Do wydarzenia doszło w Mataro, nadmorskim, przemysłowym mieście położonym 30 km od Barcelony. Jeden z jego mieszkańców od siedmiu lat domagał się od lokalnej administracji działań. W skargach, jakie kierował do urzędu miasta, wskazywał, że przy jego ulicy brakuje kilku drzew, chodnik jest nierówny i stoją uszkodzone ławki.
Wziął sprawy w swoje ręce. I został ukarany
Ponieważ skargi nie odniosły skutków, mężczyzna zdecydował sam podjąć działania. Kupił pięć sadzonek drzewa butelkowego za 34,40 euro każde (150 zł). To rośliny o pękatym pniu, który służy im jako naturalny magazyn wody, chroniąc przed suszą. Drzewa posadził przy ulicy, tam gdzie od lat ich brakowało. Przeszlifował i pomalował też dwie spróchniałe, drewniane ławki. Potem wymienił kilka popękanych płytek na nowe. Za wszystkie materiały zapłacił sam. Do robót używał też własnych narzędzi.
Jednak zamiast pochwały przyszła kara. Mieszkańcowi Mataro przyjdzie zapłacić grzywnę w wysokości 1733,39 euro (ponad 7,5 tys. zł). Zgodnie z uzasadnieniem rady miasta - sadząc, malując i sprzątając mieszkaniec złamał lokalne rozporządzenie o drogach publicznych. Chroni ono własność publiczną przed zmianami nieautoryzowanymi przez administrację. W wydanym komunikacie Mataro uzasadnia, że "każda modyfikacja przestrzeni publicznej wymaga wcześniejszej zgody i nadzoru technicznego miasta".
Nie tylko grzywna. Pieniądze na wyrwanie drzew
Grzywna jest nie tylko karą za domniemane naruszenie przepisów urbanistycznych. Jej całkowita kwota obejmuje też koszty operacyjne ekip miejskich. "Muszą one udać się na miejsce, wyrwać pięć zdrowych drzew i doprowadzić naprawioną nawierzchnię chodnika do pierwotnego stanu" - informują katalońskie media. W ich opinii, "brzmi to jak instytucjonalna dystopia, która toleruje degradację, ale obywatel nie może jej tknąć".
W obronie mieszkańca Mataro stanęli adwokaci. Wskazują na bezczynność administracji i działanie w wyższej konieczności. Argumentują, że naprawa chodnika była podyktowana troską o bezpieczeństwo publiczne. Zwracają też uwagę, że mieszkaniec nie zniszczył mienia, lecz je ulepszył. Usunięcie zdrowych drzew i zniszczenie naprawionego chodnika przez miasto zostało określane przez obronę jako "działanie irracjonalne i marnowanie publicznych pieniędzy".
Mieszkaniec Mataro zdecydował o wniesieniu sprawy do sądu - informują katalońskie media, m.in. największa gazeta regionu, La Vanguardia.












