Na początku złodzieje zaczynają zwykle od ogłoszenia nadchodzącego zamknięcia sklepu, które wymusza sprzedaż asortymentu po kosztach. Stąd też metoda nazywa się "na likwidowany sklep".
Ze względu na to, że w Internecie aktywniejsi od seniorów są najmłodsi użytkownicy i w średnim wieku, to oni padają zwykle ofiarami złodziei.
Metoda na likwidację sklepu. Tak oszuści próbują wzbudzić emocje ofiar
Oszuści korzystają ze współczucia osób, które natrafią na ich fałszywe ogłoszenie. Zwykle znaleźć można w nim pełne emocji zwroty o "zmuszeniu do wyprzedania absolutnie wszystkiego", "postawieniu pod ścianą", czy "braku wyjścia".
Pojawia się historia o małej rodzinnej firmie, którą rzekomo wykończyć miała biurokracja, wysokie ceny energii czy rosnące koszty działalności. Sprawę przedstawia się niemal w kategoriach katastrofy i upadku życiowego marzenia.
Takie zarysowanie sprawy wywołuje współczucie postronnych, którzy wiedzeni chęcią pomocy kupują, nawet jeśli nie mają realnej potrzeby.
ZOBACZ TAKŻE: Oszustwa na infoliniach. Jest duża luka w prawie. "Kilka istotnych ryzyk"
Muszą likwidować, więc sprzedają za bezcen. W rzeczywistości to oszustwo
Do emocji dołącza jeszcze komponent niskich cen - często oferowane są niesłychane wyprzedaże do -80 proc. wartości towaru. W praktyce już samo to w sobie jest oszustwem, bo obniżki są pozorne.
Ceny nie różnią się wiele od standardowych, a te same towary można kupić nawet taniej w innych sklepach. Chętni do pomocy internauci nie weryfikują wartości towaru i dają się nabrać.
Nierzadko w toku tego oszustwa wykradane są również dane osobowe czy dostępy do kont bankowych. Wystarczy, że w swoim ogłoszeniu oszuści umieszczą link, który przekierowuje do zawirusowanej strony.
Przejście pod takie hiperłącze na telefonie w prosty sposób może skutkować zainstalowaniem na urządzeniu oprogramowania do zdalnego sterowania. To już natomiast prosta droga do utraty pełnej kontroli nad finansami, danymi, a nawet tożsamością w Internecie.










