Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD), łączne zadłużenie Polaków za "jazdę na gapę" wynosi ponad 366 mln zł, a zadłużonych gapowiczów jest w Polsce 260,2 tys. Niespłacone długi gapowiczów mogłyby stanowić poważny zastrzyk gotówki dla przewoźników w Polsce.
Milionowe długi gapowiczów w Polsce. Wzmożone kontrole nie poprawiają ściągalności długów
Zarząd Transportu Metropolitalnego w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii poinformował, że w ubiegłym roku przeprowadzono rekordowe ponad 324 tys. kontroli biletowych. Ze 153 tys. złapanych "gapowiczów" aż 65 tys. nie zapłaciło mandatu od razu, więc otrzymało wezwanie do zapłaty, a 24 tys. spraw trafiło do sądu. Mimo że liczba wezwań do zapłaty wzrosła o 62 proc., a liczba pozwów sądowych się podwoiła, to planowane dochody z mandatów wzrosły jedynie o 7 proc.
Z kolei w Łodzi według Krajowego Rejestru Długów "gapowicze" są winni przewoźnikom ok. 105 mln zł. Tymczasem koszty bieżącego funkcjonowania łódzkiego transportu publicznego w 2026 roku wyniosły aż 750 mln zł. To oznacza, że same długi stanowią ok. 15 proc. całego budżetu na komunikację.
Ponadto w województwie łódzkim jest również największe zadłużenie gapowiczów, bo zobowiązania wynoszą aż 123,4 mln zł (przy 50,7 tys. dłużników). Druga pod tym kątem jest Wielkopolska z 74,3 mln zł długu (38,4 tys. dłużników), a trzecie Mazowsze, w którym zaległości wynoszą 45,6 mln zł (co dotyczy 50 tys. osób).
"Nasze doświadczenia w egzekwowaniu zapłaty od gapowiczów wskazuje, że traktują oni karę za jazdę bez ważnego biletu jako drobną niedogodność, a nie faktyczne zobowiązanie finansowe. To błąd, bo zlekceważona opłata dodatkowa może uruchomić całą lawinę konsekwencji: wezwania do zapłaty, wpis do KRD i działania windykacyjne" - ocenia Jakub Kostecki wiceprezes zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Dlaczego długi gapowiczów są trudne do ściągnięcia?
"Kiedy nasi klienci analizują portfele wierzytelności zakładów komunikacji miejskiej, widzą ten sam schemat w całej Polsce: rośnie liczba wystawionych mandatów, ale za tym nie idzie proporcjonalny wzrost realnych spływów z tych pakietów. To mówi nam coś ważnego - nie tylko o skali samego zjawiska, ile też o skuteczności systemu ściągania należności" - ocenia Piotr Maciągowski, ekspert z OnTheGo, firmy specjalizującej się we wdrażaniu systemów zarządzania wierzytelnościami.
Problem pojawia się na etapie wystawiania mandatu. Choć kontrolerzy mogą zweryfikować tożsamość pasażera, np. poprzez numer PESEL, tak nie ma kontroli danych adresowych. Gapowicz może podać zmyślony lub nieprawidłowy adres. Gdy wezwanie do zapłaty na takowy trafi (lub nie trafi, jeśli jest zmyślony), to pojawiają się problemy z dochodzeniem roszczenia. W efekcie część mandatów nie trafia nawet do systemu windykacyjnego.
"To przekonanie trzeba aktywnie zmieniać: przez szybką, automatyczną i nieuchronną reakcję na każde opóźnienie. Z mojego doświadczenie wynika, że np. banki angażując mniej ludzi osiągają znacznie lepsze efekty w odzyskiwaniu należności. Obecnie coraz liczniejsze podmioty zdają sobie sprawę, że wdrożenie kilku prostych i dostępnych na rynku narzędzi do zarządzania wierzytelnościami pozwala zwiększyć przychody o 15-30 proc." - mówi Michał Kik, ekspert od systemów zarządzania wierzytelnościami w OnTheGo.
Pod tym kątem rozwiązaniem mogłoby być poprawienie procesu prewindykacji. Jak ocenia Michał Kik, zamiast angażować pracowników do pilnowania setek spraw, równie dobrze mógłby robić to system - szybciej i konsekwentniej. Jego zdaniem właśnie konsekwencji najbardziej brakuje w obecnym systemie egzekwowania mandatów komunikacyjnych.
Obecnie koszty biletów nie pokrywają i tak kosztów funkcjonowania komunikacji miejskiej. Przykładowo, według oficjalnych danych, w Warszawie koszty komunikacji miejskiej w 2025 roku wyniosły 4,421 mld zł, a wpływy z biletów wynosiły ok. 935,5 mln zł. W Łodzi ta różnica jest mniejsza, bo przy nakładach na komunikację w wysokości 750 mln zł wpływy z biletów wynoszą ok. 170 mln zł. Różnice pokrywa dotacją z budżetu miasta.
Tym samym im więcej zysku z biletów i odzyskanych pieniędzy z mandatów, tym mniej miasto będzie mogło dokładać do komunikacji miejskiej. A w efekcie będzie mogło więcej przeznaczyć na inwestycje. Gdyby polskie zakłady komunikacji odzyskały chociaż jedną dziesiątą długów zarejestrowanych w KRD, mogłyby zyskać ponad 36 mln zł.













