W skrócie
- Fabryka Broni "Łucznik" w Radomiu może zostać zmuszona do zwolnienia ponad 140 osób z powodu braku nowych zamówień, głównie od MON.
- PGZ oraz Fabryka Broni "Łucznik" deklarują poszukiwanie nowych zamówień, w tym z rynku krajowego, eksportowego i służb podległych MSWiA.
- Premier Donald Tusk oraz przedstawiciel "Solidarności" różnią się w ocenie sytuacji zakładu, a rząd zapowiada działania mające na celu uratowanie fabryki.
- Szef rządu ocenił w piątek, że sytuacja fabryki w Radomiu byłaby łatwiejsza, gdyby nie weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy SAFE.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
O sytuacji w radomskiej Fabryce Broni "Łucznik", będącej częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, jako pierwszy napisał we wtorek "Portal Obronny". Serwis podał, że pomimo rozwoju w ostatnich latach nowych zdolności i inwestycji, ma mieć ona problem z brakiem nowych zamówień ze strony MON. Chodzi przede wszystkim o karabinki GROT A3. Zawirowania w konsekwencji mogą doprowadzić do zwolnień wielu pracowników.
Fabryka Broni "Łucznik" zagrożona zwolnieniami. Pracownicy czują się oszukani
- Na dziś nie mamy zamówień dla wojska. To dla nas kluczowe kontrakty, a wojsko jest naszym najważniejszym odbiorcą - skomentował sytuację w rozmowie z Interią Biznes Daniel Dorociński z NSZZ "Solidarność".
W zeszłym roku fabryka obchodziła stulecie działalności. - Podczas gali wiceminister obrony narodowej zapewniał pracowników, że przed nami świetlana przyszłość, że zakład się rozwija, aby spełniać oczekiwania wojska - zarówno pod względem terminowości, jak i skali produkcji karabinów. Zostaliśmy zobowiązani do zwiększenia mocy przerobowych i to zadanie wykonaliśmy. Obecnie jesteśmy w stanie produkować prawie 100 tysięcy sztuk broni rocznie. Powstała nowa hala, inwestycje trwają, wdrażamy robotyzację - przypomina Dorociński.
Tymczasem obecnie pojawia się widmo nieprzedłużania umów, a nawet potencjalnych zwolnień, o których - jak mówi Dorociński - "wolałby nawet nie myśleć". - Jako pracownicy czujemy się w pewnym sensie oszukani. Zarząd wywiązał się ze wszystkich postawionych celów. Opracowaliśmy również nowy produkt - karabin nowej generacji GROT A3 - na który wojsko czekało, zwłaszcza że wcześniejsza wersja nie spełniała wszystkich oczekiwań. Dział badań i rozwoju stanął na wysokości zadania. Produkt jest gotowy, choć pojawiają się problemy formalne z Agencją Uzbrojenia dotyczące dokumentacji. To wszystko jest dla nas zupełnie niezrozumiałe - mówi z żalem.
Problemem weto prezydenta do SAFE? "Solidarność" odpowiada premierowi ws. sytuacji w "Łuczniku"
O sytuację w radomskiej Fabryce Broni "Łucznik" pytany był w piątek premier Donald Tusk. Zdaniem szefa rządu sprawa jest "bardzo bliska rozwiązania".
- Problem "Łucznika" wynika z zawetowania SAFE przez prezydenta Nawrockiego. (...) My robimy wszystko, żeby zakłady (...) nie znalazły się w trudnej sytuacji, mimo że Nawrocki zawetował instrument, który miał pomóc bezpośrednio "Łucznikowi" (...) - odpowiedział Tusk. - Ustawa ta miała umożliwić wykorzystanie pieniędzy przez inne resorty, takie jak Ministerstwo Infrastruktury czy MSWiA. Na dużą skalę klientem "Łucznika" miała być policja oraz Straż Graniczna - właśnie z tych środków. Nawrocki to uniemożliwił - kontynuował szef rządu.
Zapewnił, że rząd szuka innego rozwiązania, ale "jest sto razy trudniejsze". Chwilę później stwierdził nawet, że rozwiązanie zostało znalezione.
- Zakłady "Łucznik" na pewno będą uratowane, na pewno nie upadną i nie będzie masowych zwolnień, ale będzie to kosztowało niestety i więcej pieniędzy, i więcej problemów. To jest zasługa prezydenta Nawrockiego - dodał premier.
Na te słowa w rozmowie z Interią Biznes odpowiedział Dorociński z "S". - Uważam, że premier może nie mieć pełnych informacji o sytuacji w naszej fabryce i o tym, jak miało to wyglądać. Po raz pierwszy słyszę, że głównym odbiorcą miałyby być służby MSWiA - powiedział wprost.
- Z tego, co nam wcześniej przekazywano, podstawowym odbiorcą miało być MON. Dopiero w przypadku problemów z zamówieniami wojskowymi pojawiła się informacja, że również policja jest zainteresowana naszymi wyrobami. Nie wiemy jednak, jakiej skali byłyby to zamówienia - na pewno nieporównywalnej z tymi, które mogłoby złożyć wojsko - dodał.
Dorociński przypomniał, że przed pojawieniem się tematu SAFE inne kluczowe spółki w grupie kapitałowej - takie jak Huta Stalowa Wola czy Mesko - miały zapewnione długoterminowe zamówienia, co pozwalało im planować rozwój. - My jeszcze niedawno byliśmy jedną z czołowych firm w grupie PGZ, z rekordowymi zyskami. Trudno mi uwierzyć, że brak tej ustawy miałby sprawić, że fabryka będzie funkcjonować jedynie na jedną trzecią swoich możliwości - ocenił.
Chodzi o weto prezydenta do ustawy wdrażającej mechanizm SAFE. Uniemożliwiło ono stworzenie specjalnego funduszu, do którego miałyby trafić unijne środki, które mogłyby zostać przekierowane także do służb.
PGZ zapewnia, że szuka nowych zamówień dla fabryki broni w Radomiu
Zwróciliśmy się do Polskiej Grupy Zbrojeniowej o komentarz do sytuacji w "Łuczniku". W odpowiedzi usłyszeliśmy zapewnienie, że zarówno PGZ, jak i Fabryki Broni "Łucznik" szukają nowych zamówień, tak żeby można było w pełni wykorzystać moce produkcyjne fabryki.
W ostatnich latach fabryka inwestowała m.in. w zakup nowych maszyn i urządzeń, robotyzację i automatyzację procesów produkcyjnych oraz budowę nowej hali produkcyjnej, która miała doprowadzić do zwiększenia mocy produkcyjnych. Dlatego ostatnie doniesienia mogą wydawać się zaskakujące, tym bardziej, że rządzący - w tym MON - od wielu miesięcy mówią o zwiększaniu produkcji broni i amunicji oraz stawianiu na polskie fabryki - szczególnie w kontekście napiętej sytuacji międzynarodowej, jak trwająca kolejny rok wojna w Ukrainie czy nowy konflikt na Bliskim Wschodzie.
"Zarządy PGZ S.A. i Fabryki Broni "Łucznik" - Radom sp. z o.o. pozostają w bieżącym kontakcie z Agencją Uzbrojenia, tak aby docelowo zakontraktować dla Sił Zbrojnych RP kolejne karabinki MSBS GROT w najnowszej wersji. Równolegle Fabryka Broni prowadzi także rozmowy ze służbami podległymi Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji w celu uzupełniania portfela zamówień zleceniami otrzymanymi poza MON. (...) Prowadzone są także intensywne działania nakierowane na dalszy rozwój rynków eksportowych oraz zwiększenia obecności na polskim i europejskim rynku cywilnym" - zapewniło nas biuro prasowe PGZ.
PGZ również podkreśla znaczenie SAFE w pierwotnym kształcie mechanizmu, który gwarantował środki finansowe również dla służb mundurowych MSWiA.
Masowe zwolnienia w "Łuczniku"? "S": Ponad 140 miejsc pracy zagrożonych
- Pewność zamówień w radomskiej Fabryce Broni "Łucznik" byłaby większa, gdyby nie tylko wojsko, ale i służby miały do dyspozycji środki z unijnego mechanizmu dozbrajania SAFE - w taki sposób sytuację w zakładzie w tym tygodniu skomentował szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Zapewnił, że jest zainteresowany zamówieniami, "ale muszą być możliwości finansowe". - "Łucznik" też musi sprzedawać, nie może być uzależniony tylko od Wojska Polskiego. Liczę, że będzie startował w różnych przetargach i będzie oferował swoje bardzo dobre produkty - mówił Kosiniak-Kamysz.
Fabryki Broni "Łucznik" - Radom odesłała nas do oświadczenia opublikowanego na swojej stronie. Poinformowała w nim, że "działalność operacyjna i produkcyjna realizowana jest w sposób ciągły, w oparciu o obowiązujące kontrakty oraz aktualny portfel zamówień". "(...) Prowadzona polityka kadrowa opiera się na bieżącej analizie potrzeb operacyjnych oraz odpowiedzialnym zarządzaniu kosztami, tak aby w możliwie największym stopniu ograniczać konieczność redukcji etatów. Dotychczasowe decyzje o nieprzedłużaniu umów miały charakter jednostkowy i były uzasadnione względami organizacyjnymi. Jednocześnie Zarząd Spółki podejmuje wszelkie działania mające na celu minimalizowanie ewentualnej redukcji poziomu zatrudnienia" - czytamy w oświadczeniu zarządu.
Atmosfera wśród pracowników ma nie być jednak spokojna. - Jeśli chodzi o zwolnienia, to sytuacja jest poważna - przyznaje Daniel Dorociński. - Z mojej wiedzy wynika, że ponad 140 osób pracuje na umowach terminowych. Jeśli nie będzie zamówień i nie uda się utrzymać zatrudnienia, naturalną konsekwencją będą cięcia kosztów. W pierwszej kolejności mogą one dotknąć właśnie tych pracowników, którzy dziś obawiają się o swoją przyszłość - obawia się przedstawiciel "S".
Związkowcy nie wykluczają, że jeżeli będzie trzeba, wyjdą na ulicę w obronie swoich miejsc pracy.
Sebastian Tałach















