W skrócie
- Terminal w Świnoujściu umożliwia regazyfikację 8,3 miliarda metrów sześciennych gazu i obecnie jedynie niewielki udział stanowią dostawy z zagrożonego regionu.
- Gaz-System zapewnia, że dzięki połączeniom gazowym i magazynom Polska jest zabezpieczona pod względem dostaw, a ewentualne ubytki można zastąpić innymi źródłami.
- Po oddaniu pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej (FSRU1), system będzie w stanie obsłużyć dostawy dobowe przekraczające 200 mln metrów sześciennych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W ocenie prezesa Gaz-Systemu może okazać się, że uzupełnianie części dostaw z Kataru nie będzie konieczne. Sławomir Hinc poinformował również, że po oddaniu pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej (FSRU1) Gaz-System będzie w stanie obsłużyć dostawy dobowe przekraczające 200 mln metrów sześciennych wobec obecnych możliwości na poziomie ponad 170 mln metrów sześciennych gazu.
Gaz-System: może okazać się, że Polska sobie poradzi nawet bez uzupełniania dostaw LNG
"Wojna w Zatoce Perskiej spowodowała, że Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie utraciły możliwość eksportowania LNG, a z krajów tych pochodziło około 20 proc. globalnego eksportu LNG. Większość tego eksportu była kierowana przede wszystkim do krajów Azji: do Indii, Pakistanu, Tajwanu, Chin. W mniejszej części ten gaz był kierowany do Europy, chociaż także do Europy płynął" - powiedział Hinc.
Jak zaznaczył, nie zmienia to faktu ubytek tych 20 proc. światowej produkcji LNG wpłynął także na Europę. "Niezależnie od tego, gdzie ten gaz jest fizycznie kierowany, to gdy z dnia na dzień ubywa 20 proc. światowej produkcji LNG, to oczywiście wpływa to na ceny, co widzieliśmy obserwując indeksy giełdowe - i to zarówno w Europie, jak i w Azji. Warto przy tym zwrócić uwagę, że w Europie i w Azji gaz zdrożał o ok. 60 proc., podczas gdy amerykański indeks Henry Hub odnotował około 10-proc. wzrost. Widzimy więc, że sytuacja ta miała odmienne skutki w różnych częściach świata" - wskazał prezes Gaz-Systemu.
Amerykański rynek jest w dużej części zaspokajany przez wydobycie krajowe, a Europa więcej gazu kupuje. Hinc podkreślił, że stąd wynika ubytek światowej podaży LNG wpłynął na zmniejszenie dostaw i większy wzrost cen w Europie.
"Jesteśmy w zdecydowanie lepszej sytuacji"
Na pytanie o wpływ tej sytuacji na Polskę odparł, że Polska jest bezpieczna i ma zapewnione dostawy. "Terminal w Świnoujściu umożliwia regazyfikację 8,3 miliarda metrów sześciennych gazu, z czego niewielki udział stanowią dostawy z zagrożonego regionu. Pamiętajmy, że jeszcze niedawno, przed rozbudową, którą zakończyliśmy ponad rok temu, terminal mógł zregazyfikować nie więcej niż 6,3 mld metrów sześciennych gazu. Dostawy zaplanowane na marzec są realizowane" - poinformował prezes Gaz-Systemu.
Przyznał jednocześnie, że ewentualne uzupełnienie dostaw gazu LNG w dostawach spotowych może odbywać się po innych cenach. Zwrócił przy tym jednak uwagę, że wiosenny wzrost temperatur przekłada się na duży spadek zużycia gazu w Polsce, więc możliwy jest scenariusz, w którym uzupełnianie pewnej części dostaw z Kataru nie okaże się konieczne.
"Dodam tylko, że średnio w styczniu i lutym zużywaliśmy w Polsce między 90 a 100 mln metrów sześciennych gazu ziemnego na dobę. Teraz ten poziom spadł do 50-55 mln (...). Jeśli więc nie dojdą do skutku któreś z planowanych dostaw gazu, to taka sytuacja będzie mniej dotkliwa i odczuwalna z punktu widzenia ciągłości dostaw i bilansowania systemu. Gdyby temperatura w kraju spadła bardzo istotnie, byłoby to bardziej odczuwalne. Ale rzeczywiście wejście w sezon wiosenno-letni powoduje, że jesteśmy w zdecydowanie lepszej sytuacji" - podkreślił Hinc.
Jak dodał LNG z Kataru stanowi pewien ułamek importu, a spora część gazu dociera do Polski gazociągami, przede wszystkim dzięki połączeniu Polski z Danią i Norwegią, czyli dzięki gazociągowi Baltic Pipe. "To gaz, który bez zakłóceń dociera z Europy - z Morza Północnego i z Morza Norweskiego. Tym gazociągiem płynie od 8 do 10 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie, a w okresie styczeń-luty był on w pełni wykorzystany. Tak więc jeśli chodzi o import, to jesteśmy w dużej części zabezpieczeni dzięki tym dostawom przez gazociąg podmorski" - wyjaśnił Hinc.
Baltic Pipe i terminal w Świnoujściu ratują sytuację
Prezes Gaz-Systemu wskazał na dodatkowe połączenie z Niemcami, które powoduje, że Polska jest w stanie kupować gaz także na tamtejszym rynku. "Nasze połączenia na granicy polsko-niemieckiej, a więc Mallnow i Lasów, dają nam możliwość przesłania z Niemiec do Polski ponad 10 mld metrów sześciennych gazu w skali roku, czyli drugie tyle, co przez Baltic Pipe" - zauważył. Zwrócił również uwagę na magazyny gazu w Polsce, które zostały napełnione w 100 proc. jeszcze pod koniec września ubiegłego roku.
Poinformował, że obecnie polski system jest przygotowany, żeby w każdej dobie dostarczać ponad 170 mln metrów sześciennych gazu. "Nawet w tej sytuacji bardzo wysokiego popytu na gaz zimą, dostarczaliśmy łącznie, wraz z eksportem, 115 mln metrów sześc. gazu na dobę. To był rekord. Teraz nasz system jest rozwijany, m.in. w okolicach połączenia z gazociągiem jamalskim w miejscowości Wydartowo, rozbudowujemy też podziemny magazyn gazu w Wierzchowicach. Te inwestycje powodują, że będziemy w stanie dostarczyć jeszcze więcej gazu niż wspomniane 170 mln metrów sześc. na dobę. Szacujemy, że po oddaniu FSRU będziemy w stanie obsłużyć dostawy dobowe przekraczające 200 mln metrów sześciennych" - zapowiedział Hinc.











