Reklama

InCredibles i startupy: liczy się transfer wiedzy

Kiedy Sebastian Kulczyk ogłaszał w 2017 r. swój program akceleracyjno-mentoringowy InCredibles, była to kolejna inicjatywa wpisująca się w rodzącą się dopiero u nas modę na start-upy. Dzisiaj, po trzech latach i kosmetycznych zmianach założeń, postrzegany jest jako jeden z ciekawszych programów dla start-upów w Polsce.

W InCredibles zrezygnowano z grantów dla start-upów na rzecz bardziej rozbudowanej i kompleksowej współpracy ze spółkami i ich kompetencjami biznesowymi. Zmianie poddano również zasady wyszukiwania i selekcji. Zdecydowano się odejść od modelu otwartych naborów, które zastąpiono mechanizmem rekomendacji z rynku. Duży nacisk położono także na różnorodność mentorów zaangażowanych w program. Liczba osób, które chcą się dzielić wiedzą może robić wrażenie. Zbliża się bowiem do stu. To jednak nie wszystko. W czym tkwi siła projektu? Choćby w jasnych, elastycznych, otwartych na potrzeby uczestników, zasadach.

Reklama

Utrwalanie biznesowej dojrzałości, konsekwencja, doskonalanie procesów biznesowych, profesjonalizacja - to główne wyzwania stojące przed polskim rynkiem start-upów. I to zarówno po stronie spółek, jak i funduszy.

Nie każdy jednak może liczyć na udział w programie.

- Szukamy spółek, które mają już na swoim koncie pierwsze rundy finansowania, akceleracje, generują przychody, a ich właściciele mogą pochwalić się sukcesami w poprzednich projektach. Ważna jest także dla nas postawa wobec wyzwań świata, szukamy ludzi z misją, którzy odpowiedzialnie myślą o przyszłości ludzi. Dlatego też, m.in. stawiamy przede wszystkim na firmy z sektora edukacji, zdrowia, szeroko rozumianej infrastruktury - podkreśla Sebastian Kulczyk, prezes Kulczyk Investments, właściciel Manta Ray VC oraz inicjator programu InCredibles. 

Program się rozwija

W trzeciej edycji programu zrezygnowano z grantów i samodzielnego szukania spółek, skautingu i preselekcji. W InCredibles zdecydowano się na inną strategię - nawiązano współpracę z instytucjami, które organizują ogólnopolskie konkursy dla młodych przedsiębiorców.

- Rozpoczęliśmy współpracę z organizatorami prestiżowych konkursów start-upowych, czyli m.in. European Start-up Days, Global Impact Challenge , SingularityU Poland i Business Insider Trends Festival i w ten sposób "staliśmy się" nagrodą dla zwycięskich spółek, oferując kilkutygodniowy, intensywny program spotkań z mentorami oraz międzynarodowych warsztatów. Transfer wiedzy to siła InCredibles - mówi Jarosław Sroka, członek zarządu KI oraz koordynator programu.  

Kluczowa jest praktyka

Organizatorzy programu stawiają na jego elastyczność i użyteczność. Wspólnym mianownikiem wszystkich paneli i warsztatów są wyzwania związane z budowaniem wartości, skalowaniem, operacyjnym zarządzaniem, tworzeniem i realizacją strategii, sprzedażą produktów i usług oraz tworzeniem i zarządzaniem zespołami. Goście dzielą się nie tylko wiedzą, ale i kontaktami z potencjalnymi partnerami biznesowymi i klientami. Każda ze spółek ma swoją, szytą na miarę, indywidualną ścieżkę mentoringową.

Zasada, że "im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi na polu walki", jest doskonałą ilustracją organizowanych sesji.

Sebastian Kulczyk, który poprzez swój fundusz Manta Ray VC zainwestował już około 300 mln zł w ponad 30 spółek na całym świecie, nie gwarantuje jednak uczestnikom programu swojego zaangażowania kapitałowego. Ewentualna decyzja inwestycyjna zapada wiele miesięcy po zakończeniu programu. Do tej pory tylko jedna spółka z rodziny InCredibles zasiliła portfel Manta Ray VC, była to firma z brytyjskim rodowodem Arch Desk. Rozmowy z kolejną  wciąż trwają.

Pierwsze dwie edycje InCredibles zakładały wsparcie grantowe, ale jak przyznają organizatorzy - podczas pracy ze spółkami, z przedsiębiorcami - okazało się, że to nie pieniądze, ale bezpośredni dostęp do armii mentorów jest największą atrakcją programu.

- Kluczowym założeniem InCredibles jest dzielenie się wiedzą, doświadczeniem i kontaktami. Mamy wielki przywilej współpracować z grupą naprawdę niezwykłych ludzi, którzy nie tylko odnoszą spektakularne, światowe sukcesy, ale mimo braku czasu, są wciąż otwarci na innych, bezinteresownie poświęcając swój czas - dodaje Kulczyk.

Jednym z celów programu jest też pomoc w znalezieniu klientów, często pierwszych, referencyjnych.

- W miarę możliwości staramy się także organizować spółkom spotkania z wymarzonymi, potencjalnymi klientami, którzy w normalnych warunkach są dla nich nieosiągalni. To doskonałe doświadczenie, które pokazuje, że młodzi przedsiębiorcy bywają zupełnie nieprzygotowani do komercyjnej współpracy z odbiorcami swoich usług, czy produktów. Nie potrafią ich wycenić, sprzedać, a czasem nawet precyzyjnie opisać - przypomina Sroka.

Start-up znaczy beztroska?

Równie ważnym obszarem jest też długofalowe budowanie wartości przedsiębiorstwa. Wydawałoby się, że to dość oczywiste wyzwanie, ale... nie dla wszystkich, szczególnie w branży technologicznej. Nie brakuje takich, którzy koncentrują się na szybkim budowaniu wartości po to, żeby swoje dziecko jak najszybciej sprzedać i przesiąść się na nowego konia. Innych - perspektywa budowania z myślą o międzynarodowej ekspansji, wyjście ze strefy komfortu - wręcz paraliżuje.  

- Młodym firmom brakuje konsekwencji i wytrwałości. Zbyt często modyfikują swoje plany, zmieniają strategie, nie są pewne swoich kompetencji. Czasem na siłę szukają możliwości sprzedaży części firmy, najczęściej za szybko i zbyt tanio, a potem współpraca z inwestorami finansowymi bywa dodatkowym, zaskakującym zimnym prysznicem. Pojawiają się konflikty, nieporozumienia nawet w gronie samych założycieli, wspólników. Na końcu stają się oni zakładnikami we własnym domu - ostrzega Sroka.

Raczkujące start-upy kojarzone są dzisiaj z jeszcze jednym: beztroską i przekonaniem, że im - młodym wizjonerom technologicznego wszechświata - można więcej. Beztroskie podejście do powierzanych im pieniędzy, stosunkowo łatwy do nich dostęp, masowe zainteresowanie wygłodniałych inwestorów, bywa demoralizujące. Nie brakuje takich, którzy specjalizują się w kolejnych występach na konferencjach, odbieraniu kolejnych nagród i brawurowych prezentacjach swoich pomysłów, a biznes leży odłogiem.

Będzie kontynuacja

W drugiej połowie kwietnia planowane jest zakończenie trzeciej edycji InCredibles i rozpoczęcie czwartej. Na warsztaty zostaną zaproszeni finaliści wszystkich trzech edycji. Trwają potwierdzenia mentorów oraz gości specjalnych.

Już kilkanaście spółek zadeklarowało swoje uczestnictwo, a wśród nich pierwszy finalista czwartej edycji, czyli spółka Skriware. Kolejne spotkania zaplanowano na maj, czerwiec, wrzesień, październik i listopad. Do programu dołączą w tym roku dwa miasta, czyli Wrocław i Łódź, a finał tradycyjnie odbędzie się w Helsinkach.  

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »