W Polsce żyje około 2,5 miliona rodzin pszczelich, niewiele mniej niż w 30 razy większych Stanach Zjednoczonych (2,6 mln rodzin). Tymczasem ubywa areałów, na których żywią się miododajne owady. - Zmniejsza się powierzchnia upraw rzepaku, mimo naszych próśb w miastach ścinane są trawy, zniknęły wrzosowiska, aleje lipowe czy akacjowe - wylicza Interii Biznes Sekretarz Generalny PIM, Przemysław Rujna. Wskazuje też na pogodę. - Trochę się poprawiła, ale zapowiadają fale deszczów - przypomina.
Miodu jak na lekarstwo i będzie droższy
Dlatego tegoroczny sezon pszczelarski nie napawa optymizmem. Przedstawiciele branży wskazują na chłodny kwiecień, nocne przymrozki oraz utrzymującą się suszę. Wszystko to hamuje rozwój nektarodajnych roślin i obniża aktywność pszczół. - Faktycznie, zbiory będą małe - zapowiada Rujna. W 2025 r., podczas złego sezonu, zebrano około 17 tys. ton. W tym roku ma być podobnie.
Taki zbiór będzie oznaczał niedobór na polskim rynku. Jak wynika bowiem z danych PIM, statystyczny Polak zjada rocznie średnio kilogram miodu, o połowę mniej niż wynosi średnia unijna. Dlatego produkt ten jest importowany m.in. z Ukrainy, Ameryki Południowej i Chin - największego na świecie producenta miodu. Rozmówca Interii Biznes zapewnia, że każda wwożona do Polski partia przechodzi rygorystyczne badania i kontrole.
Trudno jest przed początkiem zbiorów przewidzieć cenę końcową miodu. Przedstawiciele branży twierdzą, że nieco wzrośnie. - Cena nie zależy tylko od pogody, jest wypadkową m.in. sytuacji rynkowej i ciągłego wzrostu cen - wskazuje Przemysław Rujna. Sezon rozpocznie się najpóźniej za dwa tygodnie i ceny w skupach mają być o kilka procent wyższe niż przed rokiem. - Mogą się jeszcze zmienić. W zeszłym roku, różnica między czerwcem a wrześniem wyniosła 10 proc. na rzecz pszczelarzy - informuje sekretarz generalny izby.
Resort klimatu o pszczołach, prezydent też
Nieco większy optymizm od organizacji branżowych wyrażają sami pszczelarze.
- Przymrozki w kwietniu są naturalną rzeczą. Pogoda się wyklarowała, rzepak zakwitł i pszczoły coś tam znoszą, wymiernie ale znoszą - zapewnia nas pszczelarz z Jędrzejowa, wsi opodal Mińska Mazowieckiego. Jego zdaniem, trwający sezon pszczelarski może być nieco lepszy od poprzedniego. - Żeby tylko nie było katastrofy z pogodą - wyraża nadzieję rozmówca.
Przyznaje, że w zeszłym roku prawie nie zebrał miodu. Od lat prowadzi pasiekę wędrowną - przewozi ule do miejsc aktualnego kwitnienia roślin miododajnych. - Teraz kwitnie rzepak, potem zakwitnie akacja. Z każdego ula mam 50-60 kilogramów rocznie - informuje. Zapewnia też, że pszczoły dobrze przetrwały mroźną zimę. - Nie szkodzi im mróz tylko wilgoć - wyjaśnia.
Problemy pogodowe to tylko część kłopotów branży. Równolegle toczy się dyskusja wokół projektu dotyczącego ochrony zapylaczy - motyli, trzmieli czy dzikich pszczół. Owady te coraz częściej są wypierane przez miododajne pszczoły, których rodzin w Polsce przybywa. Prawdopodobnie w tym tygodniu, z inicjatywy Prezydenta RP Karola Nawrockiego, ma zostać powołana rada ds. pszczół. Biuro Mediów i Listów Prezydenta nie potwierdziło jednak tej informacji.














