne wahania cen, dając naszej gospodarce przewidywalność i broniąc nasz rynek energii i przemysł przed nadmiernym subsydiowaniem swojego przemysłu przez Niemcy" - tłumaczy Michał Hetmański.
"System ETS sprawdził się w energetyce - ale sukces ten nie musi automatycznie powtórzyć się w przemyśle. Błędem byłoby zakładanie, że ten sam mechanizm zadziała automatycznie w przypadku hut stali, cementowni czy zakładów chemicznych. Sektory te działają w fundamentalnie odmiennych warunkach: mają inne cykle inwestycyjne, struktury kosztów i presję konkurencyjną" - przekonują eksperci Fundacji Instrat i dodają, że zniesienie ETS podkopałoby sztandarowe projekty czystego przemysłu już będące na etapie realizacji.
"Tak jak likwidacja ETS byłaby oszukaniem inwestorów w sektorze energetycznym, tak samo zagroziłaby najbardziej ambitnym projektom dekarbonizacji przemysłu w Europie. To nie są projekty na papierze - to prawdziwe fabryki, prawdziwe miejsca pracy i prawdziwe pieniądze" - zwraca uwagę Michał Hetmański i wymienia choćby wielkoskalowy projekt wychwytywania i składowania CO2 w produkcji cementu na Kujawach, czy szwedzką pionierską hutę "zielonej stali" wykorzystująca bezpośrednią redukcję żelaza (DRI) opartą na wodorze.
Pałac prezydencki ma konkretne propozycje zmian w systemie ETS
"W sytuacji, gdyby nie udało się na forum europejskim sformować większość dla likwidacji ETS, mamy pięć propozycji zmian" - stwierdziła tymczasem uczestnicząca we wtorkowej konferencji doradca prezydenta Wanda Buk.
Wśród nich wymieniła wprowadzenie tzw. opłaty zastępczej - przedsiębiorcy, zamiast kupować uprawnienia do emisji po zmiennej, wręcz spekulacyjnej cenie, płaciliby opłatę nie wyższą niż najniższa tego typu opłata w podobnych do ETS systemach stosowanych na świecie (np. "chiński ETS" jest 10-krotnie tańszy od europejskiego, a ten ostatni ponad połowę droższy od systemu kalifornijskiego).
Kolejną propozycją ma być limit cenowy, stabilizujący cenę uprawnień do emisji. Co ciekawe, taki mechanizm już jest zaszyty w systemie, ale - zdaniem Wandy Buk - działa fatalnie, bo jest powiązany ze stałym wolumenem uprawnień. Prezydencka propozycja przewiduje "dosypywanie" uprawnień, jeżeli cena przekroczy 10 euro za tonę.
Następna propozycja wiąże się z zakończeniem spekulacji. System ETS jest rodzajem giełdy, a uprawnienia do emisji rodzajem produktu finansowego, a to powoduje spekulacyjne podejście do kształtowania cen uprawnień. Dzisiaj handluje się uprawnieniami na poczet przyszłych zysków. Prezydent proponuje wykluczenie instytucji finansowych z handlu uprawnieniami i uniemożliwienie spekulacji.
Wanda Buk wyjaśniła, że w prezydenckich sugestiach przekazanych rządowi znalazła się także rezygnacja z wycofywania bezpłatnych uprawnień do emisji, co jest szczególnie ważne w sytuacji Polski (energia z węgla). Dodajmy, że stopniowe wycofywanie bezpłatnych uprawnień wiąże się z wprowadzeniem węglowego podatku granicznego (miał w teorii chronić europejskich producentów przez zalewem tańszego towaru), jednak na razie węglowy podatek graniczny jest w startowej fazie i nie spełnia wszystkich oczekiwań.
ETS2 na półkę? Ten nowy "podatek" szczególnie mocno uderzy w finanse Polaków
Ostateczną, piątą propozycją pałacu prezydenckiego (zawartą w sugestiach Karola Nawrockiego do Donalda Tuska przed szczytem UE w czwartek) jest rezygnacja z systemu ETS2.
"ETS2 to coś najgorszego, co realizowane jest w europejskim zielonym ładzie i boleśnie uderzy w finanse Polaków" - podsumowała Wanda Buk. Przypomnijmy, od 2028 roku ma być wprowadzony system ETS2, który będzie dotyczyć transportu i ciepłownictwa. Będzie to rodzaj 'podatku", który znacznie podniesie rachunki gospodarstw domowych.
Wyjaśnijmy: ETS2 ma działać podobnie jak ETS, czyli opierać się na zasadzie "cap and trade" (pułapów i handlu) - limitowaniu emisji i handlu uprawnieniami. W ETS2 dostawcy energii oraz paliw będą kupować uprawnienia do emisji CO2, co znajdzie swoje odzwierciedlenie w rachunkach końcowych za paliwo samochodowe i nośniki energii, takie jak gaz czy węgiel. Cel wprowadzenia ETS2 jest "klimatyczny" - chodzi o wywarcie presji na zmianę systemów ogrzewania domów i kupowanie pojazdów nisko bądź bezemisyjnych.
Coraz więcej głosów o konieczności zmian w systemie ETS
Spodziewana rewizja systemu ETS podgrzewa dyskusję możliwych zmianach. Polski Komitet Energii Elektrycznej sugeruje, że reforma systemu EU ETS musi pilnie ograniczyć jego negatywny wpływ na ceny energii i konkurencyjność europejskiego przemysłu.
"W związku ze zbliżającym się posiedzeniem Rady Europejskiej w dniach 19-20 marca, na której poruszony ma być temat przyszłej reformy unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS), Polski Komitet Energii Elektrycznej popiera postulaty złagodzenia systemu ETS, przedstawiane przez wiele europejskich organizacji reprezentujących różne sektory przemysłu" - napisał PKEE w oświadczeniu. Zdaniem Komitetu, rozwiązana musi zostać kwestia płynności systemu po 2030 r., gdyż jeszcze przed 2040 r., według obecnych parametrów EU ETS zakończy się podaż uprawnień na rynku pierwotnym (to może być czynnikiem wzrostu cen do nieakceptowalnych poziomów).
Dodajmy, że na początku marca br. Bruksela ostatecznie zatwierdziła nowy cel klimatyczny, zakładający redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 r. w stosunku do poziomu z 1990 r. Zatwierdzono również jedynie roczne opóźnienie wejścia w życie systemu ETS2 (wejdzie w życie w 2028 roku).













