Reklama

Na rynku opartym na wiedzy nie ma miejsca na naiwność

Internet nie tylko umożliwił łatwe kopiowanie i dzielenie się treściami, ale zmienił też podejście użytkowników do postrzegania praw autorskich jako takich.

Szanuję, nie kopiuję

Jak w tej rzeczywistości mają odnaleźć się twórcy i wydawcy - zastanawiano się podczas panelu dyskusyjnego, zorganizowanego przez Izbę Wydawców Prasy i Polską Izbę Książki, nad którym patronat medialny sprawował DGP.

Nic za darmo

Dla części dyskutantów sprawa jest oczywista - chodzi o własność, do której twórca czy wydawca mają pełne prawa, a korzystanie z nich bez ich zgody jest zwykłą kradzieżą.

- Albo uznajemy własność, albo jej nie uznajemy. Nie ma nic za darmo. Błędem "otwartystów" jest negowanie tej zasady. W walce na rynku gospodarczym opartym na wiedzy nie ma miejsca na naiwność - przekonywał prof. Wojciech Cellary z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, zwracając uwagę, że za darmowe usługi w sieci de facto też płacimy, chociażby udostępniając swój profil czy oglądając reklamy.

Reklama

Nie ma wątpliwości, że wydawcy i twórcy tracą na sieciowym piractwie. Czy jednak internet rzeczywiście jest wrogiem prasy i książki? Polemizował z tym Igor Ostrowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji.

- Na treściach cyfrowych można zarabiać, tyle że w innych modelach biznesowych niż dzisiejsze. Nie mamy jeszcze jasnej odpowiedzi, jak to ma wyglądać, ale zależy nam, by wspierać tworzenie tych nowych modeli - mówił.

Zmiana podejścia

Jako przykład nieszablonowego podejścia Igor Ostrowski wskazywał Chrisa Andersona, który napisał książkę o zmieniającej się rzeczywistości rynkowej "Za darmo. Przyszłość najbardziej radykalnej z cen".

- Przez jakiś czas każdy mógł ją za darmo ściągnąć z internetu. Nie przeszkodziło to jej później przez długi czas gościć na liście bestsellerów - powiedział.

- Podczas wyborów prezydenckich we Francji jednym z istotniejszych punktów debaty były przepisy umożliwiające odcinanie od sieci za naruszenia praw autorskich. Hollande powiedział, że trzeba je zlikwidować. Może dlatego właśnie wygrał wybory - zastanawiał się Jarosław Kuisz, redaktor naczelny "Kultury Liberalnej".

Sławomir Wikariak

14 maja 2012 (nr 92)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »