Reklama

Linie lotnicze średniej wielkości mogą mieć problem z utrzymaniem się na rynku

Różnica między modelem biznesowym linii niskokosztowych i tradycyjnych zaciera się. Te pierwsze coraz chętniej inwestują w produkty dla pasażerów biznesowych, z kolei te drugie otwierają się na osoby, które za podróż chcą zapłacić jak najmniej. To stwarza niekorzystną sytuację dla przewoźników średniej wielkości.

"Linie niskokosztowe, np. Ryanair oraz Wizz Air, inwestują w produkty dla pasażerów biznesowych, którzy do niedawna pozostawali poza ich kręgiem zainteresowania. Zapewniają możliwość odprawy na lotnisku i szybkiego przejścia przez kontrolę bezpieczeństwa oraz bilety z wliczonym bagażem rejestrowanym i przydziałem miejsca na pokładzie samolotu" - mówi serwisowi infoWire.pl Dominik Sipiński, analityk ds. gospodarczych z centrum analitycznego Polityka Insight.

Z drugiej strony linie tradycyjne, np. LOT i Lufthansa, mają produkty skierowane do pasażerów o mniejszych budżetach. "Oferują bilety bez bagażu rejestrowanego, bez odprawy na lotnisku, z coraz mniejszą liczbą usług dodatkowych, jak jedzenie na pokładzie czy udogodnienia dla pasażerów często latających" - informuje ekspert. To stwarza sytuację, w której najtańsze klasy taryfowe u przewoźników tradycyjnych w niczym nie różnią się od tych oferowanych przez linie niskokosztowe, a lepsze bilety przewoźników takich jak Ryanair przypominają te z np. Lufthansy.

Reklama

Proces ten będzie postępował i doprowadzi do tego, że linie niskokosztowe będą woziły pasażerów na trasach europejskich, a linie tradycyjne - obsługiwały połączenia dalekodystansowe. "Przyczyną są straty pieniężne, które linie tradycyjne zawsze ponoszą na trasach europejskich. Są to zbyt krótkie, tanie i mało ekskluzywne połączenia, żeby można było na nich zarabiać przy tak wysokich kosztach operacyjnych. Natomiast przewoźnikom niskokosztowym nie opłaca się wchodzić na trasy długodystansowe. Do tego są potrzebne nowe samoloty i zupełnie inna struktura biznesowa" - wyjaśnia ekspert.

Linie średniej wielkości, np. LOT, mają kłopot. Są zbyt duże, żeby przejść na rynek niskokosztowy, i zbyt małe, żeby konkurować z Lufthansą czy British Airways. "LOT i inne podobne mu linie będą miały problem z utrzymaniem się bez inwestora lub połączenia z jedną z grup przewoźników wysoko- lub niskokosztowych" - uważa rozmówca.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »