Jeśli w czwartek na konferencji prasowej prezes EBC po decyzji o stopach procentowych padnie (a pewnie padnie) pytanie o ostatnią aprecjację euro, które w zeszłym tygodniu podskoczyło do ponad 1,2 dolara po raz pierwszy od 2021 roku, najbardziej prawdopodobną odpowiedzią będzie brak komentarza lub słowa, które już wielokrotnie słyszeliśmy. EBC nie prowadzi polityki kursowej, nie jest to elementem jego mandatu, nie komentuje zmian kursów walut.
Komentarze dotyczące kursu euro kończyły się zwykle na stwierdzeniu, że EBC monitoruje go ze względu na jego wpływ na inflację. Umocnienie euro wpływa na obniżenie inflacji, bo import - w tym np. surowców energetycznych - staje się relatywnie tańszy. A równocześnie silne euro to mniejsza konkurencyjność eksportu, co może być dodatkowym ciosem dla wciąż ociężałej europejskiej gospodarki, szczególnie w warunkach amerykańskiej "wojny handlowej" i wyższych ceł.
Dodajmy jednak - od szczytu 27 stycznia, w tym tygodniu euro nieco osłabło, a kurs we wtorek cofnął się poniżej 1,18 dolara. To znaczy, że euro jest wciąż bardzo mocne. Przebicie poziomu 1,2 dolara wystarczyło, żeby wzbudzić zaniepokojenie bankierów centralnych. Przypomnijmy, że w lecie zeszłego roku na spotkaniu EBC w Sintrze wiceprezes Luis de Guindos, powiedział, że kurs wymiany euro powyżej 1,20 dolara może zacząć niepokoić EBC.
Mocne euro niepokoi prezesów
Ubiegłotygodniowy skok euro powyżej 1,2 za dolara wywołał komentarze dwóch prezesów banków centralnych. Pierwszy z nich, François Villeroy de Galhau, szef Banque de France powiedział tydzień temu: "Uważnie monitorujemy aprecjację euro" (cytat za agencją Bloomberg). Dodał, że aprecjacja euro może wpłynąć na decyzje o stopach procentowych.
- To jeden z czynników, który będzie wpływał na naszą politykę pieniężną i nasze decyzje dotyczące stóp procentowych w nadchodzących miesiącach - powiedział prezes Banku Francji.
Sytuacja EBC nie jest już tak komfortowa jak półtora roku temu, kiedy bank centralny strefy euro zdecydował się na pierwszą obniżkę stóp z rekordowo wysokiego poziomu 4 proc., widząc spadająca inflację i mając prognozy jej dalszego spadku, w tym - długo spędzających bankierom sen z powiek - cen usług. Te powolne kroki w dół po 25 punktów bazowych każdy zatrzymały się w czerwcu zeszłego roku, a Christine Lagarde mówiła wówczas, że EBC jest "we właściwym miejscu".
Przy stabilizacji inflacji w okolicach 2 proc., sile europejskiej gospodarki, która - jak by na to nie patrzeć - poradziła sobie znacznie lepiej niż oczekiwano z amerykańskimi cłami, stabilizacji bezrobocia na historycznie najniższym poziomie, realnym wzroście płac i perspektywach powrotu wzrostu gospodarczego w okolice potencjału już w tym roku, bankierzy centralni we Frankfurcie mają prawo powiedzieć - odnieśliśmy sukces. I - dodajmy - niewielu ich kolegów mogłoby być podobnie zadowolonymi ze swej pracy. Mimo to w Radzie Prezesów wyraźnie zaznaczyła się dyskusja dwóch skrzydeł - wyrażającego obawy o to, czy stopy nie są już zbyt niskie, jak też o to, czy wciąż nie są zbyt wysokie.
Przypomnijmy, że w grudniu Isabel Schnabel, członki zarządu EBC zasugerowała, że stopy banku centralnego osiągnęły minimum i kolejną decyzją powinna być podwyżka, choć w odległym horyzoncie i na razie nie jest ona przedmiotem rozważań. Z kolei inni członkowie Rady Prezesów wskazywali na zagrożenie długotrwałym zejściem inflacji poniżej celu, jeśli okaże się, że poziom stóp jest zbyt restrykcyjny. Sugerowali zatem obniżkę jako następną w kolejności.
Inflacja pod pełną kontrolą
Faktem jest, że europejskiej dezinflacji (podobnie jak polskiej, na co wielokrotnie zwracał uwagę główny ekonomista ING Banku Śląskiego Rafał Benecki) pomógł eksport deflacji przez Chiny oraz fakt, że amerykańskie cła spowodowały, iż musiały one poszukiwać gwałtownie innych rynków eksportowych. Trzy ostatnie miesiące zeszłego roku przyniosły jednak powrót inflacji w Chinach, aczkolwiek wciąż niskiej, w grudniu do poziomu 0,8 proc. rok do roku. Jeśli inflacja w Chinach zacznie rosnąć, może to zmienić bilans impulsów wpływających na ceny także w strefie euro.
O ile eksport deflacji przez Chiny może być jednym z najważniejszych powodów, dla których inflacja w strefie euro spadła po raz pierwszy od maja poniżej celu EBC, wynoszącego 2 proc. do 1,9 proc., drugim był spadek cen energii aż o 1,9 proc. rok do roku. Inflacja usług drgnęła w dół do 3,4 proc. po trzech miesiącach lekkich wzrostów. Inflacja bazowa obniżyła się do 2,3 proc., najniższego poziomu od czterech miesięcy.
To nie jest sytuacja, która wymagałaby od Rady Prezesów wyjścia ze strefy komfortu przy głównej stopie depozytowej na poziomie 2 proc. Ten komfort zakłóca tylko jedno - gwałtowne umocnienie euro.
- Jeśli euro będzie się nadal umacniać, w pewnym momencie może to oczywiście stworzyć pewną konieczność reakcji w zakresie polityki pieniężnej. Ale nie z powodu samego kursu walutowego, ale dlatego, że kurs walutowy przekłada się na niższą inflację, a to jest oczywiście kwestia polityki pieniężnej - powiedział w poprzednią środę w wywiadzie dla "Financial Times" prezes Oesterreichische Nationalbank Martin Kocher.
"Globalne euro" - kiedy nastąpi ten moment
Przynajmniej od wielkiego globalnego kryzysu finansowego z lat 2007-2009 pozycja dolara słabnie. Przypomnijmy, że w wyniku tego kryzysu powstała grupa BRICS, której aspiracją był nawet wykreowanie własnej waluty mogącej służyć w rozliczeniach międzynarodowych i konkurować z dolarem. Nic z tego nie wyszło, ale faktem jest, że dolar, w którym banki centralne trzymają 58 proc. swoich rezerw, traci na rzecz walut takich jak np. chiński juan. Rezerwy banków centralnych w euro utrzymują się od lat na poziomie ok. 20 proc. Ale euro w międzynarodowym handlu ma znacznie silniejszą pozycję. Ok. 40 proc. faktur w globalnych handlu wystawianych jest w tej walucie.
Na razie utracie zaufania do dolara towarzyszy wyraźnie większe zainteresowanie złotem ze strony licznych banków centralnych, a nie innymi walutami, w tym euro. Tymczasem jest kilka ważnych pytań dotyczących dolara. Czy utrata jego pozycji głównej waluty rezerwowej w związku z polityką USA przyspieszy i jak bardzo przyspieszy? Czy jego miejsce może zająć euro, zważywszy, że apetyt na zakupy złota kiedyś się wyczerpie? Czy Europa odniosłaby korzyści ze wzmocnienia globalnego statusu euro? Christine Lagarde twierdzi, że tak.
- Wzmocnienie globalnego statusu euro przyniosłoby namacalne korzyści: niższe koszty pożyczek, mniejsze narażenie na wahania kursów walut oraz ochronę przed sankcjami i środkami przymusu - powiedziała w czerwcu zeszłego roku.
Program "globalnego euro" - jak mówiła Christine Lagarde - uwarunkowany jest wzmocnieniem przez Europę trzech fundamentów: wiarygodności geopolitycznej, odporności gospodarczej oraz integralności prawnej i instytucjonalnej. To znaczy, że potrzebuje odbudowy swojej "twardej siły", siły gospodarczej, czyli silnego wzrostu, przyciągającego inwestycje, płynnych rynków kapitałowych absorbujących inwestycje oraz dużej podaży wysokiej jakości bezpiecznych aktywów.
Patrząc na oś czasu "moment globalnego euro" nie poprzedza tych wszystkich działań, zmian, przeobrażeń i procesów, ale je wieńczy, jak nagroda za dobrze wykonaną pracę. Ma być zatem jej skutkiem, nastąpi w przyszłości. Jest oczywiste, że kiedy euro stanie się globalne, będzie równocześnie silną i godną zaufania walutą, cechującą się globalnym popytem i może zająć miejsce przez dekady przynależne dolarowi. Tymczasem jednak euro umacnia się w taki sposób, że kurs znacząco wyprzedza "moment globalnego euro", przesuwa go na teraz, a Europa nie jest jeszcze na to gotowa. To dla EBC powinno stanowić problem, bo może bardzo utrudnić pracę potrzebną do osiągnięcia momentu "globalnego euro".
Jacek Ramotowski

















