W skrócie
- Blokada cieśniny Ormuz spowodowała zakłócenia w dostawach nawozów, co podbija ceny i ogranicza dostępność na europejskim rynku.
- Wzrost cen nawozów wpływa na wzrost kosztów produkcji rolnej i rodzi obawy o opłacalność gospodarstw rolnych - również w Polsce. To w konsekwencji może przełożyć się na wzrost cen żywności w sklepach.
- Polscy rolnicy oraz organizacje branżowe apelują o wsparcie i zmiany w polityce importu nawozów oraz stworzenie ich rezerw, aby przeciwdziałać kryzysowi.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Konflikt na Bliskim Wschodzie sprawia, że rolnicy w Europie muszą stawić czoła rosnącemu problemowi w kwestii dostępności nawozów - zwłaszcza fosforowych i azotowych. To właśnie przez blokowaną cieśninę Ormuz przepływają gotowe nawozy, takie jak mocznik, amoniak i fosforany. Według szacunków przez cieśninę przechodzi około jedna trzecia światowego morskiego handlu tymi produktami.
Z danych UNCTAD, agencji ONZ wspierającej kraje rozwijające się w integracji z gospodarką światową, wynika, że co miesiąc eksportuje się tamtędy ok. 1,33 mln ton nawozów. Nietrudno się zatem domyślić, że ich niedobory mogą prowadzić do dalszego wzrostu cen żywności i nasilenia presji na rynki rolne.
Polscy rolnicy odczuwają problemy z dostępnością nawozów
Ceny podstawowych nawozów wzrosły w ostatnich tygodniach nawet o jedną trzecią. Stawki podbijają również rolnicy, którzy nie zrobili zapasów w zeszłym roku i teraz masowo wykupują produkty. Problemem jest przede wszystkim gaz, który od ataku USA i Izraela na Iran 28 lutego nie tylko drożeje, ale jest również coraz trudniej dostępny.
To spory problem, ponieważ nawozy fosforowe odgrywają istotną rolę m.in. w uprawie ziemniaków i soi. Dostępność fosforanów przekłada się na ograniczenia w uprawie soi i kukurydzy, a te surowce stanowią podstawę produkcji pasz dla zwierząt oraz biopaliw.
- Ceny poszły tak w górę, że człowiek się zastanawia, czy w ogóle wszystko nawozić jak trzeba. Jak dam mniej, plon będzie słabszy. Jak kupię drogo, to mogę nie wyjść na swoje - usłyszeliśmy od rolnika z Małopolski, prowadzącego średniej wielkości gospodarstwo położone kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa.
- Najgorsza jest niepewność. My planujemy produkcję na miesiące do przodu, a teraz wszystko się zmienia z tygodnia na tydzień - ceny, dostępność, koszty paliwa. Ciężko w takich warunkach prowadzić gospodarstwo - powiedział z rozgoryczeniem. - Jeszcze w zeszłym roku kupowałem nawozy spokojnie, z wyprzedzeniem. Teraz dzwonię po hurtowniach i szukam najlepszych cen. Nie jest łatwo, bo zawsze każdy grosz się liczy, a teraz szczególnie - dodał.
Obecnie nie wszystkie nawozy w hurtowniach są dostępne "od ręki". - Na niektóre produkty trzeba czekać. Kryzys na Bliskim Wschodzie widać w naszych magazynach i sklepach, od wtedy dostępność się pogorszyła - usłyszeliśmy w jednej z hurtowi nawozów rolniczych spod Wrocławia. Większość produktów ma być jednak na razie dostępna.
Kryzys na Bliskim Wschodzie. Rolnicy obserwują napięcia na rynku nawozów
Mateusz Stankiewicz, ekspert Federacji Związków Branżowych Producentów Rolnych (FZBPR) w rozmowie z Biznes Interią przyznaje, że od początku marca, czyli od momentu eskalacji kryzysu na Bliskim Wschodzie, rolnicy obserwują bardzo wyraźne napięcia na rynku nawozów w Polsce. Popyt znacząco przekracza podaż, co bezpośrednio przekłada się na dostępność produktów w punktach handlowych.
Szczególnie trudna sytuacja występuje w przypadku nawozów azotowych, ponieważ obecnie duża część z nich jest po prostu niedostępna. Jednocześnie ceny zwłaszcza mocznika i saletry amonowej wzrosły od początku roku średnio o ok. 30 proc.
- Z informacji od dystrybutorów wynika, że czas oczekiwania na nowe dostawy od producentów nawozów azotowych wynosi obecnie od 4 do nawet 8 tygodni, co w okresie trwających prac polowych jest ogromnym problemem dla rolników. Nieco lepiej wygląda sytuacja w przypadku nawozów potasowych, fosforowych oraz wieloskładnikowych. Podwyżki są tam mniejsze, ale jednocześnie dostępność również się pogorszyła w porównaniu do lutego br. - mówi nam Stankiewicz.
Uspokajające jest jednak to, że Polska dotychczas importowała relatywnie niewielkie ilości nawozów z Bliskiego Wschodu. Zdecydowanie większe znaczenie dla naszego rynku miał import z Rosji, krajów Unii Europejskiej, Egiptu, Kanady czy Maroka. Jak jdenak przyznaje ekspert, sytuacja zaczęła się zmieniać po wprowadzeniu przez UE stopniowo rosnących ceł na nawozy z Rosji i Białorusi.
- W tym kontekście kraje regionu Zatoki Perskiej zaczęły być postrzegane jako potencjalna alternatywa dla dotychczasowych kierunków dostaw - mówi Stankiewicz. - Szacunki wskazują, że obecny konflikt może zagrażać nawet około 70 proc. globalnych dostaw mocznika, co już przekłada się na wzrost jego cen na rynkach światowych - dodaje.
Dodatkowo produkcja nawozów azotowych jest bardzo energochłonna i w dużym stopniu oparta na gazie ziemnym. Energia może stanowić nawet 70 proc. kosztów produkcji. - W praktyce oznacza to, że każde zakłócenie w wydobyciu gazu wpływa nie tylko na producentów nawozów w regionie Zatoki Perskiej, ale również na rynek globalny poprzez ograniczenie dostępności gazu ziemnego i wzrost jego cen - mówi wprost.
Rolnicy obawiają się o opłacalność produkcji
Udział nawozów w wydatkach rolników wynosi od 30 do 40 proc. w przypadku upraw takich jak zboża czy rzepak, dlatego - jak wskazuje ekspert Federacji Związków Branżowych Producentów Rolnych - obecna skala podwyżek nawozów wprost przekłada się na koszty produkcji. - Wzrost cen nawozów o 30 proc. powoduje wzrost kosztów całkowitych o około 10 proc. - wylicza.
Jednocześnie ceny płodów rolnych pozostają na poziomie sprzed kilkunastu, a w niektórych przypadkach nawet 20 lat. Dlatego rolnicy obawiają się, że to przy dalszym wzroście kosztów budzi realne obawy o opłacalność produkcji i zdolność do utrzymania produkcji żywności. - Dziś, aby kupić jedną tonę mocznika rolnik musi sprzedać 10 ton ziemniaków lub 3 tony kukurydzy - wskazuje Stankiewicz.
Obecna sytuacja wpłynie na ceny żywności
Konflikt na Bliskim Wschodzie doprowadził już do znaczącego wzrostu cen paliw, które stanowią istotny składnik kosztów produkcji oraz transportu w całym łańcuchu rolno-spożywczym. Fakt, że żywność i paliwa stanowią istotną część koszyka inflacyjnego, obecna sytuacja niemal na pewno przełoży się na ceny żywności.
Wzrost cen nawozów o 30 proc. powoduje wzrost kosztów całkowitych o około 10 proc.
- Na dziś rynki towarowe nie pokazują jeszcze wyraźnych wzrostów cen płodów rolnych, ale trzeba patrzeć na to, co dopiero przed nami. Kraje takie jak Indie, Brazylia czy Indonezja, czyli kluczowi producenci żywności w dużej mierze opierają się na imporcie nawozów. Tymczasem już dziś widać ograniczenia produkcji nawozów w związku z problemami z dostępem do gazu, m.in. w Indiach, Bangladeszu czy Egipcie. Dodatkowo ograniczenia eksportowe nawozów azotowych ze strony Chin i Rosji jeszcze bardziej zmniejszają globalną podaż. To oznacza, że presja kosztowa w rolnictwie będzie rosła, a przy utrzymujących się wysokich cenach paliw może to przełożyć się na ceny żywności w kolejnych miesiącach - mówi Mateusz Stankiewicz z FZBPR.
Nawozy. Bez dopłat z UE dla polskich rolników się nie obędzie?
- Kiepsko to wylgąda. Koszty rosną praktycznie z tygodnia na tydzień, a ceny naszych produktów stoją w miejscu. Bez jakiejś formy wsparcia wielu gospodarstw po prostu nie będzie stać na zakup nawozów w odpowiedniej ilości - ostrzega rolnik z Małopolski.
Dlatego niewykluczone, że w związku z kryzysem konieczne będzie uruchomienie mechanizmów wspierających rolników w trudnej sytuacji. Szef resortu rolnictwa Stefan Krajewski zapewniał w połowie marca, że rząd robi wszystko, żeby nawozy były dostępne. W ocenie ministra, ceny nawozów wciąż pozwalają na zakupy bez dopłat, a ewentualne działania osłonowe zależą od dalszego rozwoju sytuacji rynkowej.
Dziś, aby kupić jedną tonę mocznika rolnik musi sprzedać 10 ton ziemniaków lub 3 tony kukurydzy.
- Producent zbóż czy rzepaku w Polsce funkcjonuje na rynku globalnym, natomiast jego koszty i ryzyka mają charakter lokalny i są coraz mniej przewidywalne. Efekt jest taki, że rolnicy tracą dziś odporność ekonomiczną i coraz trudniej jest im przechodzić przez kolejne kryzysy. Dlatego popieramy apel Krajowej Rady Izb Rolniczych do Pana Premiera o uruchomienie wsparcia do zakupu nawozów i paliwa - mówi z kolei Stankiewicz.
- Jeśli rolnik dziś nie kupi nawozu to za kilka miesięcy zbierze niższe plony, co finalnie przełoży się na wyższe ceny w sklepie. Te działania mają temu zapobiec - dodaje.
Tego typu pomoc została już zapowiedziana przez rządy Hiszpanii, Grecji czy Francji.
Rolnicy apelują do KE ws. importu nawozów spoza UE i stworzenia rezerw
Dla rolników równie ważne jest szybkie odbudowanie zapasów nawozów na rynku. - Dlatego jako organizacje rolnicze na poziomie europejskim apelujemy do Komisji Europejskiej o zmiany w mechanizmie CBAM dla importowanych nawozów spoza UE oraz o zmniejszenie obciążeń wynikających z systemu ETS dla europejskich producentów nawozów - mówi ekspert FZBPR.
Presja kosztowa w rolnictwie będzie rosła, a przy utrzymujących się wysokich cenach paliw może to przełożyć się na ceny żywności w kolejnych miesiącach.
Jego zdaniem w dłuższej perspektywie Unia Europejska powinna również zadbać o stworzenie rezerw nawozów, które mogłyby pełnić funkcję realnego narzędzia zarządzania ryzykiem. - Dzisiejsza sytuacja wyraźnie pokazuje, że rolnictwo to nie tylko sektor gospodarki, ale jeden z kluczowych filarów bezpieczeństwa państwa - podkreśla.
Jak wynika z ostatnich zapowiedzi szefa resortu rolnictwa, Polska ma wystąpić do Komisji Europejskiej o możliwość uruchomienia wsparcia dla rolników. Potwierdziła to w rozmie w Biznes Interią w tym tygodniu Iwona Pacholska, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zapewniała ostatnio, że przywódcy krajów unijnych poszukają możliwości bezpiecznej przeprawy statków przez cieśninę Ormuz.
Sebastian Tałach













