Internet został zablokowany w Iranie po zamachu na Najwyższego Przywódcę Ajatollaha Alego Chameneiego, do którego doszło 28 lutego. Stany Zjednoczone i Izrael wezwały wtedy naród irański do powstania przeciwko reżimowi. Aby utrzymać kontrolę, Republika Islamska odcięła dostęp do internetu i ograniczyła komunikację Irańczyków z resztą świata. Blokada została wprowadzona zaledwie kilka tygodni po 20-dniowym wyłączeniu internetu podczas styczniowych protestów antyrządowych.
Iran bez internetu. Od 46 dni
Po 46 dniach ponad 93 miliony Irańczyków pozostają bez dostępu do sieci. Według londyńskiego NetBlocks - "obserwatorium internetu" nadzorującego m.in. cyberbezpieczeństwo - jest to najdłuższa w historii przerwa w dostępie do internetu w całym kraju. "Łączność z globalną siecią spadła do poziomu zaledwie 1 proc. typowych wartości" - informuje NetBlocks.
Władze Iranu oświadczyły, że blokada została wprowadzona ze względów bezpieczeństwa. Wiceminister komunikacji Ehsan Chitsaz informował w minionym tygodniu, że rząd jest zaniepokojony cyberatakami. Dodał, że ograniczenia "pomogły utrzymać stabilność komunikacji wewnętrznej".
Dostęp do internetu zawsze był w Iranie ograniczony. Obecnie mieszkańcy kraju mają dostęp jedynie do Narodowej Sieci Informacyjnej (NIN), irańskiego intranetu, który ogranicza się do usług kontrolowanych przez reżim. "To równoległa i zamknięta wersja internetu, która umożliwia dostęp jedynie do ograniczonej liczby stron" - wyjaśnia RaazNet, indyjska platforma zajmująca się cyberbezpieczeństwem.
Zamiast internetu propaganda. Dostęp dla wybranych
Irańczycy mogą konsultować strony rządowe, aplikacje bankowe, czy usługi taksówkarskie. Mają dostęp do wiadomości, ale jedynie rządowych oraz krajowych platform wiadomości, takich jak komunikatory i platformy społecznościowe Bale i Eitaa. Wszystkie one działają w oparciu o lokalne serwery. "Krajowe aplikacje do przesyłania wiadomości mają wiele wad. Nie można łatwo przesyłać zdjęć, a ich edycja jest bardzo skomplikowana" - cytuje właściciela księgarni w Teheranie brytyjska gazeta "Financial Times".
Dostęp do internetu mają niektóre grupy, w tym politycy, urzędnicy, niektórzy przedsiębiorcy oraz media. Władze oferują im "białe karty SIM" - specjalne karty mobilne przyznawane ważnym instytucjom lub osobom lojalnym wobec reżimu. "Pozwalają one na bezpośredni dostęp do platform takich jak X, Telegram czy Instagram bez konieczności używania VPN" - wyjaśnia Iran International, niezależny perski portal i telewizja. Dodaje, że użytkownikami są zwykle osoby prowadzące w sieci prorządowe narracje.
Teheran kilkakrotnie stosował blokady internetu, aby utrzymać kontrolę w czasach zagrożenia dla reżimu. Ograniczył dostęp w czerwcu ubiegłego roku, kiedy Izrael rozpoczął 12-dniowe ataki na Iran. Również podczas masowych protestów w styczniu, kiedy władze brutalnie stłumiły demonstracje, powodując śmierć tysięcy osób (Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW) wskazuje na bilans około 13 tys. zabitych po stronie demonstrantów oraz ok. 500 po stronie rządowej).
Zaryzykować. I obejść blokadę
Korzystanie z usług VPN jest w Iranie nielegalne bez oficjalnego zezwolenia rządu, a władze aktywnie blokują narzędzia tego typu. Jednak jak informuje niezależny, perski portal, dość skuteczne okazują się usługi z funkcją maskowania (obfuscation), które sprawiają, że ruch VPN wygląda jak zwykłe przeglądanie stron.
Niektórzy użytkownicy próbują korzystać z łączności satelitarnej. Do Iranu przemycono tysiące terminali, a SpaceX udostępniło usługę za darmo. Służby kraju, mając do dyspozycji rosyjskie i chińskie systemy walki elektronicznej, próbują zagłuszać sygnał satelitarny - informuje Iran International.
Pomocy próbują udzielić Irańczykom organizacje pozarządowe i giganci technologiczni tacy jak Google czy Meta. Ich eksperci starają się ułatwiać dostęp do narzędzi antycenzorskich, które przełamują blokady. Jednak ich użytkownicy muszą się liczyć z dużymi konsekwencjami. Bo takie działania mogą zostać uznane za szpiegowskie, za co grozi w Iranie kara śmierci.
Władze nie podały terminu pełnego przywrócenia dostępu do internetu. Fatemeh Mohajerani, rzeczniczka rządu, oświadczyła w zeszłym tygodniu, że ograniczenia nie są trwałe i dostęp wróci do normy po zakończeniu konfliktu - informuje "Financial Times".














