W poniedziałek prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zażądał odblokowania cieśniny Ormuz. Dał Teheranowi 48 godzin. Zagroził, że jeśli ultimatum nie zostanie spełnione, zaatakuje i zniszczy irańskie elektrownie, "zaczynając od największych". Zniszczeniu miałyby też ulec tamtejsze sieci energetyczne. Prezydent ogłosił potem, że atak przesuwa o pięć dni wskazując na prowadzone z Iranem rozmowy, którym Teheran zaprzeczył.
Iran odpowiada Trumpowi. Nie otworzy Ormuz
Iran odpowiedział na te ostrzeżenia i zapewnił swoich obywateli, że zapowiadany atak nie odniesie oczekiwanego skutku. Tamtejszy minister energetyki Abbas Aliabadi poinformował, że produkcja energii elektrycznej w jego kraju jest zdecentralizowana i rozproszona. "To zaś zmniejsza skutki ewentualnych ataków" - cytuje ministra Al Jazeera, agencja prasowa z Kataru. Abbas Aliabadi zapewnił też o natychmiastowej odbudowie i modernizacji każdej zniszczonej elektrowni.
Na ultimatum Waszyngtonu odpowiedzieli też irańscy wojskowi. Rzecznik kwatery głównej, pułkownik Ibrahim Zulfiqari, na jakiego powołuje się Al Jazeera, ostrzegł, że w dziedzinie elektryczności jego kraj będzie prezentował zasadę "oko za oko". "Cieśnina Ormuz będzie całkowicie zamknięta i nie zostanie otwarta, dopóki nie zostaną odbudowane irańskie terminale" - zapowiedział Ibrahim Zulfiqari.
Oko za oko. Iran ostrzega przed odwetem
W przypadku niszczenia irańskiej sieci energetycznej Teheran zagroził odwetem. Zapowiedział ataki na elektrownie i infrastrukturę informacyjną w Izraelu. Ostrzegł, że będzie niszczył amerykańskie inwestycje poprzez atakowanie regionalnych firm, w których Amerykanie mają swoje udziały. Rozszerzy też krąg rażenia o elektrownie w krajach regionu, gdzie mieszczą się bazy amerykańskie. Teheran uzna je za "uzasadnione cele".
Według statystyk irańskiego Ministerstwa Energii, w Iranie jest około 40,6 miliona odbiorców energii elektrycznej, wliczając w to 32,3 miliona gospodarstw domowych - informuje Iran International, perskojęzyczny serwis informacyjny z siedzibą w Londynie. Kraj opiera się na systemie energetycznym określanym jako hybrydowy, który łączy scentralizowane zarządzanie ze zdecentralizowanymi elektrowniami. Działać ma około 500 tradycyjnych elektrowni, napędzanych głównie gazem ziemnym. "Działają również elektrownie słoneczne, wodne, wiatrowe, naftowe, dieslowskie, węglowe, cieplne i jądrowe" - wylicza Al Jazeera.
Największa z nich, gazowo-parowa Damavand, położona około 70 kilometrów od Teheranu, ma moc wynoszącą 2868 MW. Kompleks zajmuje około 2 kilometry kwadratowe. Oznacza to - argumentuje Iran International - że jego całkowite unieruchomienie wymagałoby ataku na dużą skalę. "Nawet gdyby do tego doszło, jego wpływ na sieć krajową byłby ograniczony. Zniszczenie Damavand spowodowałoby utratę jedynie 3,7 proc. całkowitej mocy wytwórczej Iranu" - wyjaśnia perskojęzyczna agencja.












