Reklama

Fed zaskakuje rynek, dolar zyskuje, tracą akcje

Fed znany jest z przejrzystości prowadzenia polityki monetarnej. Każda zmiana stosowanych wyrażeń w komunikacie jest dokładnie analizowana. Tymczasem wczoraj amerykańskie władze centralne zaskoczyły rynek podnosząc oprocentowanie stopy dyskontowej.

Warto przypomnieć, iż w 2007 roku cykl obniżek stóp procentowych zaczął się właśnie od obniżenia stopy dyskontowej o 50 bp. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Należy jasno podkreślić, iż faktyczny bezpośredni wpływ decyzji Fed będzie zerowy. Okno dyskontowe nie było wykorzystywane przez banki w czasie kryzysu ze względu na obawę przed byciem uznanym za instytucję w tarapatach. To był jeden z powodów dla stworzenia innych programów płynnościowych. Być może to był również powód, dla którego Fed zdecydował się na taki ruch obecnie, uznając, iż nie ma on znaczenia dla rynków. W komunikacie towarzyszącym decyzji czytamy, iż nie powinna być ona odczytana jako jakakolwiek zmiana nastawienia polityki pieniężnej lub oceny przez Fed sytuacji gospodarczej.

Reklama

Jeśli zamiarem amerykańskich władz monetarnych było uniknięcie wpływu na zmienne rynkowe, popełniły one kardynalny błąd. Decyzja rodzi bowiem wiele pytań i wątpliwości. Jeżeli bowiem ocena sytuacji nie uległa zmianie, po co w ogóle było zmieniać tę stopę, zwłaszcza, że nie była ona wykorzystywana? Nawet jeśli Fed chciał doprowadzić do "normalizacji" (spread pomiędzy podstawową stopą wynosi obecnie 50 bp), to dlaczego nie zrobiono tego na zaplanowanym posiedzeniu Komitetu? Niezależnie od komunikatów towarzyszących tej decyzji, jej znaczenie dla rynku jest jednoznaczne - zapowiedź zaostrzenia polityki pieniężnej. Jeżeli intencje Fed rzeczywiście są inne, będzie musiał się teraz sporo natrudzić, żeby przekonać uczestników rynku.

Decyzja Fed spowodowała spore umocnienie dolara wobec euro i jena w trakcie nocnego handlu. W notowaniach pary USDJPY wzrost do 92,09 nie prowadzi (jeszcze) do wyraźnej zmiany sytuacji technicznej. Para zbliżyła się do linii trendu spadkowego, ale pozostaje ona póki co niezagrożona.

Większą zmianę mieliśmy na EURUSD, gdzie rynek bez problemu pokonał wsparcie na poziomie 1,3530 i doszedł do 1,3438, w pobliże istotnego wsparcia 1,3417 - dołka z maja poprzedniego roku oraz 61,8 proc. zniesienia ubiegłorocznych wzrostów. Ten poziom może mieć istotne znaczenie dla dalszego rozwoju sytuacji. Z pewnością pierwsza reakcja na decyzję Fed była impulsywna. Jeżeli jednak Fed popełnił błąd i teraz będzie chciał się z niego wycofać (np. poprzez gołębie wypowiedzi Bernanke), obecne poziomy to dobre miejsce na odwrócenie, zwłaszcza, że czynnik grecki już nie powinien szkodzić notowaniom wspólnej waluty. Gdyby jednak rynek utwierdził się w obawie, iż podwyżka stopy dyskontowej jest preludium do podwyżek stopy podstawowej (lub wprowadzenia stopy depozytowej albo innych działań zaostrzających, o których pisaliśmy w minionym tygodniu), przełamanie wsparcia 1,3417 mogłoby prowadzić spadków nawet w okolice 1,30.

Decyzja Fed znacznie skomplikowała sytuację na rynkach akcji. W trakcie sesji w USA bykom udało się w imponujący sposób pokonać silny opór na poziomie 1103 pkt., mimo iż opublikowane wcześniej tygodniowe dane z rynku pracy były znacznie słabsze od oczekiwań (wzrost liczby nowych bezrobotnych z 442 do 473 tys.). Zamknięcie sesji kasowej również nastąpiło powyżej tego oporu, co w normalnych okolicznościach byłoby kolejnym sygnałem kupna.

Po decyzji Fed rynki azjatyckie i kontrakty na S&P500 znacząco jednak ucierpiały - w tym drugim przypadku mamy zanegowanie wybicia oporu i cofnięcie do 1092 pkt. Sytuację ratuje właśnie krótkoterminowe wsparcie ukształtowane na tym poziomie, które wczoraj zatrzymało wyprzedaż po publikacji danych z rynku pracy. Nie zmienia to faktu, iż zanegowane wybicie oznacza potencjalne większe cofnięcie, zwłaszcza, że zaostrzenie polityki pieniężnej do scenariusz, którego rynki akcji boją się już od kilku miesięcy. Sytuacja prezentuje się jeszcze gorzej na GPW, gdzie od wtorku indeks WIG20 zachowuje się wyjątkowo słabo i mimo wyraźnego wsparcia zagranicy i silnego złotego nie poradził sobie z luką bessy (2279-2295 pkt.).

W tej sytuacji znaczenia nabierają - przynajmniej w najbliższej przyszłości - dane o inflacji z USA. Tak się składa, iż w dniu dzisiejszym (14.30) publikowane będą dane o cenach konsumenta (oczekiwany wzrost 0,3 proc. m/m i 0,2 proc. m/m dla inflacji bazowej). Szybszy wzrost cen mógłby pogłębić reakcję rynku na decyzję Fed. Wcześniej w Wielkiej Brytanii poznamy dane o sprzedaży detalicznej (10.30, konsensus -0,5 proc. m/m), a w strefie euro wstępne wskaźniki aktywności (9.58, konsensus dla przemysłu 52,6 pkt., dla usług 52,5 pkt.).

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »