Spis treści:
- Polska z ponad 60-proc. zapełnieniem magazynów; Niemcy sięgnęli ledwie 36-proc.
- Co z gazem z Kataru po otwarciu cieśniny Ormuz?
- Wojna na Bliskim Wschodzie trwale przemodeluje rynek LNG? Niemcy szukają nowych dostawców
Jeśli spojrzymy na moce magazynowe poszczególnych krajów UE, zrozumiemy jak ważne dla całego bilansu gazowego Wspólnoty jest odpowiednie zapełnienie magazynów niemieckich. To prawdziwa potęga w skali UE - pojemność niemieckich zbiorników przekracza 250 TWh (terawatogodzin). Dla porównania - polskie magazyny mieszczą niespełna 40 TWh.
Niemcy są szczególnym krajem także dlatego, że konsumpcja gazu u naszego zachodniego sąsiada jest największa w UE. Z unijnych danych wynika, że sięga 900 TWh.
Nieco mniejsze magazyny mają Włosi (ok. 200 TWh) i oczywiście mniejszą od niemieckiej roczną konsumpcję błękitnego paliwa.
Polska z ponad 60-proc. zapełnieniem magazynów; Niemcy sięgnęli ledwie 36-proc.
Tegoroczne "wojenne" ceny gazu są znacząco wyższe niż w ubiegłym roku, choć wystrzał cen w opinii analityków i tak nie był druzgocący. Europa w 2026 roku jest o wiele bardziej odporna na gazowe zawirowania niż w roku 2022, gdy rynek błękitnego paliwa wywrócili Rosjanie. Jednak utrzymujące się przez wiele tygodni ceny przekraczające 50 euro za MWh (megawatogodzinę) skutecznie zniechęcały do zakupów (gazowi operatorzy w krajach UE zwlekali w nadziei na wygasanie konfliktu na Bliskim Wschodzie i spadek cen). Taki spadek następuje właśnie teraz, a możliwy koniec konfliktu chyba od tygodni nie był tak prawdopodobny, nawet biorąc pod uwagę dotychczasową zmienność deklaracji USA i Iranu.
Wykres. Benchmarkowe dla Europy ceny gazu w holenderskim hubie TTF (w euro za MWh - od lutego do 15 czerwca 2026)

W połowie czerwca zapełnienie europejskich magazynów ogółem gazu przekracza 44 proc. - wynika z informacji Gas Infrastructure Europe. Choć taki poziom w kontekście gromadzenia surowca przed kolejną zimą może się wydawać bezpieczny (mamy połowę czerwca), warto zauważyć, że w ubiegłym roku było to 53 proc.
Jeśli zaś spojrzymy na najnowsze dane, widzimy ponad 62-proc. zapełnienie polskich magazynów; bardzo podobny bezpieczny poziom mają Włosi. Wspomniani Niemcy "święcą na czerwono" z ledwie 36-proc. zapełnieniem gazowych zbiorników. Dla porządku dodajmy: Austriacy i Francuzi (kolejne dwa europejskie kraje o sporych możliwościach magazynowania błękitnego paliwa - każdy po ponad 100 TWh) mają w połowie czerwca zbiorniki zapełnione odpowiednio w 49 i 45 proc.
Co z gazem z Kataru po otwarciu cieśniny Ormuz?
Szacunkowo nawet 1/5 światowych dostaw gazu LNG przepływała przed obecną wojenną zawieruchą przez cieśninę Ormuz. Zamknięcie tej trasy uderzyło w odbiorców, ale jeszcze większą niepewność wzbudziły zniszczenia w katarskich kompleksie gazowym Ras Laffan. Początkowo przedstawiciele Kataru wręcz zapowiedzieli, że odbudowanie "mocy" potrwa nawet pięć lat, oczywiście w warunkach pokojowych, po zakończeniu konfliktu i odblokowaniu Ormuz.
Przypomnijmy - Katar przestał dostarczać LNG, powołując się na "siłę wyższą" - dotyczy to także polskiego "kontraktu katarskiego". Obecnie do gazoportu w Świnoujściu zawijają gazowce z USA; dostawy z Kataru ustały.
Wyjaśnijmy: nawet jeżeli Polska czy Europa radzi sobie bez katarskich dostaw, brak takiego wolumenu gazu na globalnym rynku po prostu podnosi ceny. Azjatyccy odbiorcy - naturalni klienci Kataru przed obecną wojną - po prostu "podkupują" gaz z innych kierunków, stąd wzrost cen.
Ras Laffan został uszkodzony w części - Iran skutecznie uderzył w dwie z czternastu linii produkcyjnych. Nawet jeżeli ich rekonstrukcja potrwałaby zapowiedziane 5 lat, to już samo udrożnienie Ormuz (pozostałe linie produkcyjne mogą dostarczać gaz) znacząco poprawiłoby światową podaż błękitnego paliwa.
Nawiasem mówiąc, jedna z kilku prób przepłynięcia cieśniny Ormuz przez gazowiec z ładunkiem z Kataru powiodła się jeszcze w maju. Statek zawinął do pakistańskiego portu. Później ten manewr powtórzył kolejny gazowiec LNG (dla porządku dodajmy, że dwa inne gazowce z Kataru zostały w tym czasie zatrzymane przez Iran i nie mogły opuścić Zatoki Perskiej.
Dodajmy też, że jakby na dowód nadchodzącej normalizacji w rejonie Zatoki Perskiej, 15 czerwca Ormuz przepłynął gazowiec Disha i popłynął z ładunkiem do Indii.
Wojna na Bliskim Wschodzie trwale przemodeluje rynek LNG? Niemcy szukają nowych dostawców
Kryzys w zaopatrzeniu w błękitne paliwo spowodowany najpierw rosyjską agresją na Ukrainę, a obecnie wojną na Bliskim Wschodzie może trwale przemodelować rynek LNG. Niemcy - potrzebujący szczególnie dużych dostaw gazu - przygotowali wstępne porozumienie dotyczące importu gazu z Kanady. Poinformowano, że skala przedsięwzięcia mogłaby zapewnić ok. 1/8 wolumenu LNG, jaki do tej pory trafiał z różnych kierunków do Niemiec.
Nie jest tajemnicą, że także dla Kanadyjczyków byłaby to alternatywa dla dotychczasowej "burzliwej" współpracy z USA (część kanadyjskiego gazu trafia właśnie do USA).
Kłopot w tym, że brany jest pod uwagę terminal na kanadyjskim wybrzeżu Pacyfiku, a to powoduje wzrost kosztów transportu.
Wojna na Bliskim Wschodzie spowodowała też wzmocnienie amerykańskiej pozycji na rynku gazowym. O ile w ubiegłym roku Stany Zjednoczone odpowiadały za nieco ponad 50 proc. całego europejskiego importu LNG, rok 2026 może być już przełomowy. W 2026 roku USA mogą dostarczyć niemal dwie trzecie importowanego przez Europę LNG, co umocni dominującą pozycję Waszyngtonu na rynku gazu.













