- Niewystarczająca jest kreatywność jeśli chodzi o innowacje i inwestycje. Wysoka kreatywność jest w radzeniu sobie z pozyskiwaniem (przez polskie firmy) taniej pracy - mówił podczas konferencji prasowej poświęconej prezentacji wyników ING BŚK za II kwartał główny ekonomista banku Rafał Benecki.
Korzystanie z taniej pracy - to model biznesowy, który dawał polskim przedsiębiorstwom przewagi konkurencyjne przez ponad 30 lat, zapewniając naszej gospodarce najszybszy (lub niemal najszybszy) wzrost w Europie, czyli "złoty wiek". Dzięki temu do Polski napływały również szerokim strumieniem inwestycje zagraniczne. Ten model osiągnął swój kres w okolicach połowy poprzedniej dekady i - jak mówi Stanisław Kluza z SGH, były minister finansów - wówczas zaczął powstawać "rynek pracownika". Ta zmiana była nieuchronna, spowodowana została niekorzystnym przekształceniem się piramidy demograficznej. Demograficzna presja z każdym rokiem się nasila. I w tej sytuacji polski biznes okazuje się niezwykle kreatywny. W jaki sposób?
Raport firmy doradczej Deloitte powstały na zlecenie Agencji ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) "Analiza wpływu uchodźców z Ukrainy na gospodarkę Polski" pokazuje, że w 2024 roku uchodźcy z Ukrainy przyczynili się do wypracowania 2,7 proc. PKB Polski, czyli blisko 100 mld zł poprzez wzrost produktywności po stronie polskich przedsiębiorstw oraz wzrost popytu konsumpcyjnego. Polski biznes odrobił tę lekcję. Skoro "zasoby" taniej pracy w Polsce się wyczerpały, biznes nauczył się ją importować z zagranicy.
Polska importuje tanią pracę
Według danych GUS na koniec 2025 roku pracę w Polsce wykonywało ponad 1,141 mln cudzoziemców, czyli o 7,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Badania analityków ING BŚK pokazują jednak, że liczba ta może być bardzo niedoszacowana.
- Wzrost zatrudnienia głównie wynika z zatrudnienia z cudzoziemców (…). Jest bardzo duża część nierejestrowanego importu pracowników, szacowana na pół do miliona osób - powiedział Rafał Benecki.
W taki sposób polskie przedsiębiorstwa starają się zasypać lukę demograficzną, która powoduje wzrost wynagrodzeń i wzrost ich kosztów. "Import" pracowników jest - według badań analityków ING BŚK - głównym sposobem radzenia sobie z tą presją, podobnie jak z konkurencją towarów z Chiny.
Po nałożeniu przez USA wysokich ceł na import z Chin w kwietniu ubiegłego roku, chińscy eksporterzy starają się zmienić kierunki swojej ekspansji, głównie na rynki Europy, w tym także Polski. W Europie pogłębiający się w wyniku tej ekspansji rosnący deficyt w obrotach handlowych określany jest jako "chiński szok 2.0".
Czy odpowiedź polskiego biznesu na wyzwania demograficzne oraz związane z "chińskim szokiem 2.0" jest wystarczająca? Nie jest - twierdzą analitycy ING BŚK. Polski biznes nie wykorzystuje swoich możliwości rozwojowych, a przedsiębiorstwa - tracą swoją szansę.
- Polskie przedsiębiorstwa są (…) niewystarczająco kreatywne w korzystaniu z lewara, z innowacji - mówił Rafał Benecki.
Dane o niskiej absorpcji technologii cyfrowych przez polską gospodarkę, jednym z najniższych w Unii wskaźników nakładów na badania i rozwój polskich przedsiębiorstw są niezmienne od co najmniej dekady. Teraz dochodzą jeszcze dane o wykorzystaniu narzędzi sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach. Według Eurostatu tylko nieco ponad 5 proc. polskich firm z nich korzysta, gdy w będącej liderem Danii - ok. 28 proc. Analitycy ING BŚK mówią już o awersji do innowacji polskiego biznesu.
Praca w polskich firmach jest wciąż w niewielkim stopniu zautomatyzowana. W 2024 roku na 10 tys. pracowników w Polsce przypadało 80 robotów, gdy w Korei Południowej - 1220. W znacznie bliższych nam Niemczech - liczba ta wynosiła 449. Co więcej - w latach 2022-24 polskie firmy przejawiały niechęć, aby ten stan rzeczy poprawić, bo liczba nowoinstalowanych robotów była co roku o kilka proc. mniejsza.
Lista niewykorzystanych szans
Analitycy ING BŚK w raporcie opublikowanym z okazji Europejskiego Kongresu Gospodarczego w kwietniu napisali, że polski model wzrostu gospodarczego musi w większym stopniu polegać na inwestycjach i innowacjach, a nie na pracy, która przestała być łatwo dostępna i tania. Do tego potrzebne jest większe otwarcie na finansowanie zewnętrzne. Tymczasem polskie firmy wciąż mało inwestują, a do inwestycji rzadko korzystają z kredytu.
Pierwsza połowa tego roku przyniosła lekką poprawę jeśli chodzi o udział kredytów dla firm w polskim PKB. Wartość finansowania bankowego zbliżyła się do 12 proc. PKB, co przełamało trwające od lat niemal nieprzerwane spadki. Ten wzrost - na razie powolny - następuje jednak z najniższych poziomów w historii.
Kolejną - niewykorzystaną - szansą polskich przedsiębiorstw jest możliwość ekspansji zagranicznej. Skumulowany odpływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych z Polski wynosi 4,5 proc. PKB, gdy np. z Węgier - 21,9 proc. PKB, a z Czech - 22 proc. PKB.
- Biznes powinien skalować się międzynarodowo (…). Po stronie ekspansji zagranicznej polski biznes odstaje w dół w stosunku do sąsiadów. To jest niewykorzystana szansa - powiedział Rafał Benecki.
Równocześnie w polskiej gospodarce coraz większe znaczenie będzie miał sektor usług i to on zaczyna przejmować od przetwórstwa przemysłowego rolę głównego silnika wzrostu PKB.
- Kontrybucja sektora usług będzie stopniowo się zwiększała (…), to istotne z punktu widzenia utrzymywania wzrostu gospodarczego. Jesteśmy dość optymistyczni jeśli chodzi o utrzymywanie wzrostu sektora usług - mówił Rafał Benecki.
Analitycy ING BŚK przewidują, że wpływ szoku energetycznego na wzrost gospodarczy w Polsce jest ograniczony, choć nieco osłabił konsumpcję, jednak absorpcja unijnych funduszy strukturalnych pociągnie teraz za sobą inwestycje. Cykl napływu środków unijnych przyspiesza, jest więcej wypłat, następuje też wzrost kredytu, co zapowiada poprawę w inwestycjach sektora prywatnego. Utrzymują swoją prognozę wzrostu PKB na ten rok o 3,4 proc.
Jacek Ramotowski














