Reklama

​Górnicy domagają się funduszu dla Śląska

Przedstawiciele górniczych załóg ogłosili swoje oczekiwania co do kształtu porozumienia z rządem w sprawie wygaszania wydobycia węgla. O komentarz zapytaliśmy Artura Sobonia, pełnomocnika rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa węgla kamiennego oraz wiceministra aktywów państwowych, ale odparł on jedynie, że resort analizuje propozycje branży. Rzecznik ministerstwa Karol Manys zapowiedział, że rządowej odpowiedzi na oczekiwania związków należy spodziewać się na spotkaniu 25 stycznia. Związkowcy chcą odpraw po 120 tys. zł i powołania spółki na wzór PFR, która finansowałaby transformację regionu.

W ubiegłym tygodniu podczas spotkania z Arturem Soboniem związkowcy odrzucili proponowany przez resort aktywów państwowych projekt tzw. umowy społecznej. Porozumienie to ma być podstawą uzyskania zgody Brukseli na dotowanie wydobycia węgla energetycznego w Polsce do czasu jego wygaszenia. Zgodnie z wrześniowymi ustaleniami rządu ze związkowcami ostatnia kopalnia węgla kamiennego ma być zamknięta w 2049 r.

Reklama

Dla Komisji Europejskiej kluczową kwestią będzie mechanizm dotowania, nad którym związkowi eksperci nadal pracują.
Związkowcy zarzucali rządowemu projektowi, że nie zawiera całościowej propozycji dla regionu, i w swoim dokumencie proponują powołanie śląskiego funduszu rozwoju.

- Program dla Śląska dlatego nie działa, bo nie wskazano w nim źródeł finansowania. Były deklaracje o takiej czy innej inwestycji, ale zabrakło twardego wskazania, ile rząd na ten cel przeznaczy i z jakich środków to sfinansuje.

Nie możemy powtórzyć tego błędu, stąd m.in. pomysł na powołanie spółki na wzór Polskiego Funduszu Rozwoju, którego statutowym celem będzie odbudowa potencjału gospodarczego Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego - powiedział cytowany w informacji związku szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz.

Propozycje zawierają bardziej korzystne warunki osłon socjalnych dla górników i pracowników zakładów przeróbki węgla.

Pracujący pod ziemią w likwidowanych kopalniach - jeśli nie byłoby dla nich pracy w innych kopalniach - mieliby liczyć na urlopy górnicze płatne w wysokości 80 proc. wynagrodzenia z okresu ostatnich sześciu miesięcy nawet przez cztery lata, a pracownicy przeróbki przez maksymalnie trzy lata.

Dotyczyłoby to osób, które po zakończeniu urlopu nabędą uprawnienia emerytalne. "Innym rodzajem osłony, kierowanym do osób z krótszym stażem, są jednorazowe odprawy w wysokości 120 tys. zł netto. Z tego instrumentu będą mogli korzystać zarówno zatrudnieni pod ziemią, jak i pracownicy powierzchni" - czytamy w związkowym komunikacie.

Projekt przewiduje pięcioletnie dodatki wyrównawcze dla osób, które samodzielnie znajdą pracę poza górnictwem, oraz bezpłatne programy przekwalifikowania.

W związkowym projekcie umowy społecznej terminy zakończenia wydobycia w poszczególnych kopalniach pozostają takie same, jak zapisano we wrześniowym porozumieniu. Dat tych nie było w rządowym projekcie umowy społecznej, a związkowcy obawiają się szybszego zamknięcia kopalń - większość komentatorów uważa bowiem, że w świetle zacieśniania unijnej polityki klimatycznej koniec węgla w Polsce nastąpi już za 15 lat.

- Daty te zostały wypracowane w zespołach roboczych, uzgodnione, zapisane i bezwzględnie nie ma w tej kwestii o czym dyskutować - zastrzega Kolorz.

Mechanizm dotowania wydobycia do czasu wygaszenia kopalń ma być jeszcze przedmiotem negocjacji i prac eksperckich.

Kolorz podkreśla, że kwestia ta musi być dopięta na ostatni guzik, zanim zostanie przekazana Komisji Europejskiej do notyfikacji, a ten kluczowy element umowy społecznej powinien być wypracowany jak najszybciej, aby - zgodnie z zapowiedziami - można było w marcu rozpocząć proces notyfikacji pomocy publicznej w Brukseli.

Sugeruje to, że planowane na 25 stycznia rozmowy rządu ze związkami nie będą zapewne ostatnimi. Mechanizm finansowania górnictwa będzie też kluczowy dla energetyki - teraz ceny krajowego węgla dla odbiorców nie są konkurencyjne względem cen światowych.

Porozumienie z września dotyczy 13 kopalń węgla kamiennego, które zatrudniają ponad 56 tys. osób na terenie 43 gmin. Sama Polska Grupa Górnicza zatrudnia ok. 40 tys. osób. Są to też kopalnie Węglokoksu i Tauronu. Umową społeczną i mechanizmem dotowania nie będą najpewniej objęte kopalnie JSW, które mają wydobywać tylko węgiel koksowy.

Nie do końca jasny jest status należącej do Enei lubelskiej kopalni Bogdanka - z jednej strony wiceminister Soboń podkreślał, że będzie ona szła własną rynkową drogą, a z drugiej strony prezes Bogdanki Artur Wasil w rozmowie z Parkietem nie wykluczył jednoznacznie uczestnictwa w porozumieniu w jakimś zakresie.

Centrum Badań i Rozwoju Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach w raporcie na zlecenie Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej oszacowało liczbę pracowników szeroko pojętego sektora okołogórniczego na 280 tys. osób, z czego 120 tys. osób ma pracę bezpośrednio związaną z wydobyciem.

Julita Żylińska




 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »