Ale się właśnie okazuje, że władza zwierzchnia w Polsce należy do sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) i przedstawiciele Narodu wybrani przez niego do Sejmu nie mogą stanowić prawa, które tym sędziom się nie podoba. Aktualnie się nie podoba.
Przystępując do UE przyjęliśmy pewne zobowiązania, ale...
Oczywiście przystępując do Unii Europejskiej przyjęliśmy pewne zobowiązania i zgodziliśmy się na pewne ograniczenia - wynikające z traktatów, które podpisaliśmy i ich ÓWCZESNEJ interpretacji. Traktaty się zmieniły, na co się zgodziliśmy. Ale bardziej zmieniła się ich wykładnia dokonywana przez TSUE. Na co się nie zgodziliśmy.
Tymczasem wyłonieni w drodze politycznego konsensusu sędziowie TSUE, niemający najmniejszej do tego ani demokratycznej legitymacji, ani podstaw w treści traktatów unijnych, uznali właśnie, że Polska nie może kształtować w demokratycznej, bądź co bądź procedurze, ustroju swojego sądownictwa tak, jak chce, i że to TSUE decyduje, kto w Polsce jest sędzią, a kto nie.
To pozwolę sobie przypomnieć, że przed ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego zmieniającego zasady funkcjonowania Unii - Federalny Trybunał Konstytucyjny (FTK) w wyroku z 30 czerwca 2009 roku (2BvE 2/08) stwierdził, że jest on zgodny z Ustawą Zasadniczą Republiki Federalnej Niemiec i że to on (FTK) ma kompetencje do kontrolowania działania organów unijnych wykraczających poza przekazane im kompetencje i do oceny konstytucyjności aktów prawa ponadnarodowego. W wyroku tym sformułował tak zwany "test kontroli tożsamości konstytucyjnej", na podstawie którego zapadać ma ocena, czy przepisy prawa unijnego są zgodne z kluczowymi normami konstytucji niemieckiej.
Co ważne, polski Trybunał Konstytucyjny - w owym czasie niezależny przecież i niezawisły - nie czekał na to, co zrobi FTK, lecz sam w wyroku z 18 lutego 2009 roku (K 9/08) orzekł, że Polska może zwracać się do instytucji unijnych z pytaniami o zgodność prawa unijnego z polską Konstytucją, ale pierwszeństwo przy ocenie tej zgodności ma prawo krajowe, a nie odwrotnie! Traktaty się w tym czasie nie zmieniły. Co się zmieniło? Ich wykładnia dokonywana przez nielegitymizowany do tego w żaden sposób organ.
TSUE jako uzurpator?
TSUE orzekł właśnie nie mniej nie więcej tylko, że prawo do badania działań Unii Europejskiej i jej organów oraz tego, czy działania te mieszczą się w granicach kompetencji na nie delegowanych na podstawie konstytucji państw członkowskich, podlega wyłącznie właściwości sądów Unii. Ergo - zdaniem TSUE - tylko TSUE może kontrolować działania UE. No i siebie samego!
Co to jest jak nie uzurpacja?
Zdaniem sędziów TSUE polski Trybunał Konstytucyjny, co do zasady, nie może powoływać się na polską "tożsamość konstytucyjną", dokonując oceny zmian prawa unijnego i jego interpretacji oraz działań organów Unii. Więc w zasadzie niepotrzebnie, a może wręcz nielegalnie, zacytowałam na początku Konstytucję 3 Maja.
Jako pretekst do takiej uzurpacji ogólnej, posłużyła uzurpatorom sprawa szczegółowa. I w sumie drobna w świetle istoty wydanego wyroku. Bo POPiS-owa wojenka o polski Trybunał Konstytucyjny, trwająca od 2015 roku, to sprawa drobna w obliczu relacji Polski z Unią Europejską, bez względu na to, która strona politycznego sporu aktualnie Polską rządzi czy będzie rządziła. Sędziowie TSUE podzielili twierdzenia Platformy Obywatelskiej i jej zwolenników wśród polskich prawników (w tym sędziów), że TK "nie spełnia wymogów niezawisłego i bezstronnego sądu, ustanowionego uprzednio ustawą, z powodu nieprawidłowości w powołaniu trzech jego członków oraz prezesa". Wychodzi na to, że TSUE uważa, że ma prawo oceniać tryb powoływania różnych organów w państwach członkowskich. No bo chyba nie tylko w Polsce?
Więc przypomnę, że PO (czy jak ona tam się teraz nazywa) wybierze niedługo nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, bo tym wybranym przez PiS zaczynają kończyć się kadencje. I niedługo to sędziowie wybrani przez PO będą mieć w TK większość. Więc ja w ich imieniu optuję za tym, żeby nie byli oni "długopisami" podpisującymi się pod wszystkimi wyrokami TSUE - jak, nie przymierzając, Prezydent Duda pod ustawami PiS.
Wzmożonym entuzjastom wyroku TSUE spieszę jednak oznajmić, że - UWAGA!!! - oceniał on wyroki TK! Tego, który podobno nie istnieje, i którego wyroków podobno nie ma. To w jakiej sprawie on niby orzekał? Z premedytacją sędziowie TSUE nasz TK uznali? Czy ze zwykłej głupoty i politycznego zacietrzewienia?
I na koniec pewna osobista konstatacja. Przedostatni raz byłem na głosowaniu w roku 2003 na referendum unijnym. Po przerwie trwającej od wyborów prezydenckich w 1995 roku (przedostatni, bo potem - z oczywistych powodów - byłem jeszcze raz: podczas wyborów europarlamentarnych w 2019 roku). Głosowałem za przystąpieniem do Unii - w odróżnieniu od niektórych dzisiejszych ważnych polityków PO. Głównie dlatego, że byłem zniesmaczony wyrokami Naczelnego Sądu Administracyjnego. Miałem nadzieję, że trybunał unijny weźmie w obronę polskich podatników przed polskimi sędziami. I w tym się TSUE sprawdził. Ale nie przyszło mi do głowy, że zamiast obroną praw obywateli Unii (po co został ustanowiony) zajmie się on kształtowaniem ustroju prawno-politycznego państw członkowskich. I w dodatku o jakąś ideologię, która w 2003 roku uznana byłaby za aberrację.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy
Śródtytuły pochodzą od redakcji












