Bartosz Bednarz, szef redakcji Interia Biznes: Co z Pałacem Saskim?
Marta Cienkowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego: - Jesteśmy w procesie, który nie jest prosty, ale trwa.
Trwa i to dość długo.
- Ten pałac ma być dla ludzi, a nie dla urzędników. Dlatego kluczowe dla nas było w pierwszej kolejności skonsultowanie z ludźmi projektu, który został przygotowany przez poprzednią władzę. Mamy już wstępne wyniki badań. Według nich Polacy oczekują otwartego miejsca, które będą mogli współtworzyć i w nim współuczestniczyć. Chcą, żeby było to nowe centrum Warszawy.
I co pani na to?
- Nasza wizja jest zbieżna z tymi oczekiwaniami. Zaczęliśmy prace archeologiczne, w trakcie których odnajdujemy kolejne artefakty. Te działania również muszą być przemyślane - nie "na hura" tylko mądrze, w dialogu z ludźmi, którzy będą w przyszłości z tego pałacu korzystać.
Wiecie już, co tam będzie?
- Wkrótce zaprezentujemy wnioski z konsultacji. To będzie po prostu miejsce dla ludzi, z zachowaną symboliką pałacu jako miejsca, w którym obecnie znajduje się Polska.
Kilka lat temu padła kwota 2,4 mld zł na odbudowę. To wciąż aktualne?
- Finalny budżet będzie można ustalić dopiero po pełnym zaprojektowaniu tego, co w Pałacu Saskim powstanie. Poprzedni ustawodawcy nie uznali za stosowne określić stanu, w jakim pałac ma być oddany - czy, mówiąc potocznie, w deweloperskim, czy w pełni wyposażonym. Podjęliśmy się i tego zadania. Niebawem zaprezentujemy niezbędne rozwiązania i wtedy dopiero będziemy mogli oszacować koszty odbudowy pałacu. Obawiam się jednak, że nie będzie to 2,4 mld zł, a dużo więcej.
Harmonogram też pewnie ulegnie zmianie?
- Dużo zależy od przebiegu wykopalisk.
Pamiętam wykopaliska w Krakowie na Rynku Głównym. Kilka lat trwały.
- Zakładamy, że ten proces będzie krótszy, natomiast musimy pamiętać, że odkrywamy tu ważną część historii Warszawy. Ta historia musi być odpowiednio opisana, a to wymaga dokumentowania wszystkiego, co znajdziemy. Zapewniam jednak, że końcowy efekt będzie zachwycał, to będzie inwestycja zrealizowana z rozmachem.
Inwestycja będzie otwarta dla wszystkich?
- To musi być miejsce otwarte na ludzi. I dla rodzin z dziećmi, i dla osób starszych, i uczniów... Będzie przestrzeń, by realizować tu różnego rodzaju duże wydarzenia, swoje miejsce znajdą tu instytucje kultury, będą restauracje. To miejsce musi żyć, to nie może być kolejny urząd. Tworzymy nowe centrum Warszawy.
Gigantyczny budynek wyjdzie z tego.
- Tak.
Jak duży?
- Panie redaktorze, rozumiem, że chciałby się pan wszystkiego dowiedzieć już dziś, ale muszę prosić o cierpliwość. Zaprezentujemy całościową koncepcję, gdy tylko skończymy jej opracowanie.
A kiedy ta prezentacja?
- Trudno to dziś określić również dlatego, że data tego wydarzenia musi być dostosowana nie tylko do mojego kalendarza.
Premier będzie?
- Panie redaktorze… może kolejne pytanie?
Kolejne mam trudniejsze, więc może zostańmy przy tym temacie?
- Możemy zostać, ale ja tego nie wiem. To będzie decyzja premiera.
A kiedy pani ostatnio rozmawiała z premierem?
- Podczas ostatniej Rady Ministrów. Spotykamy się regularnie.
Ale tak jeden na jeden czy na posiedzeniu rządu?
- Rady Ministrów organizowane są po to, żeby podczas nich rozmawiać. Gdy pojawiają się sprawy wymagające szybkiej decyzji, przedyskutowania jakiejś kwestii czy choćby po prostu powiadomienia o czymś pana premiera - jest przestrzeń i na to. To dzieje się na bieżąco, podobnie jak przed każdym posiedzeniem Rady Ministrów wykorzystujemy czas oczekiwania na rozmowy z innymi ministrami o rzeczach, które są wspólne dla naszych resortów. Strategiczne spotkanie z panem premierem miałam półtora miesiąca temu. Tak, rozmawiamy. Oczywiście pana premiera zajmuję wyłącznie naprawdę dużymi sprawami, które wymagają strategicznych decyzji związanych z polityką państwa. Pozostałe kwestie realizujemy w ministerstwie w ramach naszych kompetencji. Na Radzie Ministrów z kolei dyskutujemy i podnosimy rzeczy, które są związane z naszymi resortami. Dzielimy się informacjami na bieżąco.
Pytam, bo solidną burzę pani rozpętała tą opłatą reprograficzną. X zapłonął.
- Jeżeli będziemy rozpatrywać wszystko, co dzieje się w państwie przez pryzmat tego, co się pisze na X, to zaczniemy iść w złym kierunku.
Czy ja wiem. Premier komunikuje się ze społeczeństwem przez X. Pani odpowiedziała na zarzuty przez X. Czyli jednak nie taki to zły kierunek.
- Co innego dyskusja, co innego podejmowanie decyzji politycznych. Użytkownicy tego serwisu nie są grupą reprezentatywną.
Jednak burza jest.
- Obserwujemy negatywne opinie pochodzące od bardzo konkretnej grupy osób, inspirowane głównie narracją, której się spodziewaliśmy. Wiedzieliśmy, że pojawi się ostra krytyka związana ze środowiskiem producentów i dystrybutorów sprzętu. Gdy pani minister Wróblewska (Hanna, b. minister kultury - red.) podpisała otwarcie konsultacji społecznych nowelizacji rozporządzenia dotyczącego opłaty reprograficznej, pojawiały się głosy sprzeciwu. Proszę jednak pamiętać, że jest to tylko część ogółu, za to z silnymi tubami propagandowymi, umiejętnie szerzącymi fake newsy. Staram się je na bieżąco dementować.
A kto jest tą tubą propagandową?
- Wpływowe środowiska, które były przeciwko nowelizacji tego rozporządzenia, bo ich interesy zostały w ich opinii naruszone. Dotyczy to bez wątpienia producentów i dystrybutorów sprzętu.
Bo zapłacą więcej?
- To oni poniosą koszty związane z nowelizacją tego rozporządzenia, co jest europejskim standardem. W przeciwieństwie jednak do innych krajów UE, w Polsce tego rozporządzenia nie nowelizowaliśmy od lat. I teraz pojawia się narracja tej grupy, że wprowadzamy nowy podatek. Ani to podatek, ani nowy. Po prostu zaktualizowaliśmy listę nośników, zmniejszyliśmy ją. Jeśli dobrze pamiętam na poprzedniej liście było 65, teraz mamy 19. Przenosimy nasz porządek prawny w XXI wiek i naprawdę nie dajmy się nabierać na narrację, że teraz nagle ten koszt zaczną ponosić konsumenci, bo tak nie jest i nie będzie.
To, że konsument końcowy zapłaci te kilkanaście, kilkadziesiąt złotych więcej w zależności od ceny za nowy sprzęt to jest ten fake news?
- Jeden z największych, wystarczy spojrzeć na inne rynki europejskie. Jesteśmy na szarym końcu wdrażania tych przepisów.
To akurat prawda - ostatni w UE jesteśmy.
- Nie tylko więc łatwo dostrzec, że nie miało to żadnego wpływu na ceny sprzętu, ale też i to, że w niektórych państwach Unii Europejskiej są niższe niż w Polsce. Tam, gdzie wprowadzono tę opłatę już dawno temu.
To akurat dość istotny argument. Jeśli będziemy płacić więcej jeszcze, za i tak droższy sprzęt niż w innych krajach europejskich, to sympatyków tym działaniem pani na pewno nie przybędzie.
- Jest coś takiego jak odpowiedzialność biznesu. Bo prawda jest taka…
Wierzy pani w odpowiedzialność biznesu?
- Oczywiście.
Ja wierzę jednak w biznes, który patrzy na marże i doliczy tę opłatę na każdym etapie produkcji i sprzeda drożej.
- Dla mnie jest przede wszystkim kwestia odpowiedzialności dużych korporacji za ich politykę. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie znowelizowalibyśmy tego rozporządzenia ze względu na lobbing wielkich koncernów zagranicznych. Bardzo łatwo jest dzisiaj zdeformować przekaz tak, żeby walił w rząd czy w ministerstwo, ja jestem jednak zwolenniczką walki z dezinformacją.
Pani odbiera te uwagi, które się pojawiają jako, zacytuję "walenie w rząd czy walenie w ministerstwo kultury"? Te argumenty jednak są całkiem sensowne. Mam przykład z opłatą cukrową, którą producenci w pełni przerzucili na konsumenta. Tak samo jest z każdą inną podwyżką opłat czy podatków. Czemu tu miałoby być inaczej?
- Choćby dlatego, że mówimy o drobnych kwotach w skali jednostki - 1 proc. od wartości wprowadzenia na rynek konkretnego urządzenia. Między innymi dlatego nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nagle w Polsce międzynarodowe koncerny zareagują w inny sposób niż w pozostałych państwach Unii Europejskiej.
Będziecie to jakoś monitorować?
- Oczywiście.
I będzie pani pilnować Apple czy Samsunga, by nie podnosili cen?
- Będziemy tego pilnować.
Rozmowy z big-techami są co do zasady trudne i widzimy to na każdym polu.
- Rozmowy są trudne, ale to nie znaczy, że powinniśmy ich unikać.
Swoją drogą, do opłaty reprograficznej odniósł się już TSUE. I wykluczył jakby potrzebę stosowania opłaty reprograficznej przy zapisywaniu w ramach subskrypcji utworów offline. To pani nie przeszkodziło by tę opłatę reprograficzną rozszerzyć na smartfony.
- Dlatego, że kopiujemy i zapisujemy nie tylko utwory dostępne w streamingu. Robimy to również w inny sposób: robiąc zdjęcia, przechowując filmy w pamięci swoich urządzeń, na laptopach, na tabletach, więc to nie jest jedyny sposób użytkowania dzieł.
Trochę taką odpowiedzialność zbiorowa tutaj pani wprowadziła. Ktoś kopiuje, zapłacą wszyscy.
- Ta opłata działa od 1994 roku. Kopiował pan książki na studiach?
Pewnie. A wie pan, kiedy to było? Wtedy to smartfony dopiero wchodziły.
A wie pan, że nadal studenci tak robią?
Podejrzewam, że tak.
- Dlatego producenci kserokopiarek cały czas odprowadzają opłatę reprograficzną. Czy wszyscy studenci kopiowali? Nie. Pewnie byli i tacy, którzy książki kupowali.
Zna pani skalę kopiowania utworów?
- Trudno jest to określić. Wiele zależy od nośnika i typu danych - inaczej kopiowana jest muzyka, inaczej treści prasowe, inaczej grafiki. Podkreślam, że opłata reprograficzna nie jest tożsama z walką z piractwem - to zupełnie inna kwestia. Opłata reprograficzna jest rekompensatą wypłacaną przez dystrybutorów i producentów na rzecz artystów z tytułu tego, że urządzenia, które produkują i na których zarabiają są podstawą do korzystania z dozwolonego użytku prywatnego
OK, a coś z piraceniem utworów planujecie zrobić?
- Przygotowujemy przepisy dotyczące live blockingu przy uzgodnieniu z Ministerstwem Cyfryzacji i Sprawiedliwości. Tę zmianę legislacyjną zaproponujemy w najbliższych czterech miesiącach.
To wracając do tej opłaty reprograficznej. Premier dał zgodę?
- Gdybym miała zawracać premierowi głowę każdym drobiazgiem…
200 milionów zł to w sumie nie takie drobna sprawa.
- Mówimy o nowelizacji istniejącego rozporządzenia. Pan premier powierzył mi to stanowisko z pełną wiedzą na temat moich planów działania i przekazał mi kompetencje w zakresie mojego resortu. To oczywiste, że konsultujemy sprawy ważne z punktu widzenia państwa, jednak nowelizacja rozporządzenia funkcjonującego w Polsce od dekad należy do zadań resortu. Trudno mi sobie wyobrazić ministra, który z czymś takim biegałby do premiera.
A swoją drogą to czemu wybrała pani tę ścieżkę nowelizacji rozporządzenia?
- A jaka miałaby być inna?
Czemu nie puścić tego ustawowym trybem, dopasować przepisy całościowo do nowych czasów?
- Ale to jest załącznik do ustawy, która już obowiązuje - od 32 lat! Załącznik wymagał aktualizacji na drodze rozporządzenia.
Będzie nowelizacja przepisów dotyczących funkcjonowania OZZ-ów, które mają dzielić pieniądze z opłaty reprograficznej?
- Tak, przygotowujemy zmianę ustawodawczą, żeby maksymalnie uszczelnić ten system. Prowadzimy kontrolę w każdym z dziewięciu OZZ-ów. Jesteśmy już po kontroli w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich i STOARTcie, obecnie prowadzimy kontrolę w ZASP-ie, po niej od razu wchodzimy z kolejną.
Po co te kontrole?
- Żeby dowiedzieć się jak wygląda wydatkowanie środków. Wcześniej długo zbieraliśmy informacje dotyczące dystrybucji pieniędzy w OZZ-ach, gdy trafiają one do nich np. z tantiem. Widzimy potrzebę zaktualizowania tego prawa, tak żeby było bardziej transparentne. Zaczynamy wchodzić w dialog z organizacjami zbiorowego zarządzania. Mamy konkretne propozycje, ale chcemy w pierwszej kolejności omówić je z OZZ-ami.
Jaki maksymalny poziom za zarządzanie trafi do OZZ?
- Odpowiem panu na to pytanie, gdy skończymy rozmowy i wprowadzimy konkretne rozwiązania legislacyjne. Nie chcę w tym momencie deklarować żadnej konkretnej kwoty, bo byłoby to z mojej strony co najmniej nieodpowiedzialne.
Nie odkrywa się wszystkich warunków przed negocjacjami?
- Mamy konkretny pomysł, ale szczegóły poznają państwo dopiero wtedy, gdy ten proces się zakończy.
Ile sobie dajecie czasu?
- Cztery miesiące, bo chcemy jeszcze wprowadzić zmianę tego prawa w tej kadencji. A jak pan wie, proces legislacyjny jest procesem długim.
Za moment okres przedwyborczy, co niesie ryzyko, że spowolni.
- Albo przyspieszy, jeśli wdrażane rozwiązania okazują się mocnym argumentem w kampanii.
A ustawa o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artysty to dobre rozwiązanie?
- Najlepsze!
Coś czuję, że będzie burza wokół tego.
- Gdyby każdy z ministrów tego rządu bał się podejmowania decyzji, to nic byśmy nie zrobili.
A ja nie mówię, że się pani musi bać. Ja mówię, że będzie burza.
- Prawda jest taka, że przez 30 lat każdy polski rząd po kolei próbował wprowadzić to rozwiązanie i nie jakoś nie wychodziło. Tymczasem to jest ten moment, kiedy to się uda.
To jak będzie pani zarządzać tym?
- Czym?
Przekonywać, że to potrzebne i dobre rozwiązanie.
- Przede wszystkim uświadamiając ludziom, że wspieranie kultury nie jest fanaberią, tylko inwestycją w przyszłość całej wspólnoty, a praca artystyczna to praca. Czy pan wie ile godzin pracy koncepcyjnej, artystycznej, manualnej spędza, powiedzmy, artysta na wykonaniu rzeźby?
Nie wiem. Ile?
- To nie jest praca, którą wykonuje się w dwa dni. Musimy pamiętać o specyfice pracy artystycznej, najczęściej jest to praca projektowa. I bardzo często jest tak, że nasi artyści przyjmują zlecenie, przy którym pracują, powiedzmy, trzy miesiące, a potem przez następne trzy nie mają kolejnego. Rozwiązanie, które proponujemy jest dla tych osób, którym aktualnie coś źle poszło. I tylko dla nich. Proponowane wsparcie nie będzie dotyczyć artystów o stabilnych dochodach. Ustaliliśmy z Krajową Administracją Skarbową, że będziemy monitorować przychody twórców. System nie przewiduje wpłat na konto artysty, tylko dopłaty bezpośrednio do składek ZUS, żeby wyrównać różnicę, której brakuje w składce na dany miesiąc.
Dlaczego to robić w ogóle?
- Żeby artyści więcej nie wypadali już z systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych, bo wtedy nie mogą pójść do lekarza. Są w sytuacji, w której nie mogą wziąć leków refundowanych, artystki nie mogą pójść na urlop macierzyński. Dlaczego? Dlatego, że przy braku ciągłości opłacenia składki przez dwa miesiące wypadają z systemu. To realne uzupełnienie luki w systemie ubezpieczeń społecznych.
Chodzi o opłacenie składek ZUS, w taki sposób, by nie tracili artyści ciągłości ubezpieczenia.
- Tak, z czego nie dla wszystkich i nie automatycznie. Weryfikowane będą wszystkie przychody: z działalności gospodarczej, z tantiem. Zamierzamy pomagać tym twórcom, których praca artystyczna jest na wysokim poziomie, ale z różnych przyczyn nie mają ciągłości przychodów.
125 proc. płacy minimalnej. To jest ten próg bólu dla resortu kultury?
- 125 procent za ostatnie trzy lata. Przewidzieliśmy również sytuację, w której artysta chce się przekwalifikować i ustawowo wpisujemy do tego rozwiązania Radę Programową, która na bieżąco ewaluuje i bada rynek i środowisko artystów w Polsce. Dziś takie badanie nie są prowadzone na bieżąco, mało tego: do tej pory tego nie kontrolowaliśmy. Dlatego równolegle przygotowujemy mechanizmy przekwalifikowania, żeby dać tym artystom, którzy mają uporczywe trudności w utrzymaniu się na rynku pracy, możliwość przekwalifikowania na inny zawód.
Trochę brutalne.
- Takie są realia. Jesteśmy dziś mądrzejsi o doświadczenie pandemii, która mocno zweryfikowała środowisko artystyczne. Wielu moich kolegów jeździło na taksówkach, bo przez długi czas nie mieli żadnej możliwości pracy w zawodzie. Chciałabym, żeby ten sektor był przygotowany na każdą ewentualność. Kiedy tancerz nie jest w stanie już tańczyć, a jednak chce dalej pracować, będzie miał możliwość przekwalifikowania się.
Kto jest artystą?
- Na pewno nie będzie o tym decydował minister kultury, te czasy szczęśliwie mamy już za sobą.
Czy na zabezpieczenie socjalne artystów będą pieniądze w budżecie już w 2027 r.?
Tak.
Ile?
- Jeśli ta ustawa przejdzie przez Sejm do września, to przy dziewięciomiesięcznym vacatio legis zakładam, że zacznie obowiązywać w połowie przyszłego roku. Zakładamy, że w pierwszym pełnym roku funkcjonowania systemu będzie to koszt od 320 do 380 milionów złotych.
To może być około 21 tys. osób?
- To górny szacowany pułap. Natomiast nie wiemy, czy wszyscy skorzystają z możliwości podejścia do komisji opiniującej, czy wszyscy otrzymają status artysty zawodowego i czy wszystkie te osoby rzeczywiście skorzystają z dopłaty.
Jaki jest maksymalny okres, żeby być w tym systemie wsparcia?
- Pierwsza decyzja komisji opiniującej będzie pięcioletnia. Ale to nie oznacza, że przez pięć lat będziemy dopłacać do składek.
Mogłaby być pokusa, żeby w sumie robić tę rzeźbę przez pięć lat.
- No ale tak się nie da. Jeżeli artysta otrzyma projekt i w jego ramach umowę zlecenia, co oznacza że będzie tam również składka ZUS, to państwo automatycznie przestaje płacić. Mamy to zweryfikowane i tak zaplanowaliśmy system, żeby był w pełni szczelny. Przy okazji uważam, że to też zmniejszy szarą strefę. 15 proc. naszych artystów działa i zarabia na czarnym rynku bez żadnej umowy.
Nie będę pytał o premiera, zapytam o koalicję. Pani już zrobiła rozeznanie, czy wszyscy zagłosują za projektem?
- Tak, jest to jeden z priorytetów rządu.
Podejrzewam, że PiS też może zagłosować za.
- Sądzę, że wszyscy zagłosują za.
Serio?
- Tak. No, może poza Konfederacją. Tam trudno szukać zrozumienia nie tylko dla mniejszości społecznych, ale i środowiska artystycznego, nad czym ubolewam. Proszę jednak pamiętać, że to jest rozwiązanie, które każdy poprzedni rząd usiłował wprowadzić przez ostatnie lata.
Czemu się nie udawało wcześniej?
- A to już pytanie do poprzednich ministrów. Tworzenie nowego prawa to wyzwanie, na które nie każdy jest gotowy. Nie nowelizujemy żadnej gotowej ustawy, tylko tworzymy coś od podstaw, a to nigdy nie jest łatwe. Jednocześnie ta ustawa sama w sobie jest wyjątkowo trudna.
Organizacyjnie też to nie będzie podejrzewam łatwe do wprowadzenia. To ZUS się tym zajmie?
- ZUS i KAS. Oraz Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej, przekształcone z obecnego Centrum Edukacji Artystycznej. W ministerstwie będzie też funkcjonować instancja odwoławcza od decyzji komisji oceniającej.
Wiem, że pani zdaniem nie jest pani rolą chodzenie na drugą stronę Krakowskiego Przedmieścia do prezydenta, ale może w tym przypadku wypadało wcześniej się tam zorientować, co oni na to? Żeby nie było tak, że z kolejnym ministrem kultury będę rozmawiać o tym samym projekcie znowu.
- Po kolei, na razie wprowadźmy ustawę do Sejmu. Jestem przekonana, że usłyszymy różne głosy, zapewne będziemy wprowadzać jeszcze jakieś zmiany. Trudno mi też uwierzyć, żeby pan prezydent był przeciwko tej ustawie, bo sam pracował w muzeum. Więcej - pracował z artystami, więc świetnie zdaje sobie sprawę z tego, jak potrzebna jest ta ustawa.
Jak nam idzie restytucja mienia?
- Świetnie. Podczas ostatnich konsultacji polsko-niemieckich 1 grudnia złożyliśmy dziewięć wniosków restytucyjnych. Założyliśmy także polsko-niemiecką grupę do spraw restytucji, która popycha każdy wniosek i przygotowuje kolejne. Następne najprawdopodobniej złożymy w czerwcu i czekamy na pozytywne rozwiązanie spraw z grudnia.
Długo będziemy czekać?
- Nie. Myślę, że niedługo będę mogła powiedzieć więcej na ten temat.
Po co pani Polska Fundacja Narodowa?
- Mi? To jest fundacja, która została powołana aktem założycielskim w 2016 roku.
Ja to wiem, mało tego w tym roku PFN kończy działalność, bo statutowo została powołana na 10 lat. A chciałaby pani coś podobnego utrzymać?
- Uważam, że pomysł założenia takiej fundacji sam w sobie był dobry, skandaliczne za to było jego wykonanie i sposób wykorzystywania pieniędzy spółek Skarbu Państwa
Spółki powinny się składać na taką promocję Polski za granicą?
- To akurat było zasadniczo dobrym pomysłem. Marka tej fundacji została jednak przez rząd PiS-u tak zniszczona, tak poturbowana, że faktycznie zadajemy sobie pytanie, czy jesteśmy w stanie ją odbudować. Zrobiliśmy wiele badań, rozmawiamy też z naszymi partnerami, czyli spółkami Skarbu Państwa. Decyzja kierunkowa, co dalej z Polską Fundacją Narodową, jeszcze przed nami, ale musimy ją podjąć do końca tego roku.
Czyli stoimy trochę powiem nie za ładnie w rozkroku: albo zamknąć i zapomnieć, albo ratować? Czy tworzyć coś nowego w podobnym stylu?
- Dokładnie. Uważam jednak, że byłoby to ważne i potrzebne źródło finansowania kultury.
Spółki SP będą chciały płacić po tych doświadczeniach z PFN-em?
- Pozostajemy w stałym kontakcie z prezesami spółek Skarbu Państwa, którzy pokazują nam różne rozwiązania, którzy mają również swoje pomysły i dalej chcą płacić na promocję polskiej kultury. Tylko tak naprawdę cały czas dyskutujemy na temat formy i właśnie tego, czy utrzymujemy Polską Fundację Narodową, czy będziemy tworzyć nowy podmiot.
I co minister Wojciech Balczun na to?
- Również jest przed tą decyzją. Jesteśmy na bieżąco, jeśli chodzi o ten temat, zastanawiamy się po prostu nad jednym i drugim rozwiązaniem. Oba mają plusy i minusy.
Z innej beczki. Jaką strategię na rozwój kultury ma Polska dzisiaj?
- Lubię plany, które wynikają z jakiejś analizy i z konkretnych założeń. Lubię strategie, do których mogą się odwoływać instytucje nadzorowane, podległe nam. Bo ministerstwo funkcjonowało bez planu przez wiele lat. Bez wizji. Pierwszą z rzeczy, które tak naprawdę zaczęliśmy tworzyć tutaj w ministerstwie to analiza konkretnych sektorów, stworzenie planów kierunkowych, opracowanie ich. I to wymaga zaangażowania wielu obszarów w tym resorcie.
I jak idzie tworzenie?
- Właśnie kończymy konsultacje wizyjnej strategii rozwoju kultury, która powie nam, w którym kierunku zmierzamy. Do tego planu będą mogły odwoływać się nasze instytucje, będzie ona skorelowana ze strategią rozwoju kraju. Kończymy też prace nad strategią dotyczącą polityki pamięci. Mamy koncepcję inwestycji strategicznych w obszarze kultury. Ją też będziemy prezentować, tylko nie wszystko naraz. To ministerstwo było naprawdę wyjątkowo zaniedbane, a powinna istnieć jakaś polityka kontynuacji. Konkretny plan jest ważny, tylko on musi wynikać z konkretnych analiz, danych, których to ministerstwo nigdy nawet nie agregowało. My przede wszystkim potrzebujemy dokumentów strategicznych i dlatego je tworzymy, także w obszarze inwestycji.
Jakieś trzy główne punkty tego strategicznego podejścia do inwestycji?
- Bezpieczeństwo, bezpieczeństwo, bezpieczeństwo.
Teraz bezpieczeństwo to czołgi, rakiety i samoloty.
- A jednak bezpieczeństwo to jest także inwestycja w kulturę, bo to, czego musimy chronić najbardziej, związane jest bezpośrednio właśnie z naszą kulturą i tożsamością.
A powie mi pani, czy ma przygotowane na wypadek wojny plany ewakuacji dzieł sztuki?
- Powołałam pełnomocniczkę, która zajmuje się opracowaniem krajowej strategii ochrony dóbr kultury.
Jak jej idzie?
- Całkiem nieźle. Przeprowadziliśmy już bardzo dużo kontroli, także w naszych instytucjach, czy mają wdrożone rekomendacje i czy mają plany. A przypomnę, że podlega nam aż 456 instytucji.
Mają?
- Część tak. Weryfikujemy na jakim etapie są nasze główne, kluczowe instytucje. Dzisiaj jestem już spokojniejsza o to, że nasze instytucje wiedzą co robią, że mają spisane te najcenniejsze obiekty. Teraz tylko nasza rola w tym, żeby dobrze działał system komunikacji i żebyśmy mieli to również zagregowane w jednym dokumencie.
Co z ustawą o mediach publicznych, przyśpieszycie?
- Za moment wyjdzie na SKRM, skończyliśmy konsultacje społeczne i międzyresortowe. Musieliśmy uzgodnić jeszcze parę rzeczy, bo było bardzo dużo uwag.
Delikatny temat, nie dziwię się.
- Wszystkie rzeczy, które dotykają Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w zasadzie są delikatnymi tematami. Wie pan, jaki jest mój największy problem od samego początku?
Kadry.
- Nie. Pogodzenie wszystkich interesów, wszystkich grup, które mają wpływ na realizację działań w tym resorcie: politycy, administracja, środowisko artystów. Zawsze trzeba wybrać dwie z trzech. Nie ma tak, że da się pogodzić wszystko i wszystkich. I to jest najtrudniejsza rola, jeśli chodzi o zarządzanie tym resortem. Mierzę się z tym każdego dnia. Przy ustawie medialnej jest dokładnie tak samo. W pewnym momencie jednak trzeba wreszcie zacząć podejmować jakieś decyzje.
Gdzie jest największy problem z tych trzech grup?
- No wie pan…
Długa pauza.
- Długa pauza... Najbardziej zależy mi na tym, żeby media publiczne były w końcu apartyjne.
Wierzy w to pani?
- Tak.
Uda się?
- Tak. Najważniejszą rzeczą będzie ich odpartyjnienie, zlikwidowanie Rady Mediów Narodowych, wprowadzenie konkursów na stanowiska dyrektorów, także dyrektorów programowych. My musimy, choćby tylko po to, żeby mądrze i skutecznie walczyć z dezinformacją, mieć niezależne media publiczne. Jeśli nie zrobimy tego tą ustawą, to będziemy musieli wdrożyć jakiś plan B, bo nie wyobrażam sobie, że nie wprowadzimy zmian w kierunku transparentności.
A jest ten plan B? Zerkam ponownie na drugą stronę ulicy. Ja rozumiem, że miało być łatwo, ale okazało się, że ta ścieżka nie jest dostępna. Trzeba się dzisiaj dogadywać z prezydentem.
- Pan prezydent nie wetuje wszystkich ustaw. Akurat w swojej kampanii prezydenckiej mówił dokładnie to samo, co my mówiliśmy w naszej kampanii parlamentarnej: że trzeba odpartyjnić media publiczne. Przychodzę z gotowym rozwiązaniem.
Abonament znika?
Tak.
Jest zgoda ministra finansów na 2,5 miliarda złotych dla mediów publicznych z budżetu państwa?
- Jest zgoda, negocjujemy moment wejścia w życie tego zapisu. Ze względu na finanse publiczne, musimy podejść do tego odpowiedzialnie, zresztą dokładnie dziś o tym rozmawialiśmy (11 maja - red.).
I co?
- Zaproponujemy takie rozwiązanie w uzasadnieniu i w Ocenie Skutków Regulacji, które rzeczywiście gwarantuje te 2,5 miliarda, a które będzie satysfakcjonujące dla Ministerstwo Finansów. Więc negocjujemy de facto datę.
Ciężko będzie?
- Tak.
Czyli jednak Ministerstwo Finansów czuje, że tego miejsca w budżecie na nowe wydatki jest naprawdę mało już.
- Oglądamy w Polsce po dwa razy każdą złotówkę, bo z oczywistych względów stawiamy bardzo mocno na bezpieczeństwo. Jednak media publiczne są ważną częścią infrastruktury bezpieczeństwa państwa, więc musimy brać je pod uwagę.
Wiem, że śledztwo w sprawie ojca Rydzyka i Muzeum "Pamięć i Tożsamość" jest przedłużone do 9 września.
- Zaproponowaliśmy konkretne rozwiązania budowlane. Cały czas prowadzimy dialog i mam poczucie, że jesteśmy w stanie dojść do jakiegoś porozumienia. Obecnie jesteśmy na etapie uzgadniania nowego dyrektora instytucji. Sprawa jeszcze się nie zakończyła.
Chciałaby się pani po ludzku dogadać?
- Chciałam się dogadać od samego początku, bardzo bym chciała ten temat już zamknąć. Uważam, że jesteśmy w stanie rozwiązać tą sprawę - po prostu teren, na którym stoi muzeum, musi przejść na rzecz Skarbu Państwa. Tyle w temacie.
Tyle albo aż.
- My nie chcemy zamykać tego muzeum. Mamy różnych odbiorców w naszym kraju, o różnej wrażliwości. Szanujemy to. Chcemy jedynie zabezpieczyć interes Skarbu Państwa. Tyle i aż.
Rozmawiał Bartosz Bednarz














