Szef Ryanaira odniósł się do obecnej sytuacji na rynku paliw. Jego zdaniem zarówno jego spółka, jak i konkurenci będą musieli rozważyć odwołanie niektórych lotów, jeśli w czerwcu, lipcu lub sierpniu pojawi się ryzyko związane z dostawami paliwa lotniczego.
Ceny biletów mogą wzrosnąć
- Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużał, potencjalnie narazi na ryzyko utraty do 25 proc. dostaw (paliwa - red.) dla Ryanair - ocenił Michael O'Leary w wywiadzie dla Sky News, cytowany przez Reuters.
Jednocześnie odniósł się do ryzyka wzrostu cen biletów lotniczych. Oszacował, że od kwietnia do czerwca mogą podrożeć one o 3-4 proc. w stosunku do ubiegłego roku.
Niepewność dostaw ropy rośnie
Agencja, powołując się na Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych wskazuje, że około 25-30 proc. zapotrzebowania Europy na paliwo lotnicze pochodzi z Zatoki Perskiej.
- Jeśli wojna się skończy i cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta w połowie lub pod koniec kwietnia, wówczas nie będzie ryzyka związanego z dostawami - powiedział O'Leary.
Obecnie Ryanair nie ograniczył żadnych lotów ze względu na zapewnione dostawy paliwa. W styczniu spółka poinformowała, że pokryła około 80 proc. swojego zapotrzebowania na paliwo lotnicze na rok fiskalny kończący się z końcem marca 2027 r., przy założeniu ceny ropy naftowej wynoszącej 67 dolarów za baryłkę.











