W skrócie
- Dr Łukasz Bolikowski, Chief AI Officer w Comarch, zapytany o przyszłość tzw. białych kołnierzyków, twierdzi, że pracownicy przejdą radykalną zmianę pod wpływem AI, jednak zawody te nie znikną.
- Jego zdaniem w najbliższych latach - wraz w rozwojem sztucznej inteligencji - będzie dużo łatwiej stać się młodym przedsiębiorcą prowadzącym jednoosobową firmę.
- W rozmowie z Biznes Interią zwraca uwagę na dużą przepaść między potencjałem AI a jej faktycznym wdrożeniem w firmach, gdzie większość zmian ma charakter punktowy, a reorganizacja procesów jest ewolucyjna.
- W jego ocenie młodzi ludzie mogą być lepiej przygotowani do rewolucji sztucznej inteligencji na rynku pracy niż pracownicy z dłuższym stażem, a kluczowa staje się umiejętność delegowania zadań i precyzyjnej komunikacji z "agentami" AI.
- Zaznacza, że w dyskusji na temat przyszłości takich zawodów, jak analitycy, marketerzy czy programiści, nie da się wyrokować w perspektywie lat, a zaledwie miesięcy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Sebastian Tałach, Biznes Interia: W perspektywie najbliższych 2, 5, może 10 lat pojęcie "białych kołnierzyków" w obecnym rozumieniu wciąż będzie aktualne?
Dr Łukasz Bolikowski, Chief AI Officer w Comarch: - Po pierwsze, ograniczmy się do perspektywy około dwóch lat, bo wydaje mi się, że ktokolwiek rozsądny - przy obecnej transformacji i rewolucji technologicznej, która jest prawdopodobnie największą rewolucją technologiczną, być może nawet większą niż rewolucja przemysłowa - nie powinien mówić o perspektywie dziesięciu lat. Ja nie podejmuję się w ten sposób do tego podchodzić. Nawet w perspektywie pięciu lat jest to trudne, bo na przykład pięć lat temu nie mieliśmy jeszcze ChataGPT. Każdy kwartał zaskakuje nas jakąś nowinką.
Jednak w debacie publicznej coraz częściej pojawia się teza, że AI może szczególnie mocno uderzyć w pracę umysłową - analityków, marketerów, prawników czy programistów.
- Owszem, mamy pewne wyobrażenie tego, jak będzie wyglądać najbliższa przyszłość. Myślę raczej w perspektywie 6-12-18 miesięcy, ewentualnie jak mogą wyglądać najbliższe dwa lata, biorąc pod uwagę to, co wiemy dzisiaj.
W takim razie, co można powiedzieć w bliższej perspektywie?
- Jestem przekonany, że te stanowiska będą wciąż istniały, natomiast przejdą radykalną zmianę - metamorfozę. Zmieni się charakter pracy pracownika umysłowego. Każdy, kto pracuje z komputerem, będzie wykonywał swoją pracę inaczej w perspektywie najbliższych kilku lat.
- Największą zmianą paradygmatu jest to, że każdy pracownik - niezależnie od szczebla - stanie się menedżerem dla agentów.
Co to oznacza?
- Chodzi o agentów AI. Oznacza to zmianę kompetencji niezbędnych do wykonywania swojej pracy. Kompetencje menedżerskie to coś, czego uczymy się w czasie naszej kariery. To jest umiejętność delegowania zadań, dawania konstruktywnego feedbacku, weryfikacji wyników, znalezienia złotego środka pomiędzy mikrozarządzaniem a pozostawieniem autonomii maszynie.
- Do tej pory były to kompetencje typowo menedżerskie, których uczyła się i które doskonaliła kadra kierownicza. Natomiast w najbliższym czasie, przez to, że każdy pracownik zostanie wyposażony - nazwijmy to - w swoich "podwładnych" agentów, każdy pracownik umysłowy będzie de facto pełnił rolę menedżera.
Jestem przekonany, że te stanowiska będą wciąż istniały, natomiast przejdą radykalną zmianę - metamorfozę. Zmieni się charakter pracy pracownika umysłowego. Każdy, kto pracuje z komputerem, będzie wykonywał swoją pracę inaczej w perspektywie najbliższych kilku lat.
- To wymaga ogromnych nakładów związanych z edukacją pracowników - z przeszkoleniem i przygotowaniem ich do takiej zmiany myślenia.
Tylko czy firmy są na to gotowe. W wielu analizach pojawia się paradoks: technologia teoretycznie może już wykonywać dużą część pracy biurowej, ale realne wdrożenia są wciąż ograniczone. Jak duża jest dziś - z pana doświadczenia - różnica między możliwościami AI a jej faktycznym wykorzystaniem w firmach?
- Nie wiem, czy stawiałbym tutaj Polskę jako ekstremum. Myślę, że na całym świecie - łącznie z Doliną Krzemową - istnieje dziś duża przepaść między tym, co jest możliwe, a tym, co faktycznie robimy w tej chwili.
- Parę dni temu szerokim echem odbiła się analiza firmy Anthropic, która pokazuje tzw. wykres pajęczaka, który zestawia potencjał AI z realizacją - czyli to, co AI mogłoby dla nas zrobić, z tym, co rzeczywiście robi obecnie.
- Nawet Andrej Karpathy - jeden z twórców i liderów AI w największych amerykańskich firmach technologicznych, człowiek o ogromnym doświadczeniu - mówił niedawno, że ma poczucie, iż nie wykorzystuje w pełni jego potencjału.
Mocna refleksja.
- I to mówi człowiek, który wykształcił całe pokolenie specjalistów od AI. Ta przepaść - między potencjałem a faktycznym wykorzystaniem - jest czymś, co wszyscy czujemy. Wszyscy mamy poczucie, że potencjał jest znacznie większy niż to, co robimy dzisiaj. I to jest największe wyzwanie.
W ostatnich miesiącach wiele firm zdecydowanie ruszyło do reorganizacji swoich zespołów pod kątem AI. Niektóre nawet redukują zatrudnienie. Inne mocniej inwestują w nowe kompetencje. Jak wygląda to z perspektywy firmy, która realnie rozwija i wdraża rozwiązania AI?
- Na razie mamy wciąż jeszcze podejście ewolucyjne, bez radykalnej zmiany procesów. Usprawniamy tu i ówdzie poszczególne zadania, ale większość procesów pozostaje taka, jaka była historycznie.
- Firmy są w określony sposób poukładane, a zmiany procesów to zazwyczaj dość trudne przedsięwzięcia. W dużej mierze więc te procesy wyglądają tak jak wcześniej. Wprowadzamy raczej usprawnienia punktowe - poprawiamy jakiś fragment, przyspieszamy wycinek pracy.
Bo firmy nie mają odwagi?
- Jest to skomplikowana transformacja organizacji - niezwykle złożone przedsięwzięcie. Ja przez blisko dekadę pracowałem w firmie doradczej, która specjalizowała się w transformacjach związanych z AI i narzędziami technologicznymi.
- Około 30 procent nakładu pracy to sam model AI i jego otoczka technologiczna - kwestie dostępu, bezpieczeństwa, spraw własności, a także osadzenie i wdrożenie rozwiązania w organizacji.
(...) W najbliższym czasie, przez to, że każdy pracownik zostanie wyposażony - nazwijmy to - w swoich "podwładnych" agentów, każdy pracownik umysłowy będzie de facto pełnił rolę menedżera.
- Natomiast około 70 procent wysiłku to zmiana procesów i zmiana sposobu myślenia ludzi. I to dotyczy właściwie każdej organizacji bez wyjątku. Każda duża organizacja na świecie mierzy się z tym samym problemem: nie wystarczy zainstalować nowe narzędzie AI. Trzeba zmienić procesy myślenia i procesy działania, żeby osiągnąć pełną wartość z wykorzystania takiego narzędzia.
Natomiast w miarę jak firmy wprowadzają AI, pojawiają się też nowe role i kompetencje. W praktyce można już mówić o "nowym rodzaju pracownika"?
- Już mamy partnera AI, który pomaga szybciej zrealizować jakiś krok w procesie.
W których zatem obszarach AI rzeczywiście zwiększa produktywność pracowników, a w których eliminuje potrzebę wykonywania pewnych zadań przez ludzi?
- Jestem przekonany, że każda osoba, która korzysta z komputera i klawiatury, jest w stanie przyspieszyć swoją pracę, stać się bardziej produktywna albo dostarczać wyższej jakości wyniki dzięki współpracy z AI.
- Nie chodzi wyłącznie o prędkość działania. Chodzi także o to, że jesteśmy w stanie unikać pewnych błędów - AI potrafi wychwycić różnego rodzaju problemy. Dzięki temu właściwie każdy pracownik, bez wyjątku, jest w stanie osiągnąć takie korzyści.
- Jednym z obszarów szczególnie interesujących jest wytwarzanie oprogramowania. Rola programisty przestaje sprowadzać się do osoby, która znak po znaku wpisuje kolejne linie kodu.
No i tutaj wraca jak bumerang pytanie: programiści w końcu znikną czy nie - a przynajmniej ci na juniorskim etapie kariery?
- Zaczęło się od ewolucji - przynajmniej na poziomie autouzupełniania - gdzie duża część kodu pisana przez programistę jest częściowo uzupełniana przez AI. Idziemy natomiast w stronę głębszej zmiany paradygmatu, w której twórca oprogramowania pisze specyfikację - często dokładniejszą i bardziej precyzyjną niż historycznie - opisującą to, co chcemy osiągnąć: jakie są zadania, jakie wyzwania, jak będzie wyglądała weryfikacja efektu.
- Człowiek zaczyna delegować zadania do AI. Jest to jeszcze pewnego rodzaju awangarda, na konferencjach AI firmy zaczynają chwalić się pierwszymi sukcesami na tym polu. Wierzę jednak, że w perspektywie 12-18 miesięcy stanie się to standardem w branży, bo mamy już wszystkie potrzebne narzędzia. To, czego jeszcze brakuje, to procesy - i właśnie nad ich wypracowaniem teraz pracujemy.
W wielu analizach pojawia się, że przed największym wyzwaniem podczas rewolucji sztucznej inteligencji staną młode osoby. Mogą mieć trudniejszy start na rynku pracy, bo AI "przejmuje" część prostszych zadań wykonywanych dotąd przez juniorów. Rzeczywiście widać dziś spowolnienie rekrutacji na te najniższe stanowiska?
- Powiem tak: trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ widzę jednocześnie zarówno zagrożenia, jak i szanse dla młodych ludzi, którzy wkraczają na rynek pracy. Mówię o tym także jako ojciec młodego człowieka, który już za kilka lat sam wejdzie na rynek pracy. Wolę więc kłaść nacisk na szanse i dążyć do pozytywnych rozwiązań.
To pomówmy zatem o tych szansach, żebyśmy nie szukali tylko ciemnych stron tej rewolucji.
- Młodzi ludzie są - można powiedzieć - "nieskażeni" dotychczasowymi sposobami myślenia i pracy. Wychowali się w środowisku, w którym naturalne jest to, że pewne zadania deleguje się agentowi AI. Widzimy to zarówno w pracy, jak i w zabawie i różnego rodzaju interakcjach czy nauce.
- Uczą się więc, jak pracować z agentami AI i rozumieją, co naprawdę jest możliwe do osiągnięcia dzięki nowym technologiom. Ich umysł jest bardziej plastyczny, mają większą łatwość przyswojenia nowego sposobu pracy z agentami.
- Natomiast pracownikom z 20-30-letnim stażem pracy, którzy są przyzwyczajeni do określonego sposobu działania, może być trudniej się przestawić. Dlatego właśnie tutaj upatruję szansy dla młodych ludzi - wejście w świat, w którym kompetencje związane z AI i umiejętność bycia menedżerem agentów staną się kluczowe, może być dla nich łatwiejsze niż dla tych, którzy już są na rynku pracy i muszą zmienić swój dotychczasowy sposób myślenia.
Czyli to starsi, bardziej doświadczeni pracownicy mocniej obawiają się rewolucji AI, a dla młodych pracowników nie musi to wcale być rewolucja - nie odczuwają takiego strachu? Może zbyt dużą wagę przywiązujemy do tego problemu.
- Taką mam hipotezę. Z natury nie lubię wypowiadać się na tematy, co do których nie mam głębokiego rozeznania w twardych danych - to jest wyłącznie moja intuicja.
- Nie mam ani twardych danych, ani badań, które mogłyby to potwierdzić. Wiem, że w tej kwestii nie można wyciągać zbyt daleko idących wniosków.
- Moim zdaniem młodzi ludzie mogą łatwo odnaleźć się na rynku pracy i będą mieć kompetencje, które są bardzo pożądane i stają się kluczowe. Będzie dużo łatwiej stać się młodym przedsiębiorcą prowadzącym jednoosobową firmę. Ponieważ, np. trzymając się tematu oprogramowania, łatwość jego tworzenia rośnie, co odnosi się też do wszystkich innych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej, takich jak sprzedaż czy marketing.
- Osoba, która potrafi współpracować z agentami, będzie w stanie zbudować swoją organizację i delegować pracę tak, aby agenci realizowali zadania w imieniu przedsiębiorcy.
- Połączenie przedsiębiorczości z elastycznością i otwartością na nowe technologie sprawi, że tacy ludzie będą atrakcyjni zarówno dla dużych firm, jak i jako samodzielni przedsiębiorcy. Myślę, że ich znaczenie będzie większe niż obecnie.
Jak zatem młodzi ludzie - po studiach - wkraczający na rynek pracy powinni dziś planować swoją ścieżkę rozwoju zawodowego? Czy powinni koncentrować się konkretnie na specjalizacji w sztucznej inteligencji, rozwijaniu kompetencji interdyscyplinarnych, czy raczej dalej pogłębiać wiedzę w wybranej, tradycyjnej dziedzinie?
- Zdecydowanie traktuję AI trochę tak jak - używając porównania do naszych wcześniejszych narzędzi pracy - umiejętność pracy z Excelem czy Office'em. To nie jest tak, że w firmie mamy specjalistów od Excela, do których trzeba się zgłaszać, gdy coś trzeba zrobić z arkuszem kalkulacyjnym. Excela używa każdy i nikt nie robi z tego swojej wyjątkowej przewagi konkurencyjnej.
Będzie dużo łatwiej stać się młodym przedsiębiorcą prowadzącym jednoosobową firmę. (...) Trzymając się tematu oprogramowania, łatwość jego tworzenia rośnie, co odnosi się też do wszystkich innych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej, takich jak sprzedaż czy marketing.
- Przewagę konkurencyjną ma ten, kto potrafi wykorzystać Excela w połączeniu ze swoją wiedzą w konkretnym obszarze. Myślę, że analogicznie będzie teraz z AI.
Czyli AI jako narzędzie, a nie "nowy pracownik"?
- Tak, AI jest pewnym narzędziem, które jest absolutnie niezbędne, natomiast prawdziwą wartość przynosi wtedy, kiedy wykorzysta się je do realizacji własnych pasji, budowania konkretnych zadań, w połączeniu z wiedzą dziedzinową - coś, co będzie realnie użyteczne. Tak jak do tej pory, ludzie początkujący i eksperci w danych obszarach dziedzinowych będą korzystać z AI jako wsparcia, które demokratyzuje dostęp do wiedzy i kompetencji. Natomiast eksperci nadal będą istnieć i odgrywać kluczową rolę.
Jeśli miałby pan wskazać jedną kompetencję, którą młodzi ludzie powinni dziś rozwijać, aby być konkurencyjni na rynku pracy w erze AI - co by to było?
- Oprócz tego, co zawsze - czyli podążania za swoimi pasjami i rozwijania wiedzy dziedzinowej - kompetencje w używaniu AI jako narzędzia są zdecydowanie ważne.
Co to oznacza w praktyce?
- Zachęcam każdego młodego człowieka, żeby poświęcił czas na rozmowę z AI i uczenie się delegowania zadań, zrozumienia, na ile można pozwolić AI wykonywać zadania, oraz jak precyzyjnie trzeba się wyrażać.
- W dużej mierze jest to umiejętność precyzyjnego wyrażania swoich potrzeb. To są kompetencje komunikacyjne, ale jest to specyficzny rodzaj komunikacji. Nie jest to komunikacja interpersonalna, tu mniejsze znaczenie mają język ciała czy ton, a większe znaczenie odgrywa precyzja wypowiedzi, określenie oczekiwań i praca w sprzężeniu zwrotnym.
- Ważne jest też poznanie granic takich agentów, bo trzeba mieć świadomość, że z jednej strony są to fantastyczne narzędzia, które dają zupełnie nieprzewidziane możliwości, ale mają też swoje ograniczenia.
- Rozumienie, gdzie przebiegają te granice jest kluczowe - z jednej strony, aby ich nie przekraczać, bo w przeciwnym razie trafiamy w obszar halucynacji, błędnych wyników i nadmiaru pracy związanej z korektą. Z drugiej strony, nie należy zatrzymywać się zbyt wcześnie, przed tym, gdzie te granice istnieją. Chodzi o to, aby zrozumieć pole, w którym możemy współpracować z agentami i co jesteśmy w stanie zrealizować wspólnie.
Wiem, że nie lubi pan wybiegać tak daleko w przyszłość, ale - patrząc na aktualne trendy - czy w dłuższej perspektywie AI bardziej zwiększy produktywność i stworzy nowe zawody, czy raczej doprowadzi do trwałego zmniejszenia liczby dobrze płatnych, "bezpiecznych" z punktu widzenia stabilności zatrudnienia, stanowisk biurowych?
- Trudno jest ekstrapolować, bo żyjemy w bezprecedensowych czasach, ale jeśli spojrzymy historycznie i spróbujemy jakoś odnieść to do tego, co było wcześniej, to istnieje coś takiego jak "paradoks Jevonsa", który mówi, że paradoksalnie podaż taniej technologii generuje jeszcze więcej zawodów i pracy.
- Okazuje się, że dziś każdy może zostać programistą, malarzem czy muzykiem, a to oznacza większe możliwości pracy. Dzięki temu będziemy w stanie zrobić rzeczy, które wydawały się niemożliwe jeszcze 5-10 lat temu.
- Jestem w tym obszarze optymistą, choć oczywiście charakter tych prac się zmieni. Pewnego rodzaju przekwalifikowanie się będzie niezbędne.
Rozmawiał Sebastian Tałach














