W skrócie
- Polska sprzeciwia się przeniesieniu części pieniędzy z ETS z budżetów krajowych do budżetu UE, argumentując, że ograniczyłoby to fundusze na krajowe inwestycje w ochronę środowiska.
- W środę 9 września Antonio Costa przylatuje do Polski, aby omówić z Donaldem Tuskiem stanowisko negocjacyjne Warszawy przed październikowym szczytem budżetowym Unii.
- Komisja Europejska proponuje nowy podatek dla dużych firm działających w UE, którego wysokość miałaby być uzależniona od osiąganych przez te podmioty rocznych obrotów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
"Obecnie całe dochody z ETS idą do budżetów państw członkowskich. Przesunięcie tych dochodów na poziom europejski spowoduje, że zabraknie pieniędzy na inwestycje w ochronę środowiska" - stwierdził w rozmowie z Polską Agencją Prasową Jurand Drop , wiceminister finansów.
Do Polski przybywa szef RE Antonio Costa. Będzie "sondował" Donalda Tuska
Negocjacje w sprawie budżetu UE na lata 2028-34 wchodzą w decydującą fazę. W środę 9 września do Polski przylatuje przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, który przygotowuje budżetowy szczyt Unii zaplanowany na październik. PAP sugeruje, że szef Rady Europejskiej będzie sondował Donalda Tuska w sprawie pozycji negocjacyjnej Warszawy.
Na pytanie, jak Polska zapatruje się na propozycję KE, by nowy budżet UE finansować również z dochodów z ETS, czyli unijnego systemu handlu emisjami, wiceminister Jurand Drop jednoznacznie odpowiedział: To nam się stanowczo nie podoba. "Obecnie całe dochody z ETS idą do budżetów państw członkowskich i są wydatkowane na cele środowiskowe. Przesunięcie tych dochodów na poziom europejski spowoduje, że zabraknie pieniędzy na inwestycje w ochronę środowiska. Uważamy, że takie działanie będzie przeciwskuteczne z punktu widzenia interesu europejskiego" - dodał wiceminister finansów.
W wywiadzie dla PAP Jurand Drop podkreślił, że najistotniejszą rzeczą jest dla Polski jest to, aby finansowanie unijnych wydatków było sprawiedliwe.
Nowy podatek dla największych przedsiębiorstw w UE? To na razie plany
"Musimy więc doprowadzić do sytuacji, aby ci, którzy najbardziej korzystają z istnienia UE stosownie do tego składali się na jej budżet. I to zarówno na poziomie państw członkowskich, jak i całej Europy. Mam na myśli podatek od wielkich przedsiębiorstw, czyli jeden z nowych zasobów własnych budżetu UE zaproponowanych przez Komisję Europejską. Te firmy bardzo korzystają z wielkiego unijnego rynku, więc powinny istotnie dokładać się do budżetu Unii" - powiedział wiceminister finansów i wyjaśnił, że mowa o zaproponowanym przez Komisję Europejską podatku, który obejmowałby wszystkie duże firmy działające w UE, niezależnie od ich siedziby.
"Koncerny o najwyższych przychodach płaciłyby więcej. Propozycja KE zakłada, że np. firmy z rocznym obrotem w wysokości 100 mln euro płaciłyby 100 tys. euro rocznie, a te wpadające w najwyższy próg z 750 mln obrotów i więcej - 750 tys. euro" - stwierdził minister Drop.
Jego zdaniem, w grupie podmiotów o największych przychodach znalazłoby się około 200 firm z Polski (według szacunków KE) , a w grupie z najmniejszym obrotem - ponad 1,3 tys. "Te dane są jednak niepełne. Komisja Europejska nie uwzględniła bowiem w swym wyliczeniu firm z sektora finansowego, a działa w nim sporo bogatych przedsiębiorstw" - dodał Jurand Drop w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej.
"Bigtechy trudne do opodatkowania"
Wiceszef resortu finansów odniósł się także do podatku od gigantów cyfrowych (bigtechów) czerpiących ogromne zyski z działalności na terenie UE.
"Z bigtechami jest problem, bo w ich przypadku niełatwo ustalić, gdzie jest baza podatkowa: co można opodatkować, jak sprawić, by opodatkowanie było właśnie w Europie etc. Ale istotne jest, że takie koncerny wchodzą na unijny rynek, korzystają z faktu, że nie ma na nim barier i osiągają dzięki temu ogromne zyski. Zasadnicze pytanie brzmi, czy w odpowiedni sposób przyczyniają się do utrzymania systemu, z którego korzystają" - Jurand Drop zwrócił uwagę, że ze względu na możliwość rozliczania podatków w różnych miejscach i rejestrowania działalności w różnych krajach firmy te płacą zbyt mało w stosunku do korzyści, jakie osiągają.











