Reklama

Gdzie kupić taniej witaminy? Pacjentom została informacyjna poczta pantoflowa

Wszyscy zapłacimy więcej za leki bez recepty - to efekt podwyższania cen tych produktów przez producentów, hurtownie oraz aptekarzy.

Reklama

Wzrost cen można wywnioskować z danych sprzedażowych. Choć w styczniu tego roku w porównaniu z początkiem zeszłego roku o 16 proc. spadła liczba sprzedanych produktów (jak tłumaczą eksperci powodowane jest to mniejszą zachorowalnością Polaków), to tylko o 7 proc. zmniejszyła się wartość sprzedanych produktów. Wniosek jest jeden: różnica wynika ze wzrostu cen.

Pobierz darmowy: PIT 2011

Jak twierdzi Jacek Czarnocki z IMS Health, firmy związanej z rynkiem leków, ceny, które wzrosły już w zeszłym roku, będą wzrastać także w przyszłym.

To jeden z efektów ustawy refundacyjnej, która zmusiła firmy do zbijania cen leków refundowanych i wprowadziła sztywne ceny. Zmniejszyły się także marże przy sprzedaży na lekarstwa refundowane dla aptek. - Dlatego odrobić straty będzie można na rynku leków OTC, czyli tych sprzedawanych bez recepty, suplementów diety czy dermoksmetyków dystrybuowanych przez apteki - mówi Czarnocki. Z raportu przygotowanego przez jego firmę w 2012 wynika, że roku sieci mające powyżej pięciu aptek mogą osiągnąć między 40 proc. a 50 proc. udziału w wartości sprzedaży na rynku OTC.

Po zmianach w ustawie ostrą walkę o pieniądze pacjentów podjęli m.in. producenci środków sprzedawanych bez recepty. Przedstawiciele takich firm szukają każdej możliwości zbytu. Bojąc się spadku obrotów, próbują wcisnąć jak najwięcej aptekom. - Reprezentanci koncernów proponują teraz, że dadzą duży upust na dany produkt, sprzedawany bez recepty, jeżeli kupię np. 200 sztuk. Kiedyś tę samą zniżkę można było uzyskać, kupując kilkadziesiąt sztuk - mówi właścicielka jednej z warszawskich aptek.

Producenci, chcąc zarobić, chwytają się różnych trików: np. zmieniają nazwę i opakowanie leku, tylko po to, by go móc sprzedać po wyższej cenie. Farmaceutka podaje przykład specyfiku przeciwgorączkowego, który jesienią pojawił się w nowej odmianie - dodano nazwę junior, sugerując, że jest dla dzieci od 6 roku życia. Haczyk w tym, że ma on identyczny skład jak ten sam przeznaczony dla dzieci od 3. roku życia. Różni się tylko ceną: junior jest znacząco droższy.

Farmaceutka jednak chwali ustawę refundacyjną, wskazując, że w końcu ukróciła dyktat firm, które bardzo zawyżały ceny. Jednak przyznaje, że apteki postawią na konkurencję w ilości leków sprzedawanych bez recepty. Ponieważ od nowego roku obowiązuje ścisły zakaz reklamy w aptekach, nie mogą już one przyciągać klientów informacją o niskich cenach produktów lub programami lojalnościowymi. Paradoksalnie to właśnie może się obrócić przeciw pacjentom. Apteki, wykorzystując ich niewiedzę, mogą podwyższyć ceny.

- Z czasem jednak rynek powinien się wyrównać, pacjenci będą sobie przekazywali informacje o tanich aptekach pocztą pantoflową - uspokaja Adam Kliś, dyrektor Polskiego Związku Producentów Leków bez Recepty.

Klara Klinger

6 lutego 2012 (nr 25)

Czytaj raport specjalny serwisu Fakty INTERIA.PL "Awantura o leki refundowane"

Biznes INTERIA.PL jest już na Facebooku. Dołącz do nas i bądź na bieżąco z informacjami gospodarczymi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »