Reklama

Galerie w coraz trudniejszej sytuacji. Zmiany warunków najmu oczekują już nie tylko największe sieci handlowe

Jest szansa, że w najbliższych dniach dojdzie do zawarcia porozumienia przez większość centrów handlowych z najemcami - dowiedział się "DGP". Sklepy domagają się zmian w warunkach umów już od 16 marca 2020 r., kiedy w handlu wprowadzono ograniczenia związane z pandemią.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Anna Szmeja, prezes Retail Institute, ośrodka badań handlu detalicznego, dodaje, że finalne zapisy nowych umów najmu mogą być znane już w tym tygodniu. Chodzi przede wszystkim o grupę ponad 30 właścicieli 305 obiektów handlowych, czyli ponad połowy krajowego rynku.

- Z naszych informacji wynika, że 14 z nich przystało już na propozycje najemców. To mniej niż połowa członków będących w grupie, ale widać, że negocjacje przynoszą rezultaty - komentuje Magdalena Frątczak, szef działu powierzchni handlowych w CBRE.

Wierzą w porozumienie

Ostatnie tygodnie przyniosły masowe wypowiadanie umów najmu przez sieci handlowe. Efekt - w galeriach pozostaje zamkniętych nawet 20 proc. lokali, które od początku tego tygodnia teoretycznie mogą normalnie działać.

Zaczęło się od LPP i Empiku. Z każdym dniem jednak ta fala narastała. Szacuje się, że już kilkadziesiąt firm nie zdecydowało się otworzyć swoich salonów. Wśród nich są takie marki jak Samsonite, Duka, Solar, Filippo, New Balance, jak również Ochnik, Recman, Lancerto. Nie wszędzie działa Pizza Hut (restauracje mogą prowadzić sprzedaż na wynos). Jak informują zarządcy centrów handlowych, z roszczeniami występują nie tylko duże sieci, lecz także mali lokalni gracze.

- Wierzymy, że dojdziemy do porozumienia, które będzie uwzględniać nową sytuację, a scenariusz, w którym nie uda się wypracować nowych warunków współpracy, dotyczyć będzie tylko niewielkiej części umów. Liczymy się jednak z ryzykiem, że niektórzy właściciele centrów handlowych nie zdecydują się na wdrożenie proponowanych zmian w zakresie warunków najmu. W takich przypadkach zmuszeni będziemy szukać nowych lokalizacji - słyszymy w biurze prasowym LPP, które odstąpiło od umów dotyczących 29,5 proc. swojej powierzchni handlowej.

To samo mówi Kazar. - Odstąpiliśmy od 15 umów, a jeżeli nasze rozmowy nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, będziemy zmuszeni odstąpić od kolejnych. Nie mamy żadnego marginesu - mówi Artur Kazienko, prezes firmy Kazar. I dodaje: - Zdajemy sobie sprawę, że centra handlowe będą chciały egzekwować należności wynikające z podpisanych umów. Natomiast nasze stanowisko w tej sprawie jest jednoznaczne.

Liczenie strat

Najemcy chcieliby płacić czynsz naliczany tylko od realizowanego obrotu, przy jednoczesnym wydłużeniu czas trwania umowy najmu przynajmniej o kilkanaście miesięcy. Właściciele obiektów chcą jednak również tzw. czynszu minimalnego, niezależnego od sprzedaży w sklepach, oraz ponoszenia opłat marketingowych i serwisowych związanych z utrzymaniem galerii. Tego oczekują bowiem od nich banki kredytujące inwestycje. Instytucje finansowe są skłonne pójść na ustępstwa dotyczące spłaty kredytów, ale chcą mieć też pewność, że właściciele galerii będą mieli dalej z czego regulować zobowiązania.

Przedłużanie sporu nie jest w interesie ani najemców, ani galerii. O ile jednak ci pierwsi dzięki rządowej tarczy antykryzysowej mogli nie płacić za najem, gdy działalność centrów handlowych została ograniczona z powodu pandemii, o tyle właściciele centrów handlowych cały czas ponosili koszty związane z ich utrzymaniem i funkcjonowaniem, bo sklepy spożywcze i drogerie wciąż mogły być otwarte. Dlatego w ich przypadku znaczące zejście z kosztów najmu może oznaczać, że nie odrobią strat.

Z raportu Deloitte na zlecenie "Grupy 305" wynika, że w marcu w wyniku zamknięcia centrów handlowych spadek przychodów branży w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku sięgnął 0,3-0,7 mld zł. W kwietniu było to już 0,5-1,2 mld zł. Maj także zapowiada się gorzej niż przed rokiem. Chodzi nie tylko o to, że oferta galerii jest uboższa, bo nie wszystkie lokale są otwarte. Inny powód to zalecenia rządu, by robić tylko najpotrzebniejsze zakupy. Jak wynika z ustaleń "DGP", w pierwszych dniach maja frekwencja w centrach była na poziomie 40-60 proc. ubiegłorocznej.

- Do tego w pierwszych dniach duża część klientów realizowała przede wszystkim zwroty towarów kupionych przed wprowadzeniem ograniczeń - mówi Anna Szmeja.

W związku z tym zdaniem ekspertów z Deloitte kolejne miesiące nie ustabilizują sytuacji finansowej galerii, a luka finansowa może wynieść od 1,5 do nawet 5,0 mld zł.

Dlatego na rynku należy oczekiwać czystki. Wiele galerii zostanie zamkniętych z powodu braku opłacalności. To oznacza realne straty dla gospodarki. Obroty centrów handlowych to niemal 30 proc. handlu detalicznego w Polsce. Centra tworzą miejsca pracy dla około 400 tys. osób, są też znaczącym źródłem wpływów do budżetu państwa oraz samorządów. W zeszłym roku było to ok. 1,3 mld zł z tytułu CIT, podatku od nieruchomości oraz użytkowania wieczystego oraz od 2,3 mld do 3,9 mld zł z tytułu podatku VAT.

Patrycja Otto, 06.05.2020

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2019

Dowiedz się więcej na temat: sklepy | handel | najem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »