Według raportów europejskich służb wywiadowczych, zeszłotygodniowy szturm na Ceutę nie był wynikiem spontanicznej reakcji, lecz ustrukturyzowanej akcji kierowanej przez sieci społecznościowe. Raporty ujawniają, w jaki sposób organizatorzy - zanim rozpoczęto masowe przekraczanie granicy - rozwijali swoją działalność w środowiskach wirtualnych.
Atak na granicę w Ceucie nie był pierwszy. Kolejny kryzys wywołany przez media społecznościowe
Analitycy porównują ten model do wydarzeń z września 2024 roku w marokańskim mieście Fnideq. Tam też kryzys migracyjny został wywołany przez media społecznościowe. Jak informowała wtedy agencja Reuters, tysiące młodych Marokańczyków oraz migrantów z Afryki Subsaharyjskiej zjechały do miasta aby nielegalnie przedrzeć się do Ceuty. "Podczas gdy tamta kampania była spontaniczna, ta niedawna stanowi krok naprzód w planowaniu i kompartmentalizacji", podziale na oddzielne, zamknięte strefy - zwracają uwagę autorzy raportu.
Z danych europejskich służb wywiadowczych wynika, że ruch narodził się w drugiej połowie czerwca i nabrał tempa 8 lipca, po źle zinterpretowanym przez sieci orzeczeniu hiszpańskiego Sądu Najwyższego. Uznał on, że osoby zatrzymywane w morzu podczas próby dopłynięcia do Hiszpanii nie mogą być automatycznie i bez zwłoki odsyłane do Maroka. Władze muszą wobec nich wszcząć standardowe procedury, w tym umożliwić złożenie wniosku o azyl.
W dniu ogłoszenia werdyktu na wielu profilach w mediach społecznościowych opublikowano uproszczoną narrację tej decyzji. Fałszywie twierdzono, że granica morska z Hiszpanią została legalnie otwarta. Zmanipulowany przekaz krążył równolegle w wielu sieciach. "Stanowił on podstawę dla późniejszego podziału zadań operacyjnych między różne platformy" - informuje Expansión.
Dowodzili z TikToka. Wsparcie mieli na Facebooku i WhatsAppie
W systemie rekrutacji chętnych do wejścia do Ceuty najszerzej wykorzystana została platforma TikTok. "Dzięki algorytmicznemu projektowi, który pozwala krótkim treściom szybko dotrzeć do ogromnej publiczności, sieć ta została wykorzystana do propagowania narracji o pilności i sukcesie migracji" - informuje gazeta ekonomiczna powołując się na raport służb wywiadowczych.
Zidentyfikowane przez agentów jedno z kont było głównym węzłem akcji. Innym profilem był ten ruchu cyfrowego w mediach społecznościowych, który podżega i organizuje nielegalną migrację z Afryki Północnej do Hiszpanii. Jego treści osiągnęły prawie siedem milionów wyświetleń. "Rolą publikacji na TikToku nie było koordynowanie harmonogramów ani logistyki, ale raczej generowanie przychylnej opinii publicznej" - podsumowują autorzy raportu.
Kiedy treściami z TikToka zainteresowały się służby, użytkownicy przenieśli się do Facebooka. Raporty opisują istnienie co najmniej pięciu dużych grup skupionych wokół tematu wspomnianego ruchu i liczących ponad 250 tys. członków. Na forach dyskusyjnych udostępniono mapy podejścia lądowego i sugerowane trasy omijania punktów kontrolnych.
Płetwy, kamizelki i kajaki na Facebooku. Atak na Ceutę to nie koniec
Facebook zamienił się też w rynek logistyczny. Publikowano posty, których autorzy oferowali płetwy, kamizelki ratunkowe i kajaki. To doprowadziło do spontanicznego przyłączenia się do szturmu wielu, którzy wcześniej nie planowali nielegalnie przekraczać granicy.
Ważną rolę odegrał też WhatsApp. Powstała na komunikatorze grupa zrzeszała obywateli Maroka, Algierii i Tunezji. Za jej pośrednictwem rozpowszechniano złożone instrukcje techniczne. Obejmowały one rozkazy tworzenia małych grup operacyjnych, w celu uniknięcia masowych aresztowań. Na WhatsAppie ustalano też skoordynowane harmonogramy działań, których celem było wprowadzanie w błąd służb granicznych.
Wytyczne z WhatsAppa zawierały również instrukcje dotyczące fizycznego i psychologicznego przygotowania uczestników, taktycznych strategii reorganizacji w terenie oraz metod konsekwentnego nagłaśniania wezwań do działania w sieciach publicznych. "Wirtualne centrum dowodzenia okazało się wyjątkowo elastyczne i przygotowane na szybkie zmiany" - cytuje raport Expansión. Jego autorzy zwracają uwagę, że nawet podczas sytuacji zagrażających bezpieczeństwu, nie został zakłócony przepływ informacji.
Można podejrzewać, że zeszłotygodniowe, masowe przekroczenie granicy z Ceutą nie było ostatnim. W sieciach społecznościowych zaczęły krążyć posty mające na celu skoordynowanie kolejnej zbiorowej próby wdarcia się do hiszpańskiego miasta na terenie Północnej Afryki. "Ich autorzy wskazują na 15 sierpnia" - poinformował rzecznik rządu Ceuty, Alejandro Ramírez. Potwierdził, że autonomiczne miasto przekazało już te informacje odpowiednim władzom.













