W skrócie
- Europejskie magazyny są w tej chwili zapełnione gazem na poziomie mniejszym niż 55 proc. Osiągnięcie przed 1 listopada pożądanego stanu zapasów w wysokości 90 proc. jest niemożliwe.
- Katar dostarcza około 17-20 proc. LNG wykorzystywanego w Europie. Terminal Ras Laffan ładuje 80 milionów ton gazu rocznie, z czego zdecydowana większość musi przepłynąć przez cieśninę Ormuz.
- Jeśli główny szlak handlowy zostanie zablokowany na wiele tygodni Polska zapewne będzie musiała kupować LNG z USA po cenie o 40-60 proc. wyższej od kontraktów katarskich.
- Podwyższone ceny surowców energetycznych będą miały wpływ na politykę monetarną w strefie euro i w Polsce. Rynki na 87,5 proc. szacują prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych przez EBC we wrześniu. Maleje szansa, że NBP obniży stopy zaraz po wakacjach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Globalne łańcuchy dostaw surowców energetycznych są coraz bardziej narażone na zerwanie. Nie może być inaczej skoro szanse na zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie są nikłe. Ruch statków w cieśninie Ormuz jest zablokowany, bojownicy Huti atakują tankowce na Morzu Czerwonym, a prezydent USA Donald Trump czasami zawiesza ogień, by zaraz potem zapowiadać kolejne zmasowane ataki na Iran.
Ceny gazu rosną, zapasy maleją
W Europie miesiące letnie są tradycyjnie czasem zapełniania magazynów gazu przed okresem grzewczym. Tymczasem Katar właśnie oświadczył, że uznaje za konieczne przedłużenie do połowy września "stanu działania siły wyższej", która ogranicza dostawy LNG. W dodatku, cena baryłki ropy brent wzrastała ostatnio do 100 dolarów - pierwszy raz od dwóch miesięcy. Widmo powtórki kryzysu energetycznego z lat 2021-22 coraz bardziej zagraża Staremu Kontynentowi.
Kluczowe w handlu paliwami są holenderskie porty w Amsterdamie i Rotterdamie oraz belgijski w Antwerpii. Holenderskie gazowe kontrakty TTF rosną już czwarty tydzień z rzędu. Cena kilka dni temu przekraczała 63,5 euro za MWh, po czym spadła poniżej 60 euro. Jednak w skali miesiąca wzrosła o ponad 40 proc., a w skali roku o ponad 80 proc.
Ogromne znaczenie dla rynku surowca miały wydarzenia z 7 lipca. W tym dniu irańskie siły zbrojne wystrzeliły co najmniej dwie rakiety, trafiając i uszkadzając dwa statki w cieśninie Ormuz. Uderzenie w tankowiec LNG "Al Rekayyat" podczas przeprawy przez cieśninę Ormuz w kierunku Zatoki Omańskiej wywołało natychmiastową panikę na europejskim rynku gazu. Drugi tankowiec, "Al Areesh", wykonał manewr "U" - zawrócił z ładunkiem.
Europejskie magazyny są w tej chwili zapełnione gazem na poziomie mniejszym niż 55 proc. To niepokojący wynik, gdyż porównywalna 5-letnia średnia wynosi 71 proc. Osiągnięcie przed 1 listopada pożądanego stanu wypełnienia magazynów w 90 proc. jest niemożliwe.
Iran dyktuje warunki. Zima polem bitwy o każdą kilowatogodzinę
Co gorsza, istnieje duże prawdopodobieństwo, że skala deficytu wzrośnie, a nie zmaleje. Niektórzy eksperci szacują, że magazyny na naszym kontynencie mogą być zapełnione przed zimą zaledwie w 20 proc. Norwegowie już dziś sygnalizują, że nie są w stanie zwiększyć wydobycia i dostarczyć Europie więcej surowca. Zima 2026/27 może stać się polem bitwy o każdą kilowatogodzinę.
Presja na wzrost cen gazu w kontraktach TTF nawet do 100 euro za MWh staje się coraz bardziej realna. Warto pamiętać, że w grudniu 2021 roku nastąpił silny wzrost notowań gazu do 180 euro w związku z ograniczeniem eksportu przez Rosję. Natomiast w sierpniu 2022 roku cena gwałtownie wzrosła aż do 339 euro za MWh, po zamknięciu Nord Stream 1. Powtórzenie tego najbardziej drastycznego scenariusza nie jest jednak realne ze względu na dzisiejszą dywersyfikację dostaw.
Analitycy przypominają, że dostawy gazu od producentów z Zatoki Perskiej - głównie Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich - odgrywają kluczową rolę na globalnym rynku tego paliwa. Katar dostarcza około 17-20 proc. LNG wykorzystywanego w Europie. Terminal Ras Laffan ładuje 80 milionów ton gazu rocznie, z czego zdecydowana większość musi przepłynąć przez cieśninę Ormuz. Jeśli Iran zablokuje ten szlak na wiele tygodni sytuacja będzie patowa - katarski LNG nie ma innego portu wyjścia.
Za gaz z USA zapłacimy więcej
Polska w ostatnich latach zadbała o zróżnicowanie źródeł dostaw gazu, ale nadal nie jest niezależna od Bliskiego Wschodu. Nasz kraj zużywa rocznie około 20 mld m³ gazu rocznie, z czego krajowa produkcja to tylko 4 mld m³. Terminal LNG w Świnoujściu o rocznej przepustowości rzędu 6,2 mld m³ w 2025 roku odebrał około 75 dostaw, w tym ponad 40 z Kataru. Z kolei Baltic Pipe może dać nam 10 mld m³ rocznie surowca z Norwegii.
Jeśli cieśnina Ormuz zostanie zablokowany na wiele tygodni Polska zapewne będzie musiała kupować LNG z USA po cenie o 40-60 proc. wyższej od kontraktów katarskich. Eksperci oceniają, że efektem długotrwałego paraliżu szlaków transportowych w regionie Zatoki Perskiej może być skok ceny holenderskich kontraktów TTF do 90-120 euro za MWh i notowań baryłki ropy brent do ponad 110 dolarów. W takiej sytuacji Polska może stanąć przed koniecznością naruszenia rezerw strategicznych.
Banki centralne też patrzą na ceny paliw
Wielu analityków z rynków finansowych jest zaskoczonych ostatnią decyzją Europejskiego Banku Centralnego o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian, w sytuacji gdy nastąpił skok cen najważniejszych paliw. Decydenci z EBC tłumaczą, że "pełne skutki szoku energetycznego wywołanego przez wojnę z Iranem jeszcze się nie ujawniły".
Można odnieść wrażenie, że w strefie euro postanowiono asekuracyjnie przesunąć problem na później. Przedstawiciele EBC, w tym Joachim Nagel z Bundesbanku czy Emmanuel Moulin z Banku Francji, mówią o konieczności wyważonej analizy nadchodzących danych i o racjonalnym działaniu "z posiedzenia na posiedzenie". Jednak rynki nie mają prawie żadnych wątpliwości, że EBC 10 września podejmie decyzję o podwyżce stóp o 25 punktów bazowych. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest wyceniane na 87,5 proc.
Polski bank centralny też staje przed poważnym wyzwaniem. Liczni ekonomiści są zdania, że lipcowy skok cen paliw uniemożliwi powakacyjną obniżkę stóp procentowych, choć kilka tygodni temu nie wykluczył jej prezes NBP Adam Glapiński. W dodatku, decydentów z Rady Polityki Pieniężnej powinna zaniepokoić polska inflacja bazowa, która wynosi 3 proc. w skali rok do roku i jest wyższa od dynamiki cen konsumenckich. Inflacja bazowa to indeks pomijający zarówno ceny żywności, jak i energii, czyli dwie kategorie potencjalnie najbardziej narażone na zmiany. Ten wskaźnik najlepiej pokazuje długoterminowe trendy, a mniej reaguje na wahania cen ropy czy wyniki zbiorów w rolnictwie.
Jacek Brzeski















