Monetarny alfabet, czyli co zapamiętamy z konferencji prezesa NBP

Polityka monetarna powinna być nudna - mawiał były gubernator Banku Anglii Mervyn King. Ale kto powiedział, że nudne mają być wystąpienia albo konferencje prezesa banku centralnego? Tym bardziej, jeśli czeka się na nie od wielu miesięcy, a ta prawdziwa, z dziennikarzami, odbyła się ostatnio w marcu.

Wczorajsze wystąpienie prezesa NBP Adama Glapińskiego było poświęcone odpowiedziom na pytania (nie wszystkie) przysłane przez dziennikarzy. Z racji, że transmisję zaplanowano w piątek na godz. 16, a zakończyła się ok. godz. 18, mogła nie przez wszystkich zostać zauważona w odpowiedni sposób. Stąd też poniższy subiektywny alfabet.

A jak atom, a właściwie elektrownie atomowe - czyli atomowe uderzenie na początek alfabetu, choć prezes NBP wspomniał o tym paliwie dopiero w setnej minucie wystąpienia.

"Gdybyśmy nie byli członkiem Unii Europejskiej, byśmy mieli tanią energię. A w tej sytuacji musimy robić to, co się od nas wymaga i zrobimy to. Mam nadzieję, zbudujemy cały szereg elektrowni atomowych w najbliższych 20 latach i będziemy mieli tanią i ekologiczną energię. Szczerze mówiąc, Unia Europejska zamiast tych wszystkich zielonych funduszy itd. powinna nam udzielić zdecydowanej pomocy finansowej i wybudować np. kilka elektrowni atomowych. I radykalnie by zmniejszyła emisję dwutlenku węgla, także tego co napływa do Zachodniej Europy i dla planety, która podobno jest zagrożona".

Reklama

"Proponuję UE, żeby wybudowała nam system elektrowni atomowych i my całkowicie zamkniemy kopalnie. Będziemy zamykali jedną po drugiej, jak będą otwierane te elektrownie. UE wydałaby na to mniej pieniędzy niż na te wszystkie wymyślne źródła energii, które w polskich warunkach klimatycznych i geograficznych nie mają takiej efektywności. Ale oczywiście ten świat nie rządzi się logiką, także tak nie będzie".

B jak bieliźniarka - jedno z miejsc, w których Polacy trzymają banknoty wyjęte z banków albo bankomatów.

"Jak ktoś chce w bieliźniarce, czy gdzie tam ludzie dziś chowają banknoty, nie wiem, boi się z jakiś powodów, i chce sobie odłożyć, to wygodniej jest w (banknocie - red.) 500 czy 1000 zł, jeszcze bardziej niż w 50-cio złotówkach. Także i tysiączłotowy banknot się pojawi" (patrz T).

C jak cyberbezpieczeństwo - jeden z priorytetów sektora bankowego, a banków centralnych w szczególności.

"Dlatego w NBP powstał osobny departament cyberbezpieczeństwa, żeby nas przepchnął do wyższego poziomu bezpieczeństwa".

D jak depozyty - przedsiębiorstw - o 25 proc. większe niż przed rokiem.

"Nie wydają (firmy - red.) środków na inwestycje, deponują środki w formie zapasów".

E jak euro, a właściwie brak euro w Polsce i oczywiste korzyści, zdaniem szefa NBP, z tego powodu, zwłaszcza w kryzysie.

"Gdyby nie złoty, bylibyśmy w sytuacji Grecji, Portugalii, Włoch. Przeżywam to razem z Włochami, które kocham. Gdyby Włochy miały własną walutę, dawałyby sobie lepiej radę w tej sytuacji, nie miałyby takiego ubytku (PKB - red.)".

"Mamy złotego i mam nadzieję zawsze będziemy mieli w dającej się przewidzieć perspektywie. W NBP, dopóki tu jestem, dyskusja o odejściu od krajowego pieniądza nie może mieć miejsca, to byłoby wbrew państwu polskiemu. (...) "Inna niż własna waluta, polski złoty, byłaby czymś przeciwko podstawowym interesom narodowym. Mamy złotego po to żeby przez zmianę kursu amortyzował niekorzystne kryzysowe oddziaływanie na polską gospodarkę".

E jak eksporterzy, których konkurencyjność kursową przy okazji grudniowych interwencji walutowych i osłabienia złotego wsparł polski bank centralny.

"To, że ich sytuacja jest dobra nie oznacza, że nie może się pogorszyć. To nam groziło, nasza interwencja miała zapobiec groźnemu procesowi aprecjacji polskiego złotego i cel został osiągnięty. (...) Chodziło nam o uspokojenie sytuacji, żeby eksporterzy w miarę stabilnie mogli planować swoje działanie".

"Dobry jest ten kurs, który był i który jest. Polscy eksporterzy dają sobie w nim radę. (Dobre jest - red.) wolne, dające się przewidzieć umocnienie".

"Oczywiście osłabienie kursu ma też swoje złe strony. Może się przełożyć na wyższe ceny, ale alternatywą jest większa recesja i wyższe bezrobocie, wolniejsze ożywienie gospodarki".

F jak franki szwajcarskie, a właściwie kredyty frankowe i sprawy w sądach, które wygrywają klienci, a nie banki.

"Przywykliśmy w Polsce do tego, że banki o wszystkim decydują, mogą wszystko. A sądy masowo, lawinowo zaczęły orzekać w interesie kredytobiorców. Niektórzy mówią złośliwie, że to dlatego, że większość sędziów albo członkowie ich rodzin też mają te kredyty (walutowe - red.). Nie sądzę, żeby to było takie proste, ale jest to jakieś wytłumaczenie. Szala się przeważyła i banki się boją, że sądy będą takie decyzje podejmować".

G jak gotówka i strategia dotycząca gotówki, która jest jednym z priorytetów NBP w 2021 r., żeby jej nikomu nie zabrakło.

"Wszyscy są powszechnie inwigilowani przez posiadanie telefonów, płatności, karty. Gotówka jest ostatnim obszarem, którego trzeba bronić. Żeby jakiś centralny inspektor jednym naciśnięciem myszki nie widział, że kupiliśmy zapałki czy dropsy i w którym punkcie, i o której godzinie, i kto nam towarzyszył. To (już - red.) jest pewna przesada. Gotówka ma swoje miejsce i muszą być wysokie banknoty, bo łatwo je składować".

"Mamy ogromny rezerwuar zapasu pieniądza gotówkowego, nie zabraknie pieniędzy w bankomatach. Mamy zapas w odpowiednich nominałach, nie mamy wszystkiego w 50-cio czy stuzłotówkach. Spora część zapasów to są nominały 500 zł".

"Nie wszystkim się chciało przestawić bankomaty, przyjmować do obsługi klientów te pięćsetki, kiedy był run klientów na wypłaty gotówki, a ludzie - jeśli wpadają w panikę - to te pięćsetki są wygodniejsze do składowania w domu czy gdzieś tam, bo mniejszy objętościowo banknot posiada dużą wartość".

"Prosiliśmy banki komercyjne, żeby akceptowały pięćsetkę i się nią posługiwały. Do dziś to nie nastąpiło. Niestety dotyczy to też banków Skarbu Państwa. Jak można bojkotować ten nominał? Od lutego 2017 do końca 2020 r. wprowadziliśmy 46,5 mln banknotów 500 zł, z czego od marca 2020 do grudnia 2020 r. wprowadziliśmy prawie 20 mln sztuk 500 zł".

H jak Hiszpania, która razem w Włochami przeżywa trudne momenty, w konsekwencji gospodarczego załamania na skutek pandemii.

"Przegonimy wkrótce Hiszpanię pod względem PKB na głowę".

I  jak interwencje walutowe, czyli temat który rozgrzał ekonomistów, dealerów walutowych w bankach, dziennikarzy ekonomicznych i wielu użytkowników Twittera pod koniec grudnia 2020 roku.

(NBP obawiał się mocnej aprecjacji złotego - red.) Dlatego musieliśmy temu przeciwdziałać, to było działanie spektakularne. (Ale to - red.) Szwajcaria dokonuje interwencji przekraczających wyobraźnię bankiera centralnego. NBP nigdy nie będzie mówił jaka jest skala interwencji, ale była to interwencja znacząca, nieporównywalna z żadną wcześniejszą. Jesteśmy przygotowani na takie interwencje, także większe i dłuższe, ale zakładam, że w najbliższym czasie nie będzie takiej potrzeby".

"Nie staraliśmy się utrzymywać kursu na z góry ustalonym poziomie. Wszyscy pracownicy NBP, od zarządu aż do tych co siedzieli przy pulpitach, perfekcyjnie przeprowadzili całość działań (od połowy grudnia - red.). Żaden określony kurs nie jest naszym celem".

"Nadal jesteśmy w reżimie całkowicie płynnego kursu walutowego i nadal zastrzegamy możliwość interwencji, kiedy uważamy to (za właściwe - red.) dla dobra polskiego złotego, równowagi gospodarczej, sytuacji polskich przedsiębiorców".

I jak inflacja, która zdaniem części obserwatorów może, ale zdaniem równie wielu już nie musi, być polskim problemem - aktualnie poniżej 2,5 proc., czyli środka celu RPP (1,5-3,5 proc.).

"Od dłuższego czasu nie rozumiem, skąd takie ogromne zaniepokojenie niektórych obserwatorów rzekomą groźbą wybuchu inflacji. Żadne dane tego nie potwierdzają (...) Raczej jeśli zaniepokojenie można mieć to przeciwnym trendem. Inflacja od początku 2020 r. obniżyła się prawie dwukrotnie i wynosi dziś 2,4 proc.".

"Inflacji nie ma. Przez ostatnie lata praktycznie nie ma inflacji. Zbliżamy się w pobliże groźby deflacji. Gdyby nie te nieszczęsne regulacje unijne, dotyczące ekologii i źródeł energii, które niestety w Polsce są oparte na węglu i muszą być oparte na węglu jeszcze jakiś czas, i nie te śmieci (patrz S), to inflacji by nie było".

J jak ja, czyli prezes NBP, który wie, ale nie powie jaki był wynik finansowy NBP na koniec 2020 r. Zresztą nawet nie może tego jeszcze zrobić.

"Prezes NBP, w tym wypadku ja, oczywiście ma szacunki, dane i oczywiście się z państwem nie podzielę tymi informacjami, bo nigdy NBP się nie dzielił. Nie ma jeszcze ostatecznych danych. Dopiero w kwietniu publikujemy dane, nic się tu nie zmieniło".

K jak kadencja prezesa NBP, a właściwie nowa kadencja. Adam Glapiński po raz pierwszy zgłosił chęć kontynuacji obecnej, sześcioletniej, rozpoczętej w czerwcu 2016 r. Ta sama osoba może pełnić funkcję szefa NBP przez maksymalnie dwie kadencje.

"Myślę, że następny prezes, mam nadzieję ja w następnej kadencji, ale każdy prezes, który przyjdzie, będzie banknot 1000 zł w pewnym momencie wprowadzał". (patrz T)

L jak lekceważenie - w tym przypadku analiz NBP dotyczących przebiegu inflacji.

Zdaniem prezesa NBP obserwatorzy zbyt wielką uwagę poświęcają ryzyku wzrostu inflacji, gdy ta, według prognoz analityków banku centralnego powinna spadać - stąd dziwi się dlaczego także w pytaniach dziennikarzy lekceważone są analizy "nasze, bankowe, zewnętrzne czołowych ośrodków, a wszystkie kraje europejskie mają podobną sytuację".

Ł jak łut szczęścia, który towarzyszył części artystów w Warszawie i sprawił, że się zaszczepili pierwszą dawką szczepionki przeciwko Covid-19.

"Żaden członek zarządu NBP, ani prezes, nie zaszczepił się poza kolejką. Wszyscy członkowie zarządu są ludźmi kulturalnymi, przestrzegają zasad i (prezes - red.) zaszczepi się wtedy kiedy przyjdzie na niego kolej. A na co dzień staramy się nie chorować".

M jak Mikołaj - a właściwie święty Mikołaj i takie - w domyśle niektórych - możliwości działania NBP.

"Tłumaczyłem to prezesom banków i dziennikarzom wiele razy. Oni oczekują, że bank centralny może tak działać jak św. Mikołaj. No, nie może. Ja bym chętnie chciał mieć status św. Mikołaja. I to w czasach bankowości, kiedy nie było tych regulacji światowych i kiedy nie byliśmy członkiem UE, i nie mieliśmy traktatów, było możliwe. NBP w czasach zamierzchłych tak działał, ratował całe sektory gospodarki i banki. Robił to dowolnie. Teraz to jest niemożliwe". 

M jak marzenie, a właściwie marzenie rządów i banków centralnych, które w czasach kryzysu chcą mieć słabą walutę, która pozwoli szybciej wychodzić z kryzysu właśnie na ścieżkę ożywienia gospodarki.

"Przecież nie osłabiliśmy złotego na dobre. Zapobiegliśmy, żeby nie nastąpił gwałtowny skok. Nie prowadzimy polityki słabego złotego. Chcemy, żeby kurs zmieniał się w tym samym kierunku co reszta polityki pieniężnej. Nie można dopuścić do tego żeby zamrozić, zdusić ożywienie gospodarcze".

"Gdyby złoty rzeczywiście był słaby albo słabł, to powinniśmy się cieszyć. To jest marzeniem każdego rządu, każdego banku centralnego na świecie, żeby mieć teraz słabą walutę. W granicach rozsądku oczywiście. Wszystkie kraje tak lub inaczej cieszą się jeśli ich waluta jest słaba".

"Osłabienie złotego, gdyby miało miejsce, powoduje zwiększenie obciążenia kredytobiorców. Ale z drugiej strony słabszy złoty poprawia sytuację eksportu, przyczynia się do poprawy sytuacji gospodarczej, do tego że kredytobiorcy mają w ogóle pracę, zdolność do obsługi zadłużenia".

"Od momentu uzyskania kredytów walutowych nastąpił wzrost płac w Polsce dzięki czemu wzrost rat nie powinien zagrażać sytuacji kredytobiorców".

M jak margines, w tym wypadku w Radzie Polityki Pieniężnej. Według prezesa NBP mała grupa - jeden czy dwóch członków RPP opowiadająca się za wprowadzeniem nowych instrumentów antykryzysowych, z których miałyby korzystać banki.

N jak Narodowy Bank Polski, czyli "czyli państwo polskie, bo myśląc po anglosasku NBP jest szeroko rozumianą częścią rządu, czyli instytucji, które wyłania społeczeństwo, żeby kierowały działaniami państwa".

"Ludzie zakładają, że jak idą do banku to jest instytucja zaufania publicznego. Niestety. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że tylko jeden w Polsce jest bank zaufania publicznego i nigdy nikogo nie oszukał. To jest NBP. Przepraszam, jest jeszcze BGK".

"Nie wiem, czy jest druga instytucja publiczna, gdzie na pracy zdalnej jest 3-4 proc. pracowników, a wszyscy pracują w normalnym trybie".

O jak obniżka, oczywiście obniżka stóp procentowych. Choć główna stopa NBP to dziś tylko 0,1 proc. to na koniec grudnia 2020 r. prezes NBP zaskoczył rynek mówiąc, że możliwe jest dalsze cięcie tego parametru. (patrz W)  

"Muszą zajść konkretne okoliczności, co do których zakładam, że nie zajdą. Mam nadzieję i zrobię wszystko jako NBP, rząd zrobi wszystko, żeby do tego nie doszło. Musiałoby to być związane z radykalnym pogorszeniem ogólnej sytuacji gospodarczej, a zakładamy przeciwnie. Zakładamy, że będzie następowała stopniowa poprawa koniunktury, a inflacja będzie zgodna z celem NBP. (...) Może się to zmienić tylko pod wpływem czynników zewnętrznych".

"Ryzyko wydłużenia restrykcji w części krajów, w tym w Polsce, może ograniczać znacząco skalę prognozowanego ożywienia. Zakładam, że tak się nie stanie. Gdyby perspektywy poprawy koniunktury się pogorszyły, może się pojawić potrzeba dalszego poluzowania polityki pieniężnej, w tym przez obniżenie stóp procentowych. Wciąż dysponujemy dużą przestrzenią do obniżenia stóp. Nie zawahamy się wprowadzić w życie scenariusza, który będzie potrzebny dla przezwyciężenia zapaści gospodarczej. Ale zakładamy, że to nie będzie potrzebne"

P jak podwyżka stóp procentowych, czyli dziś abstrakcyjny temat z innej bajki albo innego świata.

"Pytanie o potrzebę podwyżek stóp jest nie z tego świata. (...) Podwyżki? To jest pytanie całkowicie z innej bajki, nie z tego czasu i nie z tego świata, w którym żyjemy. Gospodarka musiałaby powrócić do normalności, a do tego jest daleko cały czas" (a inflacja przekraczałaby średniookresowy cel RPP -red.).

"Pytania o wzrost (stóp- red.) są abstrakcyjne. (...) Zakładam, że do końca kadencji RPP i mojej stopy nie ulegną zmianie, a w każdym wypadku nie będą rosnąć".

P jak presja - zdaniem prezesa NBP - na umocnienie złotego.

"Mamy ogromną presję, zewnętrzną, nie wewnętrzną, na aprecjację złotego".

P jak poziom życia Polaków, który według szefa banku centralnego "cały czas się poprawia".

"Przeciętne płace rosną szybciej cały czas niż ceny. Siła nabywcza dochodów nieprzerwanie rośnie, według wszelkich prognoz będzie tak nadal. Dzięki zdecydowanej reakcji polityki pieniężnej banku centralnego i fiskalnej rządu udało się ograniczyć negatywne skutki pandemii".

R jak rezerwy walutowe, które zdaniem części bankowców można byłoby wykorzystać do rozwiązania problemu sektora, czyli przeznaczyć ich część na spłatę kredytów walutowych.

"Państwo nie może ponosić kosztów błędnych decyzji banków komercyjnych. To oczekiwanie jest całkowicie błędne, żebyśmy się mieli wyzbyć jednej czwartej rezerw walutowych, żeby rozwiązać problemy banków. Nie zmniejszymy o tyle rezerw obniżając o tyle bezpieczeństwo państwa i finansów publicznych".

"Banki same muszą sobie dać radę z narastającymi problemami, które wynikają z decyzji sądowych. To nie może być przerzucane na koszt instytucji publicznych, na koszt NBP. To zarządy banków muszą temu sprostać. One podejmowały decyzje dotyczące udzielania kredytów walutowych, stosunkowo łatwo było przewidzieć czym może się to skończyć".

"Rezerwy walutowe służą bezpieczeństwu wszystkich Polaków, także tych, którzy nie mają kredytów, a nie temu, żeby zarządy banków komercyjnych miały załatwiane za nich problemy". (...) Uwagi banków proszę kierować do sądów, sędziów. (...) Zawsze jak wprowadzamy jakąś chorobę do organizmu to wyleczenie jej jest bolesne".

S jak skandaliczne zjawisko, a właściwie Ś jak śmieci. A tak naprawdę firmy zajmujące się wywozem śmieci. Przez nie i ich rosnące stawki, zdaniem prezesa NBP, inflacja jest wyższa niż mogłaby być i przez to psują możliwości oddziaływania polityki pieniężnej. Ale to się musi kiedyś skończyć.

"Czynniki regulacyjne są w ogóle winne temu, że mamy do czynienia z jakimkolwiek wzrostem cen. Przy czym jeden z tych czynników regulacyjnych kompletnie dla mnie jest niezrozumiały - mianowicie wzrost opłat za wywóz śmieci. Jest to zjawisko absolutnie skandaliczne, że w Polsce mamy do czynienia z bezprecedensowym, o pięćdziesiąt kilka procent, wzrostem cen wywozu śmieci rok do roku".

"To jest ewenement na skalę europejską, nie wiem czy nie światową. Podbija nam bardzo inflację i jak się temu bardziej przyjrzałem, okazało się, że te ceny kształtują firmy zagraniczne. Cała ta sfera nie jest konkurencyjna, jest zoligopolizowana. (...) Na pierwszym miejscu jest firma niemiecka, jakaś tam hiszpańska, jest francuska itd. To musi się kiedyś skończyć. Nie może być sytuacji kiedy banalny wywóz śmieci, segregacja dokonywana przez klientów, podbija nam inflację i psuje charakter oddziaływania polityki pieniężnej".

T jak tysiąc, a tak naprawdę przyszły nowy banknot o nominale 1000 zł, który ułatwi przechowywanie rezerwy banknotów.

"Myślę, że następny prezes, mam nadzieję ja w następnej kadencji, ale każdy prezes który przyjdzie, będzie banknot 1000 zł w pewnym momencie wprowadzał. Po prostu jest wygodniej składać w nim rezerwę, a ludzie się już przyzwyczaili do tego. Jak ktoś chce w bieliźniarce, czy gdzie tam ludzie dziś chowają banknoty, nie wiem, boi się z jakiś powodów i chce sobie odłożyć, to wygodniej jest w 500 czy 1000 zł (banknocie - red.), jeszcze bardziej niż w pięćdziesięciozłotówkach. Także i tysiączłotowy banknot się pojawi".

"500 zł (czyli duży nominał - red.) z punktu widzenia nadzoru, BFG, policji jest niedobry. Czarny biznes, narkobiznes. Ale czy ten biznes wykorzystuje banknoty o dużych nominałach? Dziś już nie robi się przewozów w walizkach ogromnych nominałów".

"Musi być zawsze jakiś magazyn, w którym rezerwy pieniędzy, banknotów, są trzymane. Bank centralny ma ograniczone możliwości składowania, przecież nie możemy w pięciozłotówkach trzymać wszystkich rezerw pieniądza złotowego".

U jak ujemne stopy procentowe. Na tych wodach jeszcze polskiego banku centralnego nie było, ale nie jest to wykluczone, co dopuścił w piątek po raz pierwszy szef NBP i przewodniczący RPP jednocześnie.

"Tak, dopuszczam obniżenie stop. Tak, dopuszczam stopy ujemne, które - przypomnę - są w całej strefie euro. W Europie nie są żadnym ewenementem".

W jak wino owocowe. W tym przypadku zamiast szampana, albo nawet ostatecznie brak wina!

"Jak jakaś celebrytka mówiła: kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Raz się pije szampana, a raz niestety nie ma szampana, a nawet jakiegoś wina owocowego. Ryzyko ma to do siebie, że ponosi się koszty tego ryzyka, inaczej nie miałoby się premii za to ryzyko"

Tak prezes NBP mówił o ryzyku ponoszonym przez zarządy banków, które udzielały kredytów walutowych, a teraz narzekają na przegrane procesy sądowe z klientami i rosnące ryzyko kolejnych porażek, co wpływa i może wpływać na wyniki finansowe tych instytucji.

"To indywidualna odpowiedzialność zarządów, które - ku zdumieniu opinii publicznej - nie poniosły żadnych konsekwencji. Czy słyszeliśmy jakieś ‘przepraszam’, ‘pomyliliśmy się’? ‘Nasze wysublimowanie zespoły analityczne nam tego nie przewidziały, że kurs się tak zmienił’. Czy kogoś to tłumaczy w sądzie, że myślał, że tak nie będzie? Że nikt mu nie wyjechał na czerwonym świetle z prawej strony? Czy to tłumaczy kogoś?"

W jak wywiad dla Obserwatora Finansowego, na publikację którego pełnej wersji czekali zarówno bankowi ekonomiści jak i dziennikarze ekonomiczni, w tym agencyjni, żartując, że będzie ich bolał palec od wciskania przycisku F5 na klawiaturze komputera. Pierwsze cytaty z wywiadu pojawiły się 29 grudnia 2020 r. po 23, całość miała być niebawem, a przyszło nam czekać na nią do 5 stycznia 2021 r. Wtedy też prezes NBP zapowiedział możliwość obniżki stóp procentowych.

"To, co chciałem przekazać, przekazałem, celowo w formie zapisanej i wydrukowanej, żeby uniknąć jakichkolwiek nieporozumień".

Z jak złoto, a raczej coraz więcej złota w rezerwach walutowych Polski.

"W ubiegłym roku zmieniliśmy strukturę rezerw na korzyść dolara. (...) Niecałe 41 proc. to dolar; 23 proc. euro, funt - 12,5 proc.; 6,5 proc. dolar australijski; 4,5 proc. korona norweska, złoto - mamy złoto w połowie w Polsce - to 9 proc. Chciałbym, żeby złoto w większym stopniu znalazło się w rezerwach. Uważam, że w przyszłej kadencji te rezerwy złota powinny się podwyższyć do 20 proc.,co jest średnią europejską z ok. 10 proc., co jest średnią światową".

Z jak zysk NBP, którego znacząca większość trafia do budżetu, a który dzięki działaniom NBP na rynku walutowym pod koniec 2020 r. i osłabieniu złotego może być większy.

"Pojawiły się uwagi, że działania interwencyjne banku mogły spowodować zwiększenie zysku banku albo powstanie zysku, jeśli go nie było, i wskazywano, że może być w tym coś nagannego. Zupełnie tego nie rozumiem. Jeśli ubocznym skutkiem naszych działań było powstanie zysku, który później przechodzi do dyspozycji budżetu, to chyba tylko dobrze? To służy Polakom i polskiej gospodarce. Jest w tym coś wstydliwie dziwnego, że ktoś w ten sposób rozumuje".

"Rozumiałbym to, gdyby do budżetu nie wpłynęły duże pieniądze. (Ale - red.) Ubolewanie nad tym, że mógł się pojawić jakiś zysk, który zwiększył nasze narodowe możliwości poprzez zwiększenie budżetu? To tego rozumowania nie przyjmuję i nie rozumiem. Dlatego z uznaniem przyjąłem rozumowanie prof. Kołodki, który w pełni to rozumie i z uznaniem przyjmuje ewentualne takie działanie. Tylko trzeba się cieszyć, jeśli polskie państwo dysponowałoby dodatkowymi pieniędzmi".

Paweł Czuryło

Autor alfabetu jest zastępcą redaktora naczelnego Interii, ale na początku tego wieku - jako dziennikarz PAP Biznes - przez ponad pięć lat codziennie śledził wypowiedzi członków zarządu NBP i RPP.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: prezes NBP | Adam Glapiński | polityka monetarna
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »