Reklama

Gdy nie potrafisz zerwać z paleniem...

Badania naukowców z koncernu tytoniowego Lorillard dowodzą, że e-papierosy zawierają ok. 1500 razy mniej składników szkodliwych i potencjalnie szkodliwych niż papierosy tradycyjne. Czy branża strzeliła sobie w kolano?

Wojna pomiędzy koncernem tytoniowym a branżą e-papierosów to już chleb powszedni. Nie można się temu dziwić - w końcu w grę wchodzą ogromne kwoty, jakie wydają palacze. W przeszłości wybierali oni wyłącznie pomiędzy poszczególnymi markami papierosów. Od kilku lat na rynku mamy nowego, silnego gracza, jakim są firmy e-papierosowe. Jak przebiega walka pomiędzy gigantami? Czy w związku z badaniami naukowców znanego koncernu tytoniowego możemy mówić o przełomie?

Reklama

Historia kartą w grze o konsumentów

Historia to jedna z broni w rękach firm e-papierosowych. Przypominają o procesie z 1994 r. pomiędzy prezesami największych firm tytoniowych a amerykańskimi obywatelami, którzy żądali zadośćuczynienia choroby lub śmierć bliskich. Wówczas, pozwani powiedzieli przed sądem, iż nie wiedzieli o szkodliwości palenia, powołując się na brak jednoznacznych badań. Mimo iż producenci nie ukrywają już szkodliwości swoich produktów - są zobowiązani umieszczać odpowiednie informacje na opakowaniach papierosów - a jakość badań jest nieporównywalnie wyższa niż przed laty, to jednak ogon historii będzie się za nimi ciągnąć jeszcze długo. E-papierosy powstały znacznie później i - nie ma co ukrywać - mogły uczyć się na cudzych błędach.

Branża tytoniowa - zdrowie palaczy i równe traktowanie

Kolejną kartą przetargową w boju między producentami papierosów elektronicznych i tradycyjnych jest zdrowie palacza - temat ten chętnie poruszają obaj rynkowi gracze. Koncerny tytoniowe oczekują, przede wszystkim równego traktowania. Jak stwierdza raport Reutera z marca 2015 r., domagają się one ścisłej kontroli e-papierosów, umieszczania na produktach ostrzeżeń zdrowotnych, a także naukowych wymogów badawczych, które pozwoliłyby zwiększyć świadomość palaczy elektronicznych papierosów. Branża tytoniowa czuje się również pokrzywdzona jeśli chodzi o kwestię uregulowań prawnych. W listopadzie 2014 r. przedstawiciele Philipp Morris zaapelowali o nałożenie na e-papierosy podatku akcyzowego, jakim objęte są tradycyjne wyroby tytoniowe. Kilka miesięcy później debatę nad wprowadzeniem takiego podatku rozpoczął zespół podatkowy Komisji Europejskiej.

Jak broni się branża e-papierosów?

Na reakcję branży e-papierosów nie trzeba było długo czekać. Jej przedstawiciele są zdania, iż równe traktowanie to w istocie zwykła manipulacja opinią publiczną. - W świetle prowadzonych na całym świecie badań e-papierosy są wielokrotnie mniej szkodliwe niż papierosy. Są alternatywną i tańszą używką dla osób, które nie potrafią rzucić palenia. To produkt dla palaczy, który istotnie redukuje szkody wyrządzane przez dym tytoniowy. - To szansa dla palaczy i systemu zdrowia publicznego - mówi Jerzy Jurczyński ze stowarzyszenia eSmoking Association. W istocie, naukowcy zwracają uwagę na fakt, że to nie nikotyna jest winna spustoszenia w organizmie palacza. - Palacze sięgają po tradycyjne papierosy ze względu na nikotynę, ale to co ich zabija to substancje rakotwórcze, tlenek węgla i inne toksyny, które znajdują się w dymie tytoniowym - dodaje Jurczyński.

Potwierdza to opublikowany w 2014 roku raport na temat e-papierosów z brytyjskiego magazynu "Royal College of Physicians". W e-papierosach nie zachodzi proces spalania, nie ma dymu tytoniowego, w którego skład wchodzi blisko 6000 związków, w tym kilkadziesiąt o silnym działaniu toksycznym. Z kolei wyniki badań opublikowanych w czerwcu 2014 przez "Nicotine & Tobacco Research" wykazały, że stosowanie e-papierosów w zamkniętych pomieszczeniach nie naraża osób w otoczeniu e-palacza na bierne działanie toksycznych produktów spalania obecnych w dymie papierosowym. Okazało się również, że bierne narażenie na nikotynę w powietrzu powodowane przez e-papierosy jest 10-krotnie mniejsze niż w przypadku papierosów tradycyjnych.

Czy branża tytoniowa strzela sobie "samobója"?

Ogromną radość przyniosły branży e-papierosów badania naukowców amerykańskiego koncernu tytoniowego Lorillard opublikowane w lipcu 2014 roku w magazynie "Regulatory Toxicology and Pharmacology". Naukowcy wzięli pod lupę ponad 50 substancji z "czarnej listy" Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków FDA, które są główną przyczyną nowotworów u palaczy i porównali ilość tych substancji w papierosach i e-papierosach. Wyniki badań są jednoznaczne: w dymie tytoniowym znajduje się około 1500 razy więcej badanych szkodliwych i potencjalnie szkodliwych składników w porównaniu z aerozolem z e-papierosów. Badania te potwierdzają wyniki prac polskich naukowców z Sosnowca, którzy w 2013 r. potwierdzili bardzo niską obecność substancji szkodliwych w e-papierosie w porównaniu do dymu papierosów tradycyjnych.

Wyniki badań laboratorium Lorillard z pewnością będą jeszcze niejeden raz przypominane przez branżę e-papierosów. Czy i jak przełoży się to na wyniki sprzedaży papierosów elektronicznych i ich tradycyjnych odpowiedników?

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »