Reklama

Kosztowne wyborcze obietnice

Samorządy chcą przywrócenia zasady rekompensowania ubytków w ich budżetach. To ich reakcja na przedwyborcze pomysły czołowych partii. W zanadrzu mają też inne rozwiązania.

Przedstawiciele strony samorządowej działającej w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego przygotowali projekt nowelizacji przepisów, dotyczący przywrócenia do systemu dochodów samorządowych części rekompensującej subwencji ogólnej. Projekt będzie omawiany w przyszły wtorek - a więc tuż po wyborach parlamentarnych - na posiedzeniu jednego z zespołów Komisji Wspólnej.

Reklama

- Po części to nasza reakcja na przedwyborcze obietnice partii, które mogą negatywnie się odbić na samorządowych finansach - tłumaczy przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP Marek Olszewski. Z kolei sekretarz związku Leszek Świętalski dodaje: - Będzie to materiał dla przyszłego rządu i parlamentu.

Lokalne władze domagają się przywrócenia do ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego (JST) zasady wyrównywania strat w ich dochodach, jakie powstają wskutek zmian ustawowych (np. wprowadzających różnego rodzaju ulgi prorodzinne). Dawniej przepisy ustawowe to gwarantowały. Ale w ustawie z 13 listopada 2003 r. o dochodach JST już je pominięto.

Pomysły z obu stron

Największe obawy budzi propozycja PiS dotycząca podniesienia do 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku. Kraków wyliczył, że może to spowodować spadek jego dochodów z PIT o 220-230 mln zł, a Toruń - na poziomie 50 mln zł, co stanowi 4 proc. tegorocznego budżetu miasta. Według danych Ministerstwa Finansów, samorządy w całej Polsce straciłyby nawet 8,7 mld zł.

Równie duże obawy budziły pomysły PO, jak ten dotyczący podwyższenia kosztu uzyskania przychodu. Tylko w przypadku Warszawy kwota wolna od podatku większa o 1 tys. zł lub możliwość odliczania kosztów na tym poziomie to ubytek rzędu 100 mln zł rocznie. Teraz jednak rząd mówi raczej o ujednoliceniu podatku i likwidacji części składek. Jak zapowiedziała premier Ewa Kopacz w poniedziałkowej debacie z Beatą Szydło (PiS), propozycja ta będzie kosztować budżet 10 mld zł. Trudno też ocenić skutki ewentualnej zmiany systemu subwencjonowania samorządów, którym resort finansów obiecał zastąpienie udziałów w CIT udziałami w VAT.

Dziś obie partie zarzekają się, że nie chcą zaszkodzić lokalnym budżetom, a o ewentualnym rekompensowaniu ubytków są gotowe z samorządowcami rozmawiać. - Jeśli będziemy u władzy, na pewno podejmiemy się negocjacji w celu wypracowania rozwiązania satysfakcjonującego obie strony - zapowiada Zbigniew Kuźmiuk z PiS.

Z kolei Waldy Dzikowski z PO przyznaje, że po 12 latach od czasu usunięcia z ustawy o dochodach JST zasady rekompensaty ubytków rzeczywistość zmieniła się diametralnie. - Dlatego w MF trwają prace, by karty rozłożyć na nowo i wprowadzić sprawiedliwe i kompleksowe rozwiązania - wskazuje.

Zapłacą mieszkańcy

Te zapewnienia zdają się nie przekonywać lokalnych władz. Dlatego w swoim gronie naradzają się i rozpatrują kolejne scenariusze działania. Jeden z nich zakłada np. wniosek o likwidację części zadań. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci najchętniej przekazaliby rządowi zadania oświatowe.

- Skoro ustawa o systemie oświaty i Karta nauczyciela wiążą samorządom ręce, bo pieniądze na te zadania są przydzielane centralnie, a widełki płacowe nauczycieli ustalane odgórnie, to w samorządach coraz głośniej słychać postulaty, by te zadania wróciły do rządu - komentuje Agata Dąmbska z Forum Od Nowa. Jednak w dalszym ciągu taka opcja wymagałaby jakiegoś trudnego kompromisu z rządem. Jest więc mało realne, że samorządy w tej kwestii ugrają coś istotnego.

Inna rozważana opcja jest prostsza do przeprowadzenia, ale też najbardziej brutalna, bo jej skutki odczują mieszkańcy. Chodzi o podniesienie stawek niektórych lokalnych podatków, np. od nieruchomości gruntowych. Górne granice tych danin określa minister finansów w corocznym obwieszczeniu. I tak np. w bieżącym roku stawka dla gruntów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, bez względu na sposób zakwalifikowania w ewidencji gruntów i budynków, nie mogła przekroczyć 0,62 zł od 1 m kw., zaś w przyszłym roku - 0,89 zł.

Jednak lokalne władze często nie decydują się na najwyższe stawki, oferując mieszkańcom ulgi. Tylko w ubiegłym roku radni, uchwalając stawki podatków, obniżyli dochody gmin o ponad 3 mld zł, co stanowiło 3,5 proc. możliwych do uzyskania dochodów ogółem. Do tego dochodzą wszelkie ulgi, odroczenia, umorzenia i zwolnienia w podatkach, skutkujące mniejszymi wpływami o ponad 860 mln zł w 2014 r. W sumie wychodzi prawie 4 mld zł.

To pokazuje, jaki margines działania mają samorządy, jeśli rząd przyprze je do muru. Na razie samorządowcy zapewniają, że po takie rozwiązania sięgną tylko w ostateczności.

Tomasz Żółciak

21.10.2015

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »