Trwająca od początku marca blokada cieśniny Ormuz spowodowała wzrost cen paliw o ponad 40 proc. Jak podaje Orlen, od wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, benzyna Eurosuper 95 podrożała o 1267 zł - z 4466 zł do 5733 zł za metr sześcienny, natomiast cena oleju napędowego Ekodiesel zwiększyła się aż o 2449 zł, rosnąc z 4809 zł do 7258 zł za metr sześcienny.
Przedstawiciele branży transportowej ostrzegają. "10 zł za diesla na stacjach możemy zobaczyć już w święta"
Na skutki wspomnianych podwyżek szczególnie narażona jest branża transportowa. Jak pisze portal wnp.pl, w związku z niepewnością co do dalszego wzrostu cen transport lądowy ma problemy z oceną, jak na kolejne tygodnie planować koszty i budżety transportów międzynarodowych.
Przedstawiciele polskiej branży przewozowej wystosowali petycję do premiera, w której apelują o pilne wprowadzenie działań osłonowych dla branży. Wśród postulatów znalazły się m.in. czasowe dopłaty do paliwa dla licencjonowanych przewoźników (tzw. tarcza paliwowa), obniżenie stawek akcyzy i opłaty paliwowej do minimalnego poziomu dopuszczalnego w UE, uruchomienie mechanizmu "paliwa profesjonalnego", zakładającego częściowy zwrot kosztów w okresach gwałtownych wzrostów cen, a także wprowadzenie ulg lub odroczeń w zobowiązaniach publicznoprawnych dla firm zagrożonych utratą płynności.
- Wzrost cen paliw najbardziej odczuwają mali przewoźnicy, posiadający do kilku aut, z tytułu mniejszego zaplecza finansowego, ale także większej podatności na tego typu zjawiska. Myślę, że o fali bankructw na razie mówić nie możemy, ale jeżeli sytuacja utrzyma się w perspektywie kolejnych dwóch miesięcy, to jak najbardziej znów dojdzie do konsolidacji rynku i przejęcia mniejszych firm przez większe, często zagraniczne, które lepiej poradzą sobie z takim szokiem cenowym z tytułu lepszego cash flow oraz większych zapasów i lepiej skonstruowanych kontraktów - mówi Interii Biznes Kamil Sychowski, z firmy transportowej Omida Sea & Air.
Zdecydowane stanowisko w tej kwestii przedstawia również Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, które ostrzega, że fala upadłości to nie tylko scenariusz hipotetyczny. "Ryzyko niewypłacalności może się zmaterializować w perspektywie kilku miesięcy, zwłaszcza jeśli wzrost kosztów nie zostanie skompensowany przez rynek lub działania osłonowe" - czytamy w oświadczeniu przesłanym naszej redakcji.
Jak zauważa Sychowski mniejsza dostępność miejsc i portów docelowych, szczególnie w rejonie Bliskiego Wschodu, wpłynie na podwyżki, które z czasem odczują klienci, m.in. w szeregu dodatków paliwowych. - Konsekwencje będą podobne jak w czasie COVID-u - mniejsza dostępność niektórych towarów i wzrost cen - mówi Sychowski.
Jak dodaje, czekają nas dalsze podwyżki. - Rynek paliw w najbliższej perspektywie może dalej się piąć w górę, a 10 zł za diesla na stacjach możemy zobaczyć już w święta. Jeżeli chodzi o powrót do normalności, myślę, że potrwa to nawet do początku 2027 roku - dodaje.
To kolejne wyzwanie dla kierowców. "Branża transportu drogowego jest dzisiaj bardzo osłabiona"
Zdaniem Macieja Wrońskiego, prezesa Związku Pracodawców "Transport i Logistyka Polska", wzrost ceny paliwa to jedno z wielu wyzwań, z którymi muszą mierzyć się przewoźnicy. - Trzeba bowiem pamiętać, że branża transportu drogowego jest dzisiaj bardzo osłabiona, trwającym już prawie 3 lata, kryzysem na rynku międzynarodowych przewozów drogowych, a na dodatek w ostatnim czasie, uderzyły w nią: kolejny wzrost kosztów pracy, 40-proc. podwyżki myta oraz znaczne rozszerzenie sieci dróg objętych opłatą e-toll. Wyzwaniem tym głębszym, że kontrahenci przewoźników nie są skłonni zaakceptować wzrastających kosztów w cenach usługi transportowej - wymienia w rozmowie z naszą redakcją.
Wroński tłumaczy, że obecnie w lepszej sytuacji są przewoźnicy, wykonujący usługi w ramach kontraktów zawierających odpowiednie kalkulatory paliwowe, czyli klauzule uzależniające wysokość ceny od kosztów paliwa. W gorszej sytuacji są ci, którzy obsługują tzw. przewozy spotowe, biorąc np. zlecenia z giełdy. - Na rynku spotowym wzrost stawek kompensujący zwiększone koszty może nastąpić ze znacznym opóźnieniem - mówi.
Jak dodaje, trudno spekulować, jak długo będzie trwało wspomniane opóźnienie, gdyż zależy ono od rozwoju sytuacji rynkowej, w tym relacji popytu na usługi w stosunku do ich podaży.
Ceny spadną po zakończeniu konfliktu? Nie wszystko wróci od razu do normy
Zdaniem prof. Krzysztofa Zięby z Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej, trudno obecnie ocenić kiedy Donald Trump zakończy ataki na Iran. - Nikt tego nie wie, prognozować tego nie sposób, można tylko zgadywać. Dość bezpieczne założenie jest takie, że to się skończy na tyle wcześniej przed jesiennymi wyborami w USA, żeby nastroje się uspokoiły, a ceny spadły. Wtedy można to sprzedać jako sukces w sensie politycznym - mówi.
Jak zauważa, w przypadku zakończenia konfliktu rynki prawdopodobnie zareagują spadkami. - To będzie szybka reakcja, ale powrót cen do poprzednich, niskich poziomów będzie trwał raczej długo. Nie wszystko wróci od razu do normy - dodaje.
Podobnie sytuację przedstawia ZMPD. - Ewentualne zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie mogłoby wpłynąć stabilizująco na rynek, jednak nie należy oczekiwać natychmiastowego i znaczącego spadku cen. Rynek paliw reaguje z opóźnieniem, a na poziom cen wpływają również inne czynniki, takie jak globalny popyt, polityka produkcyjna oraz koszty rafinacji i dystrybucji - zauważa związek.












