Maricarmen jest w Hiszpanii jedną z wielu lokatorek, które wynajmowały mieszkania na podstawie tzw. umowy długoterminowej. Przed laty były one zawierane nawet na 95 lat. Płacone czynsze są wielokrotnie niższe od aktualnych. W 2018 r. kamienicę, w której mieszkała, nabył nowy właściciel - spółka nieruchomości nastawiona na spekulacje - informuje gazeta El Pais. Przejęła zarządzanie i niemal potroiła opłaty za wynajem (wzrost o 275 proc.).
Dramatyczna eksmisja. Przez "sępi" fundusz
Według La Vanguardii, to jeden z funduszy inwestycyjnych typu distressed debt, które specjalizują się w trudnych lub zagrożonych aktywach. W Hiszpanii nazywane są potocznie "sępimi funduszami" (fondos buitres). Ich zła sława wywodzi się z kryzysu finansowego 2008 r., kiedy to wykupywały za bezcen tysiące mieszkań, by potem podnieść ceny czynszów i wyrzucać ich mieszkańców na ulicę.
Maricarmen dano 30 minut na zebranie swoich rzeczy. Eksmisja została przeprowadzona siłą. Kobieta była eskortowana przez funkcjonariuszy policji prewencyjnej, wyniesiona na noszach i przewieziona do szpitala, w którym wciąż przebywa. Pod jej kamienicą w dzielnicy Retiro, zebrał się kilkutysięczny tłum, który usiłował zablokować drogę do drzwi.
Spór z nowym właścicielem nieruchomości trwał osiem lat, przez które spółka trzykrotnie próbowała się jej pozbyć. W zamian oferowała miejsce w domu spokojnej starości i mieszkaniu komunalnym. Kobieta odrzuciła propozycje uzasadniając, że ma prawo do zajmowania swojego mieszkania. , otwiera się w nowym oknie
Jej adwokatka powiedziała mediom, że firma zarządzająca nieruchomością odrzuciła oferty złożone przez jej zespół prawny, a także prośby o odroczenie usunięcia jej z domu. Czynsz za emerytkę zobowiązał się płacić znany hiszpański pisarz. Na to spółka również nie wyraziła zgody.
Eksmisja Maricarmen. Dociera do rządu i parlamentu
Problem wyrzucenia z domu 87-letniej kobiety dotarł do najwyższych hiszpańskich władz. Przebywający w Nowym Jorku na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ premier Pedro Sanchez nazwał zdarzenie "tragedią społeczną". Potwierdził, że prześle do parlamentu nowy dekret mieszkaniowy. Z dystansem odniosła się do wydarzenia kierująca Wspólnotą Madrytu Isabel Díaz Ayuso. Oświadczyła, że była to "jedna z 25 500 eksmisji przeprowadzanych każdego roku".
Sprawa trafiła do hiszpańskiego parlamentu. Podczas sesji kontrolnej przypomniano, że eksmisja chorej emerytki była prawnie możliwa, bo w lutym wygasła nadzwyczajna osłona antyeksmisyjna dla osób w trudnej sytuacji, którą wprowadzono w czasie pandemii. Zakładała zamrożenie procedur eksmisyjnych wobec osób bez alternatywy mieszkaniowej. Rząd chciał ją przedłużyć, ale nie zdobył poparcia deputowanych.
Reakcją na eksmisję były manifestacje tysięcy osób w Madrycie, Barcelonie i innych hiszpańskich miastach. Na niesionych transparentach można było przeczytać: "Wszyscy jesteśmy Maricarmen", "Dziś Maricarmen, jutro możesz być ty". Domagano się też decyzji Ayuso i wskazywano na gabinet Sancheza. "Winni kamienicznicy. Odpowiedzialny rząd".
Według oficjalnych danych, luka mieszkaniowa sięga w Hiszpanii 730 tys. lokali., otwiera się w nowym oknie W ciągu trzech lat może się zwiększyć do 900 tys. - ostrzega kataloński CaixaBank. Z danych wynika, że w regionach takich jak Madryt i Katalonia, koszty wynajmu pochłaniają średnio 70 proc. pensji mieszkańców. W skali całego kraju przeciętny obywatel przeznacza na ten cel około połowę swoich dochodów.
Spółka, która doprowadziła do eksmisji nie wydała żadnego publicznego oświadczenia w tej sprawie.












