Klienci platformy Zondacrypto służącej do obrotu kryptowalutami borykają się z problemami braku wypłat pieniędzy. We wtorek serwis money.pl przekazał, że specjaliści firmy Recoveris wykazali że, że średni miesięczny stan Bitcoina na portfelach Zondacrypto spadł z około 55,7 BTC w sierpniu 2024 do 0,18 BTC w marcu 2026. To spadek o ponad 99 proc. Brak możliwości wypłaty środków pieniężnych dotyczy jednak nie tylko Bitcoina, ale także Ethereum.
Portal przekazał ponadto, że tylko w ciągu czterech ostatnich miesięcy doszło do wytransferowania aktywów o wartości około 77,5 mln zł. Powołując się na dane estońskiej administracji państwowej podano, że zaległości podatkowe firmy wynoszą około 448,5 tys. zł.
"Posiadamy pełne pokrycie zobowiązań"
Prezes Zondacrypto odpiera zarzuty medialne, twierdząc, że firma jest "stabilnym, wypłacalnym i bezpiecznym podmiotem".
"Na dzień 1 kwietnia br. saldo naszych rezerw w samym tylko Bitcoinie wynosiło ponad 4,5 tysiąca BTC. Posiadamy pełne, ponad 100-procentowe pokrycie wszystkich zobowiązań wobec naszych użytkowników" - wskazał prezes Zondacrypto. W oświadczeniu dołączył dane w postaci wolumenu depozytów i wypłat BTC w 2025 oraz za rok 2026.
Przemysław Kral dodał, że wypłaty, takie jak transfer około 76 mln zł do innej giełdy to "absolutnie standardowe operacje rynkowe", zaś trudności użytkowników z wypłatą bitcoinów to efekt przejściowych problemów technicznych.
Rząd uderza w decyzje prezydenta
Do informacji ws. Zondacrypto odnieśli się członkowie rządu. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przypomniał, że prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie "zawetował ustawę, zwiększającą ochronę polskich klientów na rynku kryptoaktywów".
Szef MSWiA Marcin Kierwiński przyznał, że "nie zdziwi się, gdy pewna kryptowalutowa giełda padnie, tysiące inwestorów obudzi się bez oszczędności życia, a Karol Nawrocki i PiS staną w forpoczcie ich obrońców".
"W interesie polskiego państwa jest nadzorowanie giełd krypto"
W obronie opozycji stanął lider Konfederacji Sławomir Mentzen przekonując, że Zondacrypto nie może działać jako polska spółka, ponieważ "wrogie działania KNF wyrzuciły ją do Estonii".
"W interesie polskich klientów jest to, żeby istniały giełdy krypto mające licencję w Polsce. W interesie polskiego państwa jest nadzorowanie giełd krypto. Przyjęcie zawetowanej ustawy uniemożliwiłoby osiągnięcie obydwu tych celów. Polacy musieliby inwestować na zagranicznych giełdach (tak jak obecnie) a KNF nie mógłby ich nadzorować, bo dalej zarejestrowane byłyby za granicą (tak jak obecnie). Żeby giełdy krypto chciały rejestrować się w Polsce, nasze przepisy musiałyby być dla nich przyjazne, a nie są i nic nie wskazuje na to, że będą." - napisał.












