W maju Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna wynosi 3,75 proc. Ostatnia obniżka, o 25 pkt. bazowych, miała miejsce w marcu. Szok zewnętrzny, jakim był wybuch konfliktu na Bliskim Wschodzie i wzrosty cen ropy na rynkach światowych przerwały trend obniżania stóp - inflacja wzrosła do poziomu 3,2 proc. w kwietniu.
"Uzasadnione jest utrzymanie obecnie stóp na niezmienionym poziomie. Kolejne decyzje będą zależne od napływających danych. Rada się nie zawaha, jeżeli będzie konieczność podjęcia szybkich decyzji (jeżeli zagrożenie inflacyjne)" - zapowiedział prezes Adam Glapiński na majowej konferencji. Potwierdził wówczas, że podwyżki stóp nie są wykluczone, jeśli inflacja stanowiłaby większe zagrożenie.
"Nie podejmujemy z góry żadnych działań"
W poniedziałek Reuters cytuje Glapińskiego, który w Budapeszcie ocenił, że NBP nie spieszy się z zacieśnianiem polityki pieniężnej. Szef banku centralnego wskazał, że obecny szok cenowy jest znacznie mniejszy niż ten wywołany inwazją Rosji na Ukrainę w 2022 roku.
"Polska gospodarka ma bardzo dobrą pozycję wyjściową, aby przetrwać skutki obecnego szoku cenowego" - powiedział Glapiński, przypominając o wzroście gospodarczym na poziomie około 3,5 proc. i brak nierównowag makroekonomicznych.
Glapiński wskazał, że obecnie trwają analizy skutków obecnego szoku energetycznego na średnioterminowe perspektywy inflacyjne.
"Wciąż opieramy się na danych i nie podejmujemy z góry żadnych konkretnych działań" - podkreślił.
"Nie" dla przyjęcia euro
Glapiński przestrzegł również przed przedwczesnym przyjęciem euro. Zdaniem prezesa NBP taki ruch mógłby zdestabilizować polską gospodarkę.
"Efektem może być początkowe przyspieszenie wzrostu PKB spowodowane ekspansją kredytową, a następnie głęboka recesja, rosnące bezrobocie i długotrwała utrata konkurencyjności" - powiedział, cytowany przez Reutersa.
Szef NBP wielokrotnie wypowiadał się negatywnie na temat szybkiego przyjęcia wspólnej waluty przez Polskę.
"W kolejnych dekadach, wraz ze wzrostem zamożności polskiej gospodarki i jej konwergencją w kierunku najzamożniejszych gospodarek Europy Zachodniej, ocena bilansu korzyści i kosztów ekonomicznych przyjęcia euro może się zmienić - stwierdził w ubiegłym roku, podkreślając jednak, że obecnie bilans ten jest zdecydowanie negatywny.












