Od 1 maja okręgowe izby lekarskie wygasiły warunkowe prawo wykonywania zawodu 207 lekarzom spoza Unii Europejskiej, którzy nie przedstawili certyfikatu znajomości języka polskiego. To kłopot zwłaszaca dla tych dyrektorów szpitali, którzy do tej pory wypełniali braki kadrowe medykami z Ukrainy - podaje "Rzeczpospolita".
Lekarze z Ukrainy tracą możliwość pracy w zawodzie
Warunkowe prawo wykonywania zawodu (PWZ) w Polsce lekarze spoza UE dostali w okresie pandemii Covid-19 i po wybuchu wojny w Ukrainie. Jednak do końca kwietnia musieli przedstawić certyfikat znajomości języka polskiego na poziomie B1. W przypadku specjalistów, którzy tego nie zrobili, okręgowe izby lekarskie rozpoczęły wygaszanie prawa do pracy w charakterze lekarza w Polsce.
Jak wylicza "Rz", do tej pory najwięcej obcokrajowców straciło prawo do wykonywania zawodu na Mazowszu - mowa o 107 medykach. Problem dotyczy także 6 medyków w woj. warmińsko-mazurskim, 19 na Podlasiu, 16 w woj. lubelskim, 15 na Śląsku, 8 w regionie dolnośląskim, 5 w Wielkopolsce i 4 w Małopolsce. Szacuje się, że może chodzić nawet o ok. tysiąc medyków.
Szpitale obawiają się braków kadrowych
Utrata prawa do wykonywania zawodu przez lekarzy z Ukrainy może szczególnie dotknąć szpitale w mniejszych miejscowościach, które od lat zmagają się z brakami kadrowymi. To właśnie tam dyrektorzy placówek ratowali obsadę oddziałów i dyżurów, zatrudniając medyków zza wschodniej granicy.
"U nas permanentnie brakuje lekarzy; jesteśmy głęboką prowincją i pozyskanie lekarza do pracy graniczy z cudem" - powiedziała w rozmowie z "Rz" Małgorzata Kormosz, p.o. dyrektora Szpitala w Ustrzykach Dolnych. Przyznała, że konieczność zakończenia współpracy z lekarzami, którzy pracują na izbie przyjęć i na oddziale chorób wewnętrznych, byłaby dużym ciosem.
Marcin Radzięta, dyrektor Szpitala Powiatowego w Limanowej, w którym certyfikatu nie przedstawiło dwóch lekarzy chirurgów, powiedział dziennikowi, że choć nie zachwieje to funkcjonowaniem placówki, to obecnie "każda para rąk do pracy jest potrzebna".
Dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia prof. Mariusz Klencki przyznał, że wpływają pierwsze pisma od szpitali na prowincji, dla których to może być problem. Podkreślił jednak, że są to pojedyncze przypadki, a nie systemowy problem. Wskazał, że choć przychodzą pierwsze pisma od lekarzy, którzy chcą przedłużenia terminu na przedstawienie certyfikatu językowego, to na razie nie ma do tego podstawy prawnej.
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski przypomniał "Rz", że już od dwóch lat było wiadomo, że termin na złożenie certyfikatu językowego upłynie 1 maja 2026 r. Dodał, że jeżeli "przez dwa lata ukraińscy lekarze, pracując w polskim systemie, nie potrafili zdać egzaminu na poziomie B1, to oznacza, że oni naprawdę nie mówią po polsku i naprawdę są zagrożeniem dla pacjentów".
Na dwa dni przed upływem terminu na złożenie przez lekarzy spoza UE certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1, do Sejmu trafiła poprawka wydłużająca ten obowiązek o kolejny rok - do 1 maja 2027 r. Niewiadomoą pozostaje również fakt, co z lekarzami, którzy są w trakcie zdobywania certyfikatu lub doniesieli go do szpitali kilka dni po upłynięciu obowiązkowego terminu.











