Cztery elektryczne19-osobowe busy kupiło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Pojazdy kosztowały 3 mln 198 tys. zł. Busy kursują z Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN w Zakopanem do Włosienicy - miejsca, gdzie kończą przejazdy także zaprzęgi konne. Dalej do Morskiego Oka prowadzi 1,7-kilometrowy szlak pieszy. W ramach porozumienia podpisanego w lutym przez resort klimatu, TPN, władze samorządowe i Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka, busy miały stanowić alternatywę dla transportu konnego.
Busy do Morskiego Oka. Pomysł się spodobał
W wakacje z oferty elektrycznych busów skorzystało prawie 11,8 tys. pasażerów, w tym 1 632 turystów z niepełnosprawnościami. Pojazdy wykonały łącznie 958 kursów - informuje TPN. Największym zainteresowaniem turystów cieszyła się linia Zakopane - Włosienica, która pozwala dojechać niemal pod samo Morskie Oko. Średnia frekwencja wyniosła na niej 92,1 proc.
Według TPN, nowe rozwiązanie pozwoliło ograniczyć ruch samochodów na trasie turystycznej. "W wakacje 2024 r. wydano 459 zezwoleń na wjazd samochodów osób z niepełnosprawnościami na drogę do Morskiego Oka" - informuje zarząd parku. Dodaje, że w tym roku takie zgody nie były już potrzebne, bo chętni korzystali z "elektryków".
E-busy pełnią również funkcję edukacyjną. "Każdy przejazd to okazja do wysłuchania krótkich opowieści o przyrodzie, kulturze i historii Tatr, przygotowanych przez edukatorów Parku" - czytamy na stronie TPN. Poinformowano na niej, że pojazdy będą kursować co najmniej do końca października. Zimą, kiedy trasę pokryje śnieg i lód, busy mogą sobie nie poradzić z jazdą po stromym terenie.
Busy nad Morskie Oko nie wyeliminowały koni
Wprowadzenie busów nie wyeliminowało wykorzystywania na trasie do Morskiego Oka koni. Fiakrzy podkreślają, że mimo pojawienia się alternatywy nie zanotowali spadku zainteresowania przejazdami zaprzęgami. "Dla zdecydowanej większości turystów przejazd fasiągiem nie jest jedynie formą transportu, lecz atrakcją samą w sobie" - podkreślił cytowany przez PAP prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka Andrzej Mąka. Zapewnił, że turyści cenią kontakt z końmi, góralską kulturą oraz możliwość wysłuchania opowieści fiakrów w gwarze podhalańskiej.
Według przewoźników turyści traktują busy przede wszystkim jako wygodny środek transportu. Zaś przejazdy fasiągami jako wyjątkową atrakcję i element dziedzictwa regionu. "Wbrew powtarzanym przez niektóre organizacje prozwierzęce opiniom, nie widać społecznego sprzeciwu wobec transportu konnego na drodze do Morskiego Oka" - stwierdził cytowany przez PAP prezes organizacji przewoźników.
Protesty przeciwko wykorzystywaniu koni do transportu turystów nad Morskie Oko trwają od końca lat 90-tych. Przełomowym momentem był 2009 r. - agonia konia Jordka na Polanie Włosienica. Zwierzę było skrajnie wyczerpane. Wydarzenie nagrał jeden z turystów, który potem zamieścił je w sieci. Od tego czasu do walki o dobrostan koni ciągnących turystów nad Morskie Oko przyłączyło się wiele organizacji. Pojawiły się też apele o ich adopcję.
TPN zapowiada, że doświadczenia tegorocznego sezonu posłużą do przygotowania dalszych działań, także w kontekście planowanej na przyszły rok reorganizacji transportu konnego na tej trasie. Zgodnie z ustaleniami, od przyszłego roku trasa dla fasiągów ma zostać skrócona do odcinka Palenica Białczańska - Wodogrzmoty Mickiewicza, a same wozy mają być zmodernizowane i lżejsze.














