W skrócie
- Goldman Sachs prognozuje wzrost cen ropy Brent do 120 dolarów za baryłkę w razie eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej.
- Europie grozi zimowy kryzys gazowy przez konkurencję z Azją o LNG oraz niskie stany magazynów, które w Niemczech i Holandii są zapełnione zaledwie w połowie.
- Analitycy oceniają, że choć gazu w zimie nie zabraknie, rządy państw unijnych nie będą w stanie powtórzyć szerokich programów dopłat dla odbiorców, co uderzy w kondycję gospodarki.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Dział surowcowy w Goldman Sachs ostrzega, że cena baryłki ropy wystrzeli do 120 dolarów, jeśli wymiana ognia w Zatoce Perskiej nie ustanie. Jakby tego było mało, w nocie dla inwestorów GS sugeruje, żeby przygotować się do realizacji zysków na rynku gazu, który w Europie notuje ceny co najmniej niepokojące dla milionów użytkowników błękitnego paliwa.
Europę czeka "zimowy dramat" na rynku gazu? Możliwy czarny scenariusz
Z kolei komentator Reutersa Ron Bousso nie przebiera w słowach i sugeruje, że "zimowy dramat gazowy w Europie pozostawi głębokie rany". Czarny scenariusz miałby się zrealizować w wyniku kumulacji dwóch niekorzystnych czynników - konkurowaniu o dostawy LNG (między Europą i Azją) oraz stosunkowo niewielkiego zapełnienia magazynów w krajach UE przed nadchodzącą zimą.
"Rosnące ceny gazu ziemnego w Europie, napędzane wojną z Iranem , grożą nałożeniem kolejnej fali kryzysu gospodarczego na kontynent, który w tym samym czasie ściga się z czasem, by dozbroić się, rozbudować potencjał sztucznej inteligencji i odeprzeć rosnącą konkurencję ze strony Chin. Szkody mogą być długotrwałe" - komentuje Reuters wyjaśniając, że ceny gazu na TTF osiągnęły najwyższy poziom od końca 2022 roku, kiedy to pełna inwazja prezydenta Rosji Władimira Putina na Ukrainę skłoniła Europę do odcięcia ogromnych ilości rosyjskiego gazu rurociągowego.
Jeszcze do niedawna w eksperckich opiniach tylko z rzadka pojawiały się "katastroficzne" prognozy dot. rynku surowców; obecnie - w sytuacji przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie - powróciły "prognozy strachu". Dla Europy są szczególnie niepokojące - cena gazu wpływa choćby na ceny energii elektrycznej, a ceny paliw płynnych już są rekordowe i trudno sobie wyobrazić dalszą cierpliwość gospodarstw domowych w UE, których portfele drenowane są rosnącymi kosztami zakupu benzyny czy oleju napędowego.

Konkurencja na rynku LNG między Europą i Azja podbija ceny
"Kryzys podaży wywołał zaciętą konkurencję między Europą a Azją. Upalne lato w dużej części Azji zwiększyło zapotrzebowanie na energię elektryczną i chłodzenie. W rezultacie duże ilości gazu, które zazwyczaj trafiałyby do Europy, były zamiast tego przekierowywane na wschód w krytycznych miesiącach letnich, co poważnie zakłóciło europejskie wysiłki w zakresie uzupełniania rozległej sieci podziemnych magazynów przed zimowym sezonem grzewczym" - to zdanie z opinii opublikowanej przez agencję Reutera wiele tłumaczy. Problemy są potęgowane ciągłym brakiem dostaw gazu z Kataru. Qatar Energy ogłosił właśnie, że w realizacji zawartych wcześniej kontraktów na dostawy LNG (właściwie - w braku ich realizacji) przedłuża stan "siły wyższej". Dostaw katarskiego gazu (ok. 20 proc. rynku LNG) na pewno nie będzie przynajmniej do końca października, a - zważywszy na konieczność remontów instalacji - najpewniej znacznie dłużej.
Twarde dane są takie (dane firmy Kpler monitorującej rynek), że eksport LNG z Zatoki Perskiej (przede wszystkim z Kataru, ale także ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich) spadł o ponad 85 proc. w okresie od marca do sierpnia w porównaniu z rokiem poprzednim.
Na szczęście - na co zwraca uwagę wspomniany Ron Bousso w komentarzu Reutersa - rynek LNG stał się elastyczny w ostatnich latach i jest wspierany przez szybki wzrost produkcji w innych miejscach, szczególnie w USA i Kanadzie. Już teraz Stanu Zjednoczone są głównym dostawcą LNG do Europy. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej produkcja LNG poza Zatoką Perską wzrosła o 18 proc. w ciągu roku, rekompensując w przybliżeniu 75 proc. strat z Bliskiego Wschodu.
Gazu nie zabraknie, ale będzie dużo droższy
Co ważne, gazu nie powinno zabraknąć w nadchodzącym sezonie zimowym - realną groźbą pozostaje jednak trwały wzrost jego ceny. Reuters przytomnie sugeruje, że rządy europejskie nie są już w stanie powtórzyć masowych programów subsydiowania wprowadzonych po szoku z 2022 r. (bezpośrednio po ataku Rosji na Ukrainę). Europa co prawda wdrożyła plan oszczędności w zużyciu gazu, jednak tylko w części udało się zahamować rosnące koszty zakupu surowca. Według szacunków Bruegla (think tank z siedzibą w Brukseli), europejski rachunek za gaz sięgnął 117 miliardów euro w 2025 roku, mimo że zużycie gazu było o około 17 proc. niższe niż przed kryzysem. Przy znacznie wyższych cenach prawdopodobnie ponownie gwałtownie wzrosną koszty zapewnienia gazowego paliwa dla krajów UE.
Reuters (w komentarzu cytowanego Rona Bousso) podsumowuje, że wszystko to stawia gospodarkę europejską w trudnej sytuacji w najgorszym momencie.
"Prawdziwym problemem nie jest to, czy Europa zdoła zapewnić sobie wystarczającą ilość gazu, aby przetrwać zimę. Chodzi o to, ile będzie musiała zapłacić" - czytamy w komentarzu opublikowanym przez agencję Reutera.
Dla porządku dodajmy, że na początku września europejskie magazyny gazu zapełnione są ledwie w 65 proc., a szczególny niepokój budzą "pustki" w magazynach niemieckich i holenderskich - zapełnionych ledwie w połowie.











