"(…) innowacyjność na poziomie firm jest wyzwaniem, choć polski system innowacji bardzo się poprawił" - napisał Bank Światowy w raporcie.
O co chodzi z tym rozwojem imitacyjnym, który dodał skrzydeł polskiej gospodarce i uczynił z niej najszybciej (lub prawie najszybciej) rosnącą w Europie?
O sukcesie polskiej gospodarki zdecydował zagraniczny kapitał, który w Polsce ulokował swoje przedsiębiorstwa, głównie z sektora przemysłu wytwórczego. Miały one gotowe technologie i wdrażały je w polskich zakładach. Miały także gotowe wzorce organizacji pracy, gotowe maszyny, finansowanie itp. Potrzebowały tylko rąk do pracy. Polscy pracownicy byli relatywnie dobrze wykształceni i… bajecznie tani. To właśnie stanowiło o przewadze konkurencyjnej.
Raport Banku Światowego stwierdza, że ten model przynosi efekty do dziś, ale polska gospodarka wyraźnie dzieli się na dwie części. Jak wygląda ta pierwsza? Zaledwie 0,5 proc. wszystkich firm w Polsce należy do cudzoziemców, ale to firmy zagraniczne i polskie duże przedsiębiorstwa odpowiadają za nieproporcjonalnie wysoki udział wartości dodanej, wydatków na badania i rozwój, eksportu i inwestycji. Firmy z kapitałem zagranicznym dają ok. 44 proc. wartości eksportu towarów i usług z Polski.
Co więcej, to właśnie centra badań i rozwoju zagranicznych firm zlokalizowanych w Polsce odpowiadają za znaczną część nakładów na badania i rozwój, które w statystykach przypisywane są Polsce. Polska gospodarka czerpie z tego jednak bardzo ograniczone korzyści, gdyż lwia ich część przypada właścicielom praw własności intelektualnej.
Statystyki Eurostatu mówią, że ok. 60 proc. wydatków przedsiębiorstw na badania i rozwój w Polsce koncentruje się w usługach biznesowych, podczas gdy w Unii - prawie dwie trzecie z nich przypada na przemysł. Prawie połowa wydatków na usługi biznesowe jest przeznaczana na usługi informatyczne i telekomunikacyjne. To pokazuje, że polski sektor przemysłowy nadal opiera się na imitacji, zwłaszcza przez import gotowych rozwiązań technologicznych od zagranicznych firm-matek.
Druga polska gospodarka
A jak wygląda druga część polskiej gospodarki? To średnie, małe i mikrofirmy, których imię jest legion. W Polsce 34 proc. zatrudnionych pracuje w mikrofirmach, w porównaniu do zaledwie 19 proc. w Niemczech. Tam z kolei 41 proc. pracowników jest zatrudnionych w dużych przedsiębiorstwach (ponad 250 osób), podczas gdy w Polsce - 23 proc.
To właśnie różnica w strukturze podmiotów gospodarczych przesądza o produktywności, gdyż im mniejsza firma, tym - statystycznie - jest mniej produktywna. Dlatego produktywność pracy w Polsce pozostaje w tyle. Producent w naszym kraju potrzebuje prawie trzy razy więcej pracowników, aby wytworzyć taką samą produkcję jak w przeciętnej firmie niemieckiej.
Bank Światowy wyliczył, że w 2023 roku produktywność pracy, mierzona wartością dodaną brutto na zatrudnionego, wynosiła zaledwie 39 proc. średniej niemieckiej w przemyśle przetwórczym. Była też niższa niż na Węgrzech i w Czechach. W innych sektorach było podobnie - produktywność w polskich przedsiębiorstwach budowlanych stanowiła 37 proc. niemieckiej, a 44 proc. - produktywność w usługach.
"We wszystkich sektorach polskie firmy potrzebują ponad dwukrotnie więcej pracowników niż średnia UE, aby wygenerować równoważną produkcję" - napisał Bank Światowy.
Póki dwaj pracownicy mogą wykonać tę samą pracę, co jeden, za niższą od tego jednego zapłatę - rachunek się zgadza - cena wyprodukowanego towaru może być niższa niż u konkurencji. Tylko - jak stwierdza Andrzej Halesiak, ekonomista, członek rady nadzorczej Polskiego Funduszu Rozwoju - rosnące koszty pracy i energii sprawiają, że polskie firmy muszą szukać innych przewag niż cena.
"(…) muszą nauczyć się konkurować przez wyróżnianie się na rynku. Wyróżnienie wymaga innowacji - niekoniecznie technologicznej, rozumianej szeroko: w procesach, modelach biznesowych, projektowaniu, obsłudze klienta" - napisał na blogu "Rytm życia, rytm gospodarki".
Bank Światowy w raporcie stwierdza, że to, czy Polska będzie się dalej rozwijać, zależy od wzrostu produktywności. A innowacje są tego warunkiem koniecznym.
"W obliczu starzenia się społeczeństwa i wyzwań strukturalnych, takich jak niskie stopy inwestycji prywatnych, przyszły wzrost będzie w dużej mierze zależał od wzrostu produktywności" - napisano w raporcie.
Co to są innowacje?
Innowacje łączą akumulację i interakcję kapitału fizycznego, ludzkiego i wiedzy, które są czynnikami napędzającymi wzrost produktywności. W centrum innowacji powinny znajdować się firmy, które wprowadzają, adaptują i tworzą technologie. To właśnie ich możliwości ostatecznie decydują o tym, czy wiedza przełoży się na wzrost produktywności.
Oczywiście do tego potrzebny jest publiczny, dobrze zorganizowany system: publiczne organizacje badawcze i uniwersytety, które prowadzą badania podstawowe, szkolą kapitał ludzki i dostarczają go sektorowi prywatnemu. Rząd i instytucje państwa odgrywają ważną rolę przez tworzone regulacje, dostarczane zachęty i takie metody zarządzania, które mogą wspierać lub ograniczać innowacyjność.
Do tego, żeby w gospodarce tworzyć innowacje, potrzebni są również inni pośrednicy - instytucje zajmujące się transferem technologii, dostawcy kapitału wysokiego ryzyka, inkubatory i stowarzyszenia biznesowe. Potrzebna jest infrastruktura umożliwiająca nawiązywanie przez firmy kontaktów z dostawcami wiedzy i finansowania. Równie ważne jest rozprzestrzenianie i absorpcja globalnych pionierskich technologii przez lokalne firmy - stwierdza międzynarodowa instytucja finansowa.
"(…) produktywność i innowacyjność nie wynikają jedynie ze wzrostu wydatków na badania i rozwój, lecz z efektywnego funkcjonowania całego systemu interakcji. Wąskie
gardła mogą pojawić się w dowolnym jego obszarze: od słabych umiejętności zarządczych i słabych kanałów finansowania, po sztywne rynki pracy lub niewystarczające mechanizmy dyfuzji technologii" - napisano w raporcie.
"Dziurawe sito" innowacji
Raport Banku Światowego przyznaje, że od 2015 roku Polska odnotowuje ponadprzeciętny wzrost innowacyjności. Ale innowacyjność w gospodarce nie jest "rozproszona" równomiernie. Tylko 15 proc. polskich małych i średnich przedsiębiorstw wprowadziło nowe lub ulepszone produkty w ostatnich latach, w porównaniu ze średnią UE wynoszącą 27 proc. To pokazuje, że ten sektor ma umiarkowany potencjał w innowacyjności.
W 2023 roku wydatki przedsiębiorstw na badania i rozwój w Polsce wynosiły około 1,0 proc. PKB, czyli poniżej średniej UE wynoszącej 1,51 proc. Co ma jednak zasadnicze znaczenie - sektor prywatny ponosi o wiele mniejsze nakłady na badania i rozwój - zaledwie 40 proc. całkowitych - w porównaniu do 60-70 proc. w najbardziej innowacyjnych gospodarkach. Luka ciągle jest duża.
Choć wydatki na badania i rozwój ogółem wzrosły w Polsce ponad dwukrotnie od 2000 roku (0,64 proc. PKB w 2000 roku do 1,53 proc. w 2023 roku), nadal pozostają znacznie poniżej średnich UE i krajów Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Wciąż daleko jest do celu osiągnięcia przez te wydatki 2,5 proc. PKB w 2030 roku. Samo ich zwiększanie nie musi być skuteczne.
"Polski ekosystem innowacji przypomina w tej chwili dziurawe sito - pompowanie w nie większych zasobów finansowych przyniesie efekt proporcjonalny do wielkości dziur, nie do wielkości zasilania. Kraje, które skutecznie przeszły od imitacji do innowacji, nie zrobiły tego przez samo zwiększenie wydatków na B+R. Zrobiły to przez żmudną, wieloletnią pracę u podstaw: reformę instytucji, budowanie kultury zaufania, zmianę reguł gry w nauce i w administracji, cierpliwe wychowywanie wymagającego klienta" - napisał Andrzej Halesiak.
"Polska ma coraz mniej czasu, by tę pracę wykonać. Okno, w którym dystans do liderów można jeszcze nadrobić, nie pozostanie otwarte wiecznie - presja konkurencyjna rośnie, a AI przyspiesza zmiany w tempie, które nie zostawia miejsca na opieszałość" - dodał.
Jacek Ramotowski














