Szef resortu cyfryzacji nie ukrywa, że chciałby jak najszybszego wejścia nowych przepisów w życie. "Podatek cyfrowy wszedłby jutro, gdybym mógł sam to przeprowadzić, a Lewica miałaby większość rządową i parlamentarną" - powiedział.
Gawkowski zapowiada podatek cyfrowy. "Wszedłby jutro, gdybym mógł sam to przeprowadzić"
Podkreślił przy tym, że proponowana danina nie jest wymierzona w Stany Zjednoczone. Jak wyjaśnił, ma ona charakter "sprawiedliwościowy" i dotyczy dużych platform internetowych, które osiągają zyski dzięki polskim użytkownikom.
Według założeń projektu stawka podatku cyfrowego wyniesie 3 proc., jednak firmy będą mogły obniżyć należną daninę, jeśli zrealizują w Polsce określone inwestycje. Ulgi mają obejmować m.in. wydatki na rozwój nowych technologii, kompetencji cyfrowych, szkolnictwa, budowę zakładów produkcyjnych czy tworzenie nowych miejsc pracy.
Jak tłumaczył Gawkowski, celem jest premiowanie przedsiębiorstw, które faktycznie inwestują w Polsce, zamiast jedynie zapowiadać kolejne projekty. "Jeżeli przychodzi ktoś i w Polsce płaci dodatkowe pieniądze na inwestycję, inwestuje w kompetencje cyfrowe, szkoły, nowe fabryki, tworzy 5 tys. miejsc pracy, to mówię: no nareszcie" - stwierdził.
Dodał, że takie podejście jest w pewnym sensie wzorowane na polityce gospodarczej Donalda Trumpa. Jak podkreślił, skoro amerykański prezydent zachęca do inwestowania we własnym kraju, to Polska również powinna twardo egzekwować od największych koncernów odpowiedni wkład w rozwój krajowej gospodarki.
Minister argumentował również, że przedsiębiorstwa, które już dziś uczciwie płacą podatki w Polsce, nie powinny być gorzej traktowane od konkurentów korzystających z międzynarodowych struktur podatkowych. Jak podkreślił, proponowane rozwiązanie ma wyrównać warunki konkurencji.
"Stanęli naprzeciwko odważnego Gawkowskiego"
Wicepremier odniósł się również do napięć wokół projektu podatku cyfrowego. Prowadzący rozmowę zwrócił uwagę, że rozwiązanie krytycznie oceniają Donald Trump oraz ambasador USA w Polsce Tom Rose.
"Stanęli naprzeciwko odważnego Gawkowskiego, który w tej sprawie zdania nie zmieni" - odpowiedział minister. Zapowiedział także, że w czwartek, 23 lipca, spotka się z ambasadorem USA.
Jak przekonywał, obawy o to, że nowe przepisy uderzą przede wszystkim w amerykańskie firmy, są nieuzasadnione. Według niego największa część wpływów z podatku cyfrowego będzie pochodziła od przedsiębiorstw z Azji, a nie ze Stanów Zjednoczonych.
Minister przyznał jednak, że projekt budzi wątpliwości także wewnątrz rządu. Jak ujawnił, kilku ministrów obawia się, że jego przyjęcie mogłoby pogorszyć relacje Polski z USA.
W trakcie rozmowy padło również pytanie o hipotetyczny wybór między wprowadzeniem podatku cyfrowego a utworzeniem w Polsce stałej amerykańskiej bazy wojskowej. Gawkowski odpowiedział, że jest zwolennikiem rozwijania współpracy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi i chciałby, aby taka baza powstała. Zaznaczył jednak, że obecnie Polska nie stoi przed takim wyborem.
Minister podkreślił, że Polska również ma prawo korzystać z wpływów od największych platform internetowych. "Polscy obywatele nie są gorsi. Mają prawo do swoich podatków, żeby płaciły je instytucje i korporacje, a nie obywatele" - zaznaczył. Jego zdaniem wpływy z podatku cyfrowego mogłyby zostać przeznaczone m.in. na rozwój startupów oraz wzmocnienie cyberbezpieczeństwa państwa.











