W skrócie
- Zdaniem analityków Signum Global Advisors, w Białym Domu uznano, że należy wstrzymać ataki na Iran, gdy cena baryłki brent przekroczyła 100 dolarów, S&P500 spadał, a realna rentowność 30-letnich obligacji USA osiągnęła poziom 3 proc.
- Wielu znawców geopolityki uważa, że w wojnie bliskowschodniej mocniejsze karty ma Iran. W Teheranie panuje przekonanie, że Stany Zjednoczone nie są w stanie przeprowadzić już żadnej poważniejszej akcji militarnej.
- Eksperci Defense Priorities oceniają, że konflikt z Iranem prawdopodobnie zakończy dopiero kolejny prezydent USA. Następnemu lokatorowi Białego Domu będzie łatwiej przyznać, że wojna była błędem i zdecydować się na ustępstwa pozwalające na podpisanie porozumień pokojowych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Dwa tygodnie temu baryłka ropy brent kosztowała ponad 100 dolarów, by spaść poniżej 80 dolarów. W tym samym czasie cena ropy West Texas Intermediate (WTI) na NYMEX w Nowym Jorku zmalała z ponad 93 dolarów do około 75 dolarów. Jednocześnie S&P500, główny indeks na Wall Street, osiąga absolutne wyżyny przekraczając poziom 7 700 punktów. Takie są efekty wstrzymania ognia w wojnie amerykańsko-irańskiej i sygnałów (choć nie zawsze potwierdzonych), że zwaśnione strony mogą dojść do jakiegoś porozumienia.
Zmienne nastroje prezydenta
Jedno jest pewne, komentatorzy znów mają wiele argumentów, by Donaldowi Trumpowi nadawać przydomek TACO (Trump Always Chickens Out), czyli Trump zawsze się wycofuje. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin świat odebrał mnóstwo komunikatów, często sprzecznych.
Prezydent USA oznajmił, że "wstrzymał potężny atak na Iran pod warunkiem szybkiego zawarcia porozumienia z Teheranem, zakładającego otwarcie Cieśniny Ormuz i neutralizację zagrożenia nuklearnego". Trump dodał, że o podjęcie takiej decyzji "został poproszony przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Iran".
Rzecz jasna Teheran natychmiast kategorycznie oświadczył, że "nie prosił USA o odwołanie ataku i że nie prowadzi z Waszyngtonem żadnych negocjacji". Z kolei Katar - jeden z głównych mediatorów w wojnie na Bliskim Wschodzie - ogłosił, że "opracowano wstępne porozumienie mające na celu wznowienie rozmów między USA a Iranem". Ich celem miałoby być głównie przywrócenia żeglugi w Cieśninie Ormuz. Jednocześnie Katar powiadomił, że zwaśnione strony "najtrudniejsze kwestie chcą odłożyć na późniejszy etap negocjacji".
Iran pewny swego
Obraz sytuacji uzupełnia oświadczenie sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, że "istnieje szansa na zawarcie rychłego porozumienia w sprawie otwarcia Cieśniny Ormuz". Skądinąd wiadomo, że Iran w sprawie zwiększenia liczby statków przepływających tym szlakiem rozmawia z Omanem. Pojawiły się nawet doniesienia, że Teheran rozważa możliwość pozwolenia krajom europejskim na udział w rozminowaniu cieśniny.
Wielu znawców geopolityki jest zdania, że w wojnie bliskowschodniej mocniejsze karty ma Iran, który doskonale wykorzystuje sytuację, że "Trump zawsze wymięka" (TACO). W Teheranie panuje przekonanie, że Stany Zjednoczone nie są w stanie przeprowadzić już żadnej poważniejszej akcji militarnej.
Irańczycy uważają, że administracja waszyngtońska staje się bezsilna w tym konflikcie i bezwzględnie wykorzystują elementy nacisku na USA i ich sojuszników. Najważniejszy z nich to blokada Ormuzu, ale także działania podejmowane w Cieśninie Bab al-Mandab. Dla rynku ropy i wielu innych surowców oznaczy to tyle, że jeśli szlaki handlowe zostaną otwarte to tylko z woli Iranu i na jego warunkach.
Rynki ponad wszystko
Signum Global Advisors, firma konsultingowa specjalizująca się w ryzyku geopolitycznym, stworzyła matematyczną formułę prognozującą zmiany decyzji i zachowań Donalda Trumpa w trakcie wojny na Bliskim Wschodzie. Dosyć dokładnie przewidziała rezygnację prezydenta USA z ataków na Iran, do której doszło pod koniec lipca. Innymi słowy, domyśliła się kiedy nastąpi TACO. Co charakterystyczne, kierowała się przede wszystkim przesłankami ekonomicznymi, a nie politycznymi czy militarnymi.
Według wyliczeń analityków Signum Global Advisors, wstrzymanie przez USA bombardowań Iranu miało nastąpić między 22 a 30 lipca. Rzeczywiście, w weekend 25/26 lipca skończyły się amerykańskie uderzenia lotnicze, prezydent Trump zaczął mówić o negocjacjach z Irańczykami, a w poniedziałek 27 lipca bardzo potaniała ropa naftowa. Kilka dni później wojna znów się zaostrzyła, ale tylko na kilkadziesiąt godzin, po czym ponownie prezydent USA oświadczył, że "wstrzymuje ataki i rozmawia z Teheranem". W efekcie, ceny ropy naftowej są teraz dużo niższe od notowanych 27/28 lipca.
Eksperci Signum Global Advisors nie mają wątpliwości, że wojenne decyzje Białego Domu w małym stopniu zależą od relacji politycznych na linii USA-Iran, a w dużo większym od trendów na rynkach finansowych i kapitałowych. W dodatku, nie jest to nowe zjawisko, gdyż w niedawnej przeszłości Donald Trump zaostrzał politykę celną Stanów Zjednoczonych, a potem nagle ją łagodził zaniepokojony reakcjami inwestorów.
Trump nie zapomina o wyborach "połówkowych"
Formuła firmy Signum bierze pod uwagę takie czynniki jak: cena baryłki ropy brent, wartość nowojorskiego indeksu giełdowego S&P500, rentowność amerykańskich obligacji rządowych i liczba statków przepuszczanych przez Cieśninę Ormuz. Na tej podstawie szacowane jest prawdopodobieństwo deeskalacji konfliktu z Iranem ze strony prezydenta USA.
Zdaniem analityków, w Białym Domu bito na alarm, gdy cena baryłki brent przekroczyła 100 dolarów, S&P500 spadał, a realna rentowność 30-letnich obligacji USA osiągnęła poziom 3 proc. Dla prezydenta Donalda Trumpa tak złe trendy rynkowe były fatalnym sygnałem przed listopadowymi wyborami "połówkowymi" do Kongresu USA.
To może być wieloletni konflikt
Komentatorzy polityczni nie wykluczają, że wojna USA-Iran może stać się "długotrwałym konfliktem pozycyjnym o niskiej częstotliwości". Niektórzy twierdzą, że Donald Trump znalazł się w pułapce - dalsze intensywne ataki groziłyby przerodzeniem się sytuacji w szerszą wojnę regionalną.
Eksperci think tanku Defense Priorities oceniają, że konflikt prawdopodobnie zakończy dopiero kolejny prezydent USA, a Trump ma niewielkie szanse na wyjście z impasu. Następnemu lokatorowi Białego Domu będzie łatwiej przyznać, że wojna była błędem i zdecydować się na ustępstwa pozwalające na podpisanie porozumień pokojowych.
"Historia Stanów Zjednoczonych uczy, że tym prezydentom, którzy wszczynali wojny, rzadko udawało się je zakończyć. Tak było w XX wieku w przypadku konfliktów w Korei i Wietnamie. Argumenty, po które sięgają prezydenci USA, by uzasadnić przeciąganie operacji militarnych, często dotyczą zainwestowanych już sił i kosztów lub ich własnej reputacji i polityki przedwyborczej" - tłumaczył w magazynie "Foreign Policy" Will Walldorf, ekspert Defense Priorities i profesor Wake Forest University.
Cele wojny nie do osiągnięcia
Will Walldorf zwraca uwagę na fakt, że Donald Trump chce podpisać z Teheranem lepszy pakt od umowy nuklearnej wynegocjowanej w 2015 roku przez administrację prezydenta Baracka Obamy. Gdy kilka tygodni temu ujawniono warunki wstępnego porozumienia USA z Iranem, polityczne "jastrzębie" w Waszyngtonie skrytykowały Biały Dom za zbyt duże ustępstwa wobec Teheranu i podobieństwa do dokumentu firmowanego przez Obamę. W efekcie Donald Trump storpedował pierwszą rundę szczegółowych negocjacji.
"Kongres może wywierać powolną presję na prezydenta w sprawie wojny, mnożąc przesłuchania, czy ograniczając fundusze. Jednak należy pamiętać, że tego rodzaju kroki, mające zakończyć wojnę w Wietnamie, podejmowano już w 1966 roku, a porozumienie pokojowe podpisano dopiero w 1973 roku" - przypomina Walldorf.
Adam Gallagher, inny ekspert ośrodka Defense Priorities, uważa, że skoro negocjacje z Iranem okazały się fiaskiem, a wojna jest w fazie klinczu, to USA powinny się z niej wycofać, a nie nasilać ataki. Jego zdaniem, poprzednia runda walk pokazała, że Stany nie są skłonne użyć takiej siły militarnej, by osiągnąć maksymalne cele, takie jak obalenie reżimu irańskiego, czy zawłaszczenie wzbogaconego uranu.
"W takiej sytuacji Trump powinien ogłosić zwycięstwo i skończyć temat" - napisał Gallagher. Dodał - najwyraźniej trochę ironicznie - że przecież obecny prezydent USA ogłaszał zwycięstwo nad Iranem już wiele razy, a w dodatku ma unikalny dar przekonywania swoich słuchaczy, że sprawy mają się tak, jak on to widzi.
Jacek Brzeski













