W ubiegłym tygodniu prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przedstawił wyniki kontroli przeprowadzonych w stołecznych szpitalach.
"Audyt pokazał dyżury po 48, 60, 72 godziny bez przerwy, a rekord w Szpitalu Południowym wyniósł 110 godzin, czyli prawie pięć dób" - przekazał, informując o nieprawidłowościach.
Do sytuacji odniosła się minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Jej zdaniem wynika to z faktu, że kilka lat temu w Polsce był problem z niedoborem kadry medycznej.
"W związku z tym zdecydowano wówczas, że możemy zatrudniać personel medyczny na różnych formach zatrudnienia, czyli umowę o pracę i B2B, umowy zlecenia, również przez fundacje, spółki. W systemie publicznym zafunkcjonowało wiele form prawnych, które dają nam taki efekt, jak mamy dzisiaj, bez możliwości kontroli tak naprawdę, po stronie również pracodawcy, gdzie dana osoba się znajduje, gdzie pracuje. Więc myślę, że to jest efekt wielu, wielu lat" - oceniła na antenie TVN24.
"Kadra medyczna jest źle rozlokowana"
Zdaniem minister problem nie polega na braku lekarzy ogółem, ale w konkretnych specjalizacjach.
"Dla mnie dzisiaj z tych spostrzeżeń, które my mamy w resorcie, ale również z moich poprzednich doświadczeń w pracy w sektorze wynika, że jest źle rozlokowana kadra medyczna i źle wykorzystana. My mamy świetnie wykształconych specjalistów i tutaj mamy się czym pochwalić. Natomiast myślę, że naszym takim głównym celem teraz jest wykorzystanie tych umiejętności we właściwych miejscach momentach, przede wszystkim z troską o pacjenta" - wskazała.
Podkreśliła, że konsekwentnie jest zwolenniczką ograniczania rozproszonej struktury właścicielskiej szpitali i dla niej "naturalnym liderem w województwie jest samorząd województwa".
Praca lekarzy pod lupą Ministerstwa Zdrowia
Sobierańska-Grenda została zapytana o pierwsze efekty wprowadzenia tzw, ustawy peselowa, a więc powiązanie numeru PESEL z zarobkami lekarzy. Wyjaśniła, że pierwsze dane resort pozna za wrzesień, w październiku.
"Będziemy mogli ocenić w ilu miejscach pracują medycy, ile tak naprawdę godzin miesięcznie wykonują tej pracy i na pewno będziemy w stanie wówczas oszacować (...) jak przygotować ten system do tego, żeby specjalistów wykorzystać" - powiedziała.
Dodała, że wyniki posłużą do działań AOTMiT, która będzie rekomendować NFZ górną granicę udziału procentowego zarobków w budżecie szpitala.
"Myślę, że na tym nam bardzo zależy, bo przede wszystkim chcielibyśmy żeby pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia były przeznaczone na leczenie pacjentów" - podkreśliła.
Zarobki lekarzy mają być ograniczone
Oceniła, że zaproponowany w projekcie ustawy limit zarobków na poziomie 240 zł za godzinę jest właściwy.
"Wielu lekarzy dzisiaj w kraju takich pieniędzy nie zarabia, z tego co przynajmniej ja się orientuję, mam kontakt z różnymi szpitalami z również z lekarzami z personelem medycznym z dyrektorami szpitali więc to są naprawdę dobre zarobki" - wskazała.
Wyjaśniła, że ograniczanie zarobków zmniejszy skalę "podkupowania" kadry miedzy szpitalami.
"W kolejnym projekcie ustawy, który zakłada jawność postępowań konkursowych w szpitalach doprowadzi do tego, że będziemy już nie tylko w sferze jakiś plotek czy doniesień funkcjonowali jeżeli chodzi o zarobki lekarzy, ale po prostu poznamy faktyczne potrzeby i rynku i tego co jesteśmy w stanie dzisiaj zaoferować w publicznym systemie" - powiedziała.
Dziura budżetowa NFZ
Minister odniosła się również do skali potrzeb NFZ. Wyjaśniła że w tym roku brakuje około 14 mld zł, a więc tyle, co w ubiegłym, a resort zdrowia jest w kontakcie z Ministerstwem Finansów.
"Pacjenci powinni spać spokojnie, dlatego że nasze wszystkie działania i pakiety ustaw, które w tej chwili są na stole i rozporządzenia, są propacjenckie. Chcemy, żeby więcej pieniędzy trafiało na leczenie pacjentów. Chcemy mieć kontrolę nad tym, w jaki sposób pieniądz publiczny w systemie dzisiaj jest wydatkowany. Dlatego wszystkie te działania i nasze również żeby wycenić procedury" - podkreśliła.














