Co je łączy? Dzień Wolności Podatkowej to symboliczna data, która pokazuje, od kiedy - w uproszczeniu - przestajemy pracować na rzecz państwa, a zaczynamy zarabiać na siebie i swoje rodziny. Centrum Adama Smitha oblicza, kiedy wypada ten świąteczny dla podatników dzień od 33 lat. W tym roku pięć dni później niż rok wcześniej i aż 18 dni później niż dwa lata temu. I jest to w ogóle rekord w historii.
"Rząd nie chce oddać pieniędzy ofiarom ulgi meldunkowej"
Najlepiej było w 2018 roku - 6 czerwca. W 2019 - 8 czerwca. W 2017 - 9 czerwca. Czyli za PiS. Od roku 1997 do roku 2024 świętowaliśmy w czerwcu. Równie źle jak obecnie było w latach 1994-1996. Wtedy też był to lipiec. Tylko kilka dni wcześniej.
Rząd nie tylko zabiera nam coraz więcej, to jeszcze można powiedzieć, że robi to nie zawsze legalnie. A jak rząd zabiera obywatelom pieniądze nielegalnie, to znaczy że je kradnie. A jak zostanie na tym przyłapany, to nie chce oddać. Rząd nie chce oddać pieniędzy wspomnianym ofiarom ulgi meldunkowej. Dlatego Premier Donald Tusk nie pozwolił opublikować wyroku Trybunału stwierdzającego, że przepisy, na podstawie których 20 tysięcy podatników zostało opodatkowanych, były niezgodne z konstytucją. Czyli, że ich nie było. Czyli że rząd okradał obywateli. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że poprzedni rząd Mateusza Morawieckiego robił to samo. Rząd Beaty Szydło też. I rząd Ewy Kopacz. I poprzedni rząd Donalda Tuska. I znowu - gwoli sprawiedliwości - trzeba przyznać, że wszystkie te rządy robiły to za zgodą niezależnego i niezawisłego Naczelnego Sądu Administracyjnego. Co prawda NSA się zreflektował i w 2018 roku zmienił swoją głupią linię orzeczniczą, ale oddalał wnioski podatników o skierowanie ich spraw do Trybunału Konstytucyjnego. No bo przecież był podobno od 2015 roku niekonstytucyjny. A poza tym skoro NSA orzekał wcześniej inaczej, to nie mógł przecież orzekać niezgodnie z Konstytucją. Gdzieżby! Dlatego jak już "wypracował" - jak sam teraz twierdzi - nową linię orzeczniczą, to oddala skargi na odmowy stwierdzenia nieważności wcześniejszych decyzji organów podatkowych i na odmowy wznowienia postępowań. A podwładni Ministra Andrzeja Domańskiego odmawiają stwierdzenia ich nieważności lub wznowienia postępowań, bo przecież wydawały decyzje zgodne z orzecznictwem NSA. A po wyroku TK pieniędzy też nie zwrócą, bo wyrok nie został opublikowany. Co prawda Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek, przedstawiając kilka dni temu tę sprawę w Senacie, dość odważnie "przejechał się po Premierze mówiąc, że niepublikowanie wyroku TK jest niezgodne z prawem, ale w "demokratycznym państwie prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej", jakim - zgodnie z art. 2 Konstytucji - jest Rzeczpospolita Polska, nikt się tym w ogóle nie przejął. A wielka szkoda.
Trybunał Konstytucyjny też ma zresztą sporo na sumieniu. Przede wszystkim to, że wyrok w tej banalnie oczywistej sprawie wydał dopiero po sześciu latach! Wcześniej zajmował się sam sobą i polityką. To po co obywatelom taki Trybunał? Bo przecież nawet jakby Premier jego wyrok opublikował, to i tak podatnicy pieniędzy by nie odzyskali, bo ich zobowiązania podatkowe wygasły. Podatnik nie może odzyskać od państwa pieniędzy bezprawnie mu przez państwo zabranych, dlatego, że państwo już by nie mogło mu ich teraz zabrać. To jest absurd. Ale tak właśnie działa "demokratyczne państwo prawne".
Jesteśmy pawiem narodów
Rozumiem, że rośnie dług publiczny i deficyt, ale o dziwo Ministerstwo Finansów nie kwapi się jakoś, by opodatkować to, co łatwo opodatkować może. Na przykład piwo. Fundacja Laboratorium Prawa i Gospodarki opublikowała właśnie raport, z którego wynika, że gdyby ten sam alkohol w piwie (C2H5OH) był opodatkowany tak samo jak w wódce, wpływy budżetowe mogłyby być wyższe o jakieś 7 miliardów zł.
Ja dorzucę, że jakby woda posłodzona sokiem miała taką samą stawkę VAT jak woda czysta, to wpływy budżetowe też byłyby wyższe o kolejne kilka miliardów złotych.
Zdumiewające jest to, że co chwilę nasi rządzący powołują się na przykłady z różnych krajów. Ale tylko wówczas, jak kraje te robią coś głupiego. Wtedy płyniemy z prądem. Jak robią coś rozsądnego, to my wiosłujemy pod prąd. W Unii coraz powszechniejsze jest naliczanie akcyzy na piwo według procentowej zawartości alkoholu (ABV). Już czternaście państw stosuje tę metodę (Cypr, Chorwacja, Dania, Holandia, Estonia, Finlandia, Francja, Irlandia, Łotwa, Litwa, Słowacja, Szwecja, Słowenia i Węgry). Kolejnych pięć (Albania, Islandia, Norwegia, Serbia i Turcja) się do tego szykuje. Na przykład w Holandii, w której zrobiono to w 2024 roku, wpływy budżetowe z akcyzy na piwo wzrosły w 2025 roku o 18 proc. Z opodatkowaniem różnych napojów bezalkoholowych, ale za to posłodzonych zagęszczonym sokiem jest zresztą podobnie. Też jesteśmy "pawiem narodów" - jak pisał wieszcz Słowacki. Nigdzie indziej nie są one uprzywilejowane kosztem czystej wody. A czasami bywa na odwrót.
Polityka podatkowa Ministerstwa Finansów jest zadziwiająca.
Ja bym wolał, żeby większe podatki płacili ci, którzy "piją, lulki palą" - jak pisał drugi wieszcz Mickiewicz - niż żeby jakiś strażak, nauczyciel, czy rencista (a to przykłady ofiar uli meldunkowej) płacili haracz de facto za wymianę mieszkania. Bo większość z nich sprzedawała swoje mieszkanie po to, by kupić inne.
Jestem przekonany, że większość ofiar ulgi meldunkowej świętowałaby Dzień Wolności Podatkowej, jakby państwo oddało im ukradzione pieniądze przy piwie trochę droższym. My z kolegami z Centrum Smitha też.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.












