Zgodnie z informacją Białego Domu w czwartek o godzinie 3:00 nad ranem czasu polskiego Donald Trump zwróci się w swoim wystąpieniu na temat m.in. planów USA wobec Iranu. Trwający od miesiąca konflikt na Bliskim Wschodzie coraz bardziej zwiększa niepewność na rynkach.
Droga ropa naftowa i gaz wskutek zamknięcia cieśniny Ormuz to niejedyny problem. Stanowisko Stanów Zjednoczonych wobec dalszych działań - i szerzej: obecności w NATO - stawiają także stabilność kraju, a co za tym idzie - traktowania dolara jako globalnej waluty.
Dolar poniżej 3,70 zł
Jak ocenia główny analityk rynkowy DM BOŚ Marek Rogalski inwestorzy będą starali się wycenić ryzyko zajęcia wyspy Chark przez USA.
"W nocnym wystąpieniu Trumpa mogą pojawić się też kontrowersyjne słowa wobec sojuszu NATO - prezydent USA wprawdzie nie może zapowiedzieć jego opuszczenia (nie pozwalają mu na to ustawy, które wymuszają zgodę 2/3 Senatu), ale może natomiast zacząć skutecznie go rozmontowywać, poprzez relokację wojsk USA, ograniczenie wspólnych ćwiczeń, czy też werbalne podważanie Artykułu 5 (co akurat może zrobić bardzo łatwo, gdyż lubi prowokować)" - komentuje.
W środę po godzinie 18:00 za dolara trzeba było zapłacić 3,68 zł. Euro wyceniane było na 4,28 zł, zaś frank szwajcarski - 4,64 zł.
Złoto powoli odrabia straty
Wraz ze słabnącym dolarem na wartości zyskuje złoto. Choć nadal jego cena utrzymuje się poniżej poziomu 5 tys. dolarów za uncję, widać trend rosnący.
Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Goldenmark ocenia, że jednym z kluczowych czynników wspierających ceny złota pozostaje sytuacja fiskalna Stanów Zjednoczonych.
"Zadłużenie USA przekroczyło poziom 39 bilionów dolarów, a same koszty jego obsługi w lutym wyniosły 94 miliardy dolarów. Rosnące obciążenie budżetu prowadzi do zjawiska określanego jako dominacja fiskalna, w której potrzeby finansowe państwa zaczynają wpływać na decyzje banku centralnego. W takim otoczeniu złoto zyskuje na znaczeniu jako aktywo chroniące przed erozją wartości walut fiducjarnych" - wskazuje.
Ceny ropy mogą się zwiększyć
Pod presją pozostają także ceny ropy naftowej. Utrzymujące się zamknięcie cieśniny Ormuz i ryzyko zbombardowania rafinerii w Iranie czy amerykańskiej inwazji lądowej zwiększa ryzyko drastycznych podwyżek.
"Dodatkowo takie zakłócenia mogłyby błyskawicznie podnieść ceny ropy powyżej 120 USD za baryłkę w krótkim i średnim terminie, co z kolei wywołałoby presję inflacyjną na gospodarkę USA i wstrząsnęłoby globalnymi rynkami surowcowymi. Historyczne doświadczenia pokazują, że nawet ograniczone konflikty w Zatoce Perskiej mają tendencję do wywoływania efektu domina, ponieważ zakłócenia transportu surowców powodują wahania kursów walut, zwiększoną zmienność na giełdach oraz ryzyko spowolnienia gospodarczego w regionach uzależnionych od importu ropy" - zauważa Mikołaj Sobierajski, analityk XTB.
Obecnie baryłka ropy Brent kosztuje nieco ponad 101 dolarów, zaś Crude - niecałe 100 dolarów.
Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie zwiększa ryzyko nie tylko podwyżek cen paliw. O możliwych podwyżkach cen biletów lotniczych, a nawet ograniczeniach połączeń mówił szef Ryanaira Michael O'Leary.
















