W skrócie
- Raport PwC wskazuje, że tradycyjna produkcja stali w wielkich piecach ostatecznie przestanie być w Europie opłacalna.
- Wzrost cen energii sprawia, że produkcja stali niskoemisyjną metodą DRI staje się bardziej konkurencyjna poza Europą.
- Eksperci sugerują, że europejskie hutnictwo powinno zmienić strategię i skupić się na przetwórstwie stali o wysokiej wartości dodanej zamiast na energochłonnej produkcji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Europejskie hutnictwo w ostatnich latach zmaga się z presją środowiskową i kosztową, która bezpośrednio uderzyła w opłacalność produkcji. Najnowsza analiza niemieckiego oddziału PwC mówi wprost to, co wielu decydentów z hutniczej branży starało się "owijać w bawełnę" w obawie przed oporem wielotysięcznych załóg hutniczych gigantów. "Pierwotna produkcja stali w Europie Środkowej utraci w dłuższej perspektywie konkurencyjność" - sugerują autorzy analizy i zastanawiają się, czy możemy już mówić o "końcu europejskiego przemysłu stalowego", czy może raczej o jego "nowej odsłonie".
Eksperci PwC rozpisali kilka scenariuszy zmian w hutnictwie i w każdym z nich finał jest podobny. Tradycyjna metoda produkcji oparta na wielkim piecu przestanie być opłacalna ekonomicznie po 2040 roku. Według PwC, wzrost cen uprawnień do emisji CO2 (w ramach unijnego systemu handlu emisjami - EU ETS) spowoduje podwojenie kosztów konwencjonalnej produkcji stali, a unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji (CBAM) nie wystarczy, by zniwelować różnicę w kosztach energii między Europą a innymi regionami świata.
To jednak nie wszystko - zmiany technologiczne wyprowadzą produkcję z Europy dużo wcześniej pod presją kosztów - przewiduje się, że już w 2030 roku produkcja stali metodą DRI-EAF (bezpośrednia redukcja rudy żelaza i elektryczny piec łukowy) z wykorzystaniem gazu ziemnego będzie o około 30 procent tańsza w państwach Zatoki Perskiej niż w Europie. Będzie tańsza ze zrozumiałych względów - zdecyduje cena gazu i normy środowiskowe.
Wielkie piece znikną z Europy. Hutnictwo czeka prawdziwe "trzęsienie ziemi"
- Jedyna działająca dziś w Polsce huta wielkopiecowa w Dąbrowie Górniczej (w dawnej Hucie Katowice mamy obecnie jeden działający wielki piec - red.), po niedawnych modernizacjach, ma zapewniony horyzont pracy technicznej sięgający końca lat 30. To jednak horyzont techniczny, nie ekonomiczny - tłumaczy w rozmowie z Interią Filip Żebrowski, analityk Forum Energii i dodaje, że wygaszenie pieców będzie wynikać z narastającej presji kosztowej i z utraty konkurencyjności wobec innych, mniej emisyjnych metod produkcji.
Ekspert Forum Energii zwraca uwagę, że system handlu emisjami jest tu decydującym mechanizmem. - Około 100 proc. emisji polskiego hutnictwa objętych jest EU ETS, ale dzięki darmowym uprawnieniom sektor w dużej mierze nie ponosi dziś kosztu swoich emisji. Dla wyrobów stalowych objętych mechanizmem CBAM pula darmowych uprawnień ma zniknąć całkowicie do 2034 r. lub według projektu rewizji dyrektywy ETS, stopniowo do 2038 r. - wylicza Filip Żebrowski i dodaje, że w perspektywie 2040 roku produkcja wielkopiecowa stanie się najdroższą z dostępnych metod produkcji stali.
Cytowany wcześniej Mirosław Motyka (szef Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej) dodaje, że ze względów środowiskowych proces wielkopiecowy przejdzie w Europie do historii (wykorzystanie koksu). - Być może przez jakiś czas "oddelegujemy" pierwotną produkcję żelaza do krajów, gdzie normy środowiskowe i koszty nie są tak wyśrubowane, a Europa zacznie przestawiać się na produkcję przynoszących większy zysk wyrobów stalowych - mówi szef HIPH.
Mirosław Motyka podkreśla czynnik środowiskowy. - Nawet jeśli u nas słyszymy różne zapowiedzi, że politycy będą walczyć z europejskim zielonym ładem, to w wielu krajach dekarbonizację traktuje się niezwykle poważnie i jest na to presja oddolna - obywatelska. Voest Alpine w przyszłym roku likwiduje wielki piec i zastępuje go piecem elektrycznym, więc znika odbiorca węgla koksowego, wielkie piece w Rumunii praktycznie stoją, Tata Steel odchodzi od koksu - wymienia szef HIPH i przypomina, że wielki piec działający w Polsce w Dąbrowie Górniczej został w ubiegłym roku wyremontowany, więc nie chodzi o jego żywotność technologiczną, ale o odbiorców, którzy będą taką produkcję kupować i jej opłacalność.
Hutnictwo na krawędzi. Technologie przyszłości zastąpią wielkie piece
Jeżeli europejskie hutnictwo ostatecznie porzuci tradycyjną, wielkopiecową technologię, to w jaki sposób może konkurować na światowym rynku? Wspomniany raport PwC sugeruje, że produkcja stali w elektrycznych piecach łukowych stanowi dla Europy rozwiązanie zapewniające największą rynkową odporność, co wynika choćby z dostępności złomu (wykorzystywanego w takim procesie) na rynku wewnętrznym. Pojawia się jednak istotny, wręcz fundamentalny problem.
- Złom mamy, technologię mamy, ludzi mamy, ale dla nas największym ograniczeniem w tej chwili jest cena energii - mówi wprost Mirosław Motyka, szef HIPH. - Cena energii rośnie przez CO2, przez niestabilne źródła odnawialne i przez inne czynniki. Osiągnęliśmy z różnych powodów w Europie taki poziom, że jesteśmy dwa, trzy razy drożsi niż reszta świata - mówi szef HIPH.
Cytowany wcześniej Filip Żebrowski (Forum Energii) zwraca też uwagę na inny problem, związany z rodzajami produktów stalowych przynoszących konkretne zysk hutom.
- Elektryczne piece łukowe już dziś odpowiadają za połowę krajowej produkcji stali - to technologia dojrzała, dostępna i najważniejsze: niskoemisyjna. Problem, w tym, że piece elektryczne produkują obecnie tzw. stal wtórną, czyli w całości lub niemal w całości ze złomu, który ma ograniczoną jakość i czystość metalurgiczną. Stal wtórna wykorzystywana jest do produkcji wyrobów długich - prętów, profili, kształtowników, które w przeciwieństwie do wyrobów płaskich - blach - nie charakteryzują się tak dużymi wymaganiami co do czystości metalurgicznej - tłumaczy Filip Żebrowski. Dodajmy jednak, że to wyroby płaskie bywają najbardziej rentowne (wykorzystywane choćby w motoryzacji czy AGD). Pierwiastki śladowe w złomie (miedź, cyna, nikiel, chrom) wykluczają produkcję najbardziej wymagających produktów stalowych - choćby cienkich blach karoseryjnych.
Europejskie hutnictwo pod ścianą. Czas na produkcję "zielonej stali"
Szansą dla Europy mogłaby więc być produkcja "zielonej" stali, ale rosnące ceny energii znacznie ją ograniczają. Co więcej - jak wskazuje analiza PwC - wszystkie scenariusze pokazują, że nowoczesne technologie hutniczej produkcji znajdą przyjaźniejsze otoczenie poza Europą.
Według PwC, przewaga konkurencyjna w niskoemisyjnej produkcji stali pierwotnej będzie stopniowo przesuwać się w stronę krajów korzystających z niższych kosztów energii oraz większej dostępności gazu ziemnego, zielonego wodoru i rudy żelaza. Takie warunki mają choćby państwa Zatoki Perskiej (abstrahując od trwającej wojny) oraz Indie jako regiony o najlepszej pozycji do przyszłej produkcji wspomnianą metodą DRI (bezpośredniej redukcji żelaza).
"Nie ma żadnych czynników przemawiających na korzyść Europy; nie ma scenariuszy, w których produkcja stali pierwotnej w Europie Środkowej pozostałaby w dłuższej perspektywie konkurencyjna ekonomicznie" - konkludują eksperci PwC.
Zdaniem analityków, Europa w sektorze stalowym powinna zmienić priorytety. Procesy najbardziej energochłonne, takie jak bezpośrednia redukcja rudy żelaza, mogłyby zostać przeniesione do krajów o bardziej konkurencyjnych kosztach energii, podczas gdy Europa zachowałaby etapy produkcji o wyższej wartości dodanej - sugerują eksperci PwC. To choćby produkcja stali specjalnych, inżynieria hutnicza czy zaawansowane końcowe przetwórstwo stali.














