Ekonomista zapewnia, że dostrzega wyraźne podobieństwa między obecną sytuacją a tą z 2008 roku. Twierdzi, że na rynku też powstaje bańka, która "będzie znacznie większa, a ludzie popadną w jeszcze większe długi, niż kiedykolwiek wcześniej".
Jednym z podobieństw, na jakie wskazał, jest fakt, że teraz, podobnie jak przed laty, nikt oficjalnie nie nazywa tego kryzysem finansowym.
- Nawet gdy w 2007 roku rynek kredytów hipotecznych subprime (kredyt bankowy wysokiego ryzyka, udzielany osobom o niskiej zdolności kredytowej - red.) rósł, ludzie upierali się, że wszystko jest w porządku. Słyszymy to samo dzisiaj, gdy ten kryzys się rozwija - zapewniał.
Schiff oskarża Fed
Jedną z osób, które zapewniają o stabilności systemu finansowego, jest kierujący Fed Jerome Powell. W marcu, kiedy Rezerwa Federalna po raz ostatni podniosła stopy procentowe, Powell uspokajał, że amerykański system bankowy jest "zdrowy i odporny". Wyraził tę opinię pomimo że krótko wcześniej upadły trzy amerykańskie banki - Silicon Valley Bank, First Republic Bank i Signature Bank, a rząd musiał gwarantować depozyty ich klientów.
Zdaniem Schiffa, to Fed wywołał bańkę, która w 2008 r. doprowadziła do kryzysu finansowego, a teraz "pompuje następną". Przyczyną, przez którą system bankowy USA staje się niestabilny, jest polityka pieniężna Fed, m.in. utrzymywanie przez ponad dekadę niskich stóp procentowych. W tym czasie - argumentował ekonomista - banki "gromadziły niskodochodowe, długoterminowe obligacje skarbowe i papiery wartościowe".
Przy niskich stopach były zmuszone do szukania inwestycji o wyższej dochodowości. Były w stanie podjąć ryzyko, bo rząd gwarantuje rachunki bankowe. - To stworzyło pokusę nadużycia. Klientów nie obchodziło, co banki robią z ich pieniędzmi, ponieważ wiedzieli, że rząd ich wykupi - argumentował Schiff.
Banki zdają egzamin z inflacji
Teraz amerykańskie banki muszą sobie radzić z rosnącą inflacją i spowolnieniem gospodarczym. Zdaniem Schiffa, podczas dewaluacji pieniądza i niskich stóp procentowych, nie będą w stanie zrekompensować straty. To zaś doprowadzi do wypłacania przez klientów gotówki. - Ale pieniędzy tam nie ma. Jedynym sposobem jest wydrukowanie ich przez Fed, co przyspieszy spiralę inflacji - roztacza wizję były kandydat na prezydenta USA.
Schiff przypomniał, że dodruk niszczy wartość wszystkich pieniędzy, które są w obiegu.
- Tak więc Amerykanie poniosą stratę dlatego, że są właścicielami dolarów amerykańskich - zapewnił ekonomista. Uważa, że z powodu ratowania banków spadną zarobki. Ryzyko zagrozi też depozytom bankowym, również tym w wypłacalnych instytucjach finansowych. - Dlatego nie ma znaczenia, czy twój bank upadnie. Każdy, kto ma konto bankowe, straci siłę nabywczą, bo rząd nie pozwoli bankom upaść - prognozował Schiff.
Buffett też jest pesymistą
Przed upadkiem kolejnych amerykańskich banków ostrzegał kilka dni temu Warren Buffett. Jeden z najsłynniejszych inwestorów świata, zwany "wyrocznią z Omaha", twierdził, że sytuacja w sektorze finansowym USA jest daleka od ideału i przewidywał nowe komplikacje. Wbrew temu, co powiedział Schiff, Buffett uspokajał posiadaczy depozytów, zapewniał, że nic im nie grozi. Ostrzegał zaś akcjonariuszy, którzy - twierdził - najbardziej ucierpią na upadkach banków, bo "organy regulacyjne nie będą ich ratowały".
Ewa Wysocka













