Wspólny rynek był od początku fundamentem Unii Europejskiej. Powstała ona wokół trzech swobód - przepływu towarów i usług, kapitału oraz ludzi. Przez wiele lat to działało, integrowało narodowe gospodarki, dostarczało kapitału i wiedzy będących dźwignią rozwoju państw postkomunistycznych, jak Polska. Dziś trzy czwarte polskiego eksportu trafia do innych państw UE. To, co po 1957 roku zaczęło przynosić dobrobyt, 70 lat później już nie wystarcza.
Minione dekady doprowadziły do tego, że gospodarka Europy ma problem z niską produktywnością i konkurencyjnością, co brutalnie ujawniły opublikowane w 2024 roku raporty Enrico Letty i Mario Draghiego. Dotychczas kilkukrotnie podejmowane próby reform zostawały rozmyte, jak było to z koncepcją unii rynków kapitałowych, która trwa w zawieszeniu od ponad dekady. Komisja Europejska postanowiła do niej powrócić pod nazwą unii oszczędnościowo-inwestycyjnej.
Dlaczego Unia "nie dowozi"? Nie tworzy wartości dodanej? Stara się w pocie czoła. Komisja Europejska przez lata posługiwała się dyrektywami, żeby nadać spójność europejskiemu prawu i w ten sposób wzmacniać wspólny rynek. Dyrektywy pozwalały na duży margines swobody interpretacyjnej w procesach krajowej implementacji. Okazał się on na tyle duży, że KE i Parlament Europejski musiały uciec się do rozporządzeń, które miały być transponowane "dosłownie". Z tego też niewiele wyszło.
Rozporządzenia są również "rozmywane" w przepisach krajowych pod pretekstem dostosowania ich do już obowiązującego wewnętrznego prawa. Jednym z ulubionych procederów jest gold plating, czyli dodatkowe zaostrzanie przepisów lub ich wykoślawianie. Przez minioną dekadę działał tak m.in. polski ustawodawca, o ile w ogóle europejskie prawo transponował.
"Prawdziwą przeszkodą dla głębszej integracji nie jest brak ambicji ze strony Brukseli, lecz protekcjonizm ze strony państw członkowskich" - napisał na stronach Międzynarodowego Funduszu Walutowego Simon Nixon, obecnie niezależny publicysta, a w przeszłości szef komentatorów europejskich w "Wall Street Journal".
Państwa Unii nie grają do jednej bramki
Wrogiem wspólnego rynku jest nie tylko protekcjonizm, ale wieloletnie dziedzictwo prawne, które w wielu krajach tworzy okopy i pułapki na przedsiębiorców zagranicznych, uniemożliwiając im działanie albo zwiększając jego koszty. Wiceprezes jednej z większych polskich firm budowlanych opowiada na spotkaniu publicznym o tym, jak już po wybudowaniu budynku w Niemczech okazało się, że firma musi wymienić w nim wszystkie okna, co oczywiście radykalnie zmniejszyło jej marżę na kontrakcie. Okazało się, że w tym landzie obowiązują inne normy dotyczące okien niż w całych Niemczech.
Jakie są skutki takiej fragmentaryzacji wynikającej bądź z protekcjonizmu (np. francuskie monopole w transporcie publicznym), bądź z zaszłości? Według badań MFW opublikowanych jesienią 2024 roku, bariery handlowe na "wspólnym" rynku w Europie powodują koszt odpowiadający 44 proc. stawki celnej w przypadku towarów przemysłowych i 110 proc. w przypadku usług. Koszty te ponoszą unijni konsumenci i przedsiębiorstwa w postaci mniejszej konkurencyjności, wyższych cen i niższej produktywności.
Choć dane MFW o wysokości wewnętrznych barier jako ekwiwalentu stawek celnych były przez licznych ekonomistów poddawane w wątpliwość, nawet jeśli szacunki zostały zawyżone, nie ulega wątpliwości, że europejski rynek nie jest w pełni zintegrowany, liczne przepisy krajowe są po to, by tworzyć bariery wejścia, a państwa hołubią swoje monopole. Grają przeciwko sobie.
Co to jest 28. system?
Idea 28. systemu prawnego (po raz pierwszy zaproponowana w 2009 roku, a więc tuż po wielkim globalnym kryzysie finansowym) ma położyć kres dowolności w transpozycjach i choć częściowo doprowadzić do - jak dowodzi dotychczasowa praktyka - niemożliwej do osiągnięcia harmonizacji prawa 27 państw członkowskich. Przynajmniej w pewnym zakresie ma utworzyć prawdziwy wspólny rynek.
Na czym system miałby polegać? W dalekim uproszczeniu: przedsiębiorstwo mogłoby opcjonalnie wybrać 28. system jako podstawę prawną swojej działalności i funkcjonować w całej Unii kierując się takimi samymi normami zamiast dostosowywać swoją działalność do 27 różnych systemów krajowych.
"Ten nowy schemat proponuje jednolity, zharmonizowany zestaw przepisów, który pozwoliłby firmom na prowadzenie działalności w UE, zamiast być związanymi przepisami jednego państwa członkowskiego. Ma on na celu uczynienie Europy gospodarką przyjazną dla startupów" - napisali Antonio Aloisi i Sara Kabiri z hiszpańskiego Uniwersytetu IE na stronach portalu naukowego "The Conversation".
Dodajmy tu, że KE proponując aktualną wersję 28. systemu ogranicza ambicje jedynie do "młodych i małych innowacyjnych firm", czyli startupów. Na marginesie - już teraz widać zasadniczy problem ze stworzeniem definicji, jakie firmy będą mogły wybrać opcję działalności na podstawie 28 systemu. Wcześniejsza wersja projektu - zalecana w raporcie Enrico Letty - mówiła o 28. systemie obejmującym całość prawa spółek handlowych, łącznie z prawem upadłościowym, finansowym, księgowym oraz regulacjami dotyczącymi zatrudnienia.
28. system prawny w UE. Jakie są obawy?
Według Antonio Aloisiego i Sary Kabiri propozycja KE ma silne wsparcie funduszy venture capital i stowarzyszeń startupów, gdyż widzą w tym szansę na stworzenie formuły prawnej podobnej do spółki typu C z Delaware, w jakiej działają liczne "jednorożce" z USA. To powód dla którego - zgodnie z badaniami Ricarda Reisa z London School of Economics - "jednorożce" (młode spółki, które szybko osiągnęły wartość 1 mld dolarów) opuszczają UE i przenoszą się do USA w tempie 120 razy szybszym niż w drugą stronę. Najsprawniej w Europie hoduje "jednorożce" Francja, jest ich tam już 20, ale ostatniego widziano w 2024 roku.
Obawy w związku z 28. systemem podnoszą związki zawodowe, przekonane o ryzykach związanych z naruszaniem praw pracowników czy też otwarciem furtki dla dumpingu socjalnego, dzięki któremu w swoim czasie polskie firmy transportu drogowego zbudowały potęgę na unijnym rynku. Związki argumentują, że skoro firmy mogą wybrać ramy prawne, wybiorą te, które umożliwią im obniżenie kosztów pracy.
28. system da podstawę prawną do działania stosunkowo wąskiej grupy przedsiębiorstw, ale i tak będzie musiał zostać "uzgodniony" w każdym kraju z obowiązującym tam prawem pracy, podatkowym czy z przepisami upadłościowymi.
"Zabezpieczenia zadecydują zatem, czy projekt okaże się użytecznym uproszczeniem, czy też ograniczeniem praw pracowniczych. Jedną z opcji byłoby całkowite wykluczenie prawa pracy, podatków i niewypłacalności, tak aby system harmonizował jedynie prawo spółek i procedury, a prawa pracownicze pozostały nienaruszone. Inną opcją byłoby wprowadzenie jasnych przepisów kolizyjnych, które gwarantowałyby standardy kraju przyjmującego w zakresie partycypacji pracowników i negocjacji zbiorowych" - napisali Antonio Aloisi i Sara Kabiri.
"W obu przypadkach klauzule przeciwko unikaniu opodatkowania, cyfrowy rejestr UE i ścisła współpraca inspekcji pracy i organów podatkowych będą miały kluczowe znaczenie dla zapobiegania nadużyciom" - dodali.
Czy KE wróci do dalej idących ambicji w związku z 28. systemem? Będzie to konieczne, jeśli projekt unii oszczędnościowo-inwestycyjnej ma się powieść. Chodzi przecież o jednakowe, paneuropejskie zasady emisji papierów wartościowych różnego rodzaju, warunki emisji, standardy prospektu, raportowania, prawa akcjonariuszy, w tym mniejszościowych, obligatariuszy, zasad oferowania instrumentów inwestycyjnych itp. To ogromny projekt.
"Pilna potrzeba realizacji agendy jednolitego rynku"
Tymczasem jednak - jak przekonuje Quentin Clarenne, dyrektor w firmie doradczej Deloitte Luxemburg - luka pomiędzy możliwościami inwestycji a depozytami w strefie euro wynosi 7,2 biliona euro. Według szacunków Komisji Europejskiej od 300 do 400 mld euro oszczędności Europejczyków odpływa rocznie do USA, żeby zasilać tamtejszy rynek kapitałowy. Według Raportu Mario Draghiego, Europa potrzebuje dodatkowych ok. 800 mld euro inwestycji rocznie, żeby wypełnić lukę w produktywności wobec USA.
- Te "uśpione" depozyty to szansa dla wygenerowania inwestycji i zwiększenia rynku kapitałowego w stosunku do USA - mówił Quentin Clarenne podczas grudniowego Kongresu Bankowości Detalicznej.
Stopa oszczędności europejskich gospodarstw domowych wynosi ok. 15 proc. PKB i jest ok. trzykrotnie wyższa niż w USA, ale to Amerykanie inwestują w akcje 4,6 dolara wobec jednego dolara zainwestowanego w nie przez Europejczyków. Dlaczego? Rozdrobniony rynek wewnętrzny nie daje wystarczających stóp zwrotu.
To przesądza o słabości europejskiego rynku kapitałowego. Według danych MFW, całkowita kapitalizacja rynkowa giełd papierów wartościowych Unii wynosiła w 2024 roku ok. 12 bilionów dolarów, czyli 60 proc. PKB, gdy dwie największe amerykańskie giełdy miały łączną kapitalizację 60 bilionów dolarów, czyli ponad 200 proc. PKB USA. Tymczasem na paneuropejskiej giełdzie Euronext, powstałej z połączenia rynków w Paryżu, Brukseli i Amsterdamie, odbyły się w 2025 roku zaledwie dwie IPO (pierwsze oferty publiczne), z których spółki pozyskały ledwo co ponad 100 mln euro. To najmniej od powstania tego rynku.
"Wszystko to podkreśla pilną potrzebę dokończenia realizacji agendy jednolitego rynku" - napisał Alfred Kammer, dyrektor Departamentu Europejskiego MFW, na stronach Funduszu.
MFW podkreślał wielokrotnie, że działania krajowe - w polityce przemysłowej, polityce rynku pracy, budowania kapitału ludzkiego i w polityce podatkowej - powinny być w Unii podporządkowane ambicjom regionalnym. Losy 28. systemu pokażą, czy Europa jest zdolna do spełniania tych ambicji. Świadomość, że Europa musi je spełnić albo zginąć, nie jest jeszcze wystarczająco silna.
Jacek Ramotowski














