Spis treści:
- Rekordowy dług Niemiec jako paliwo modernizacji
- Krytycy: Krótkotrwały efekt i "rozrzucanie pieniędzy"
- Koalicja wskazuje, że to dopiero rozgrzewka przed prawdziwymi problemami
- Ekonomiczny zakład Friedricha Merza
Rok 2026 będzie dla Niemiec czasem intensywnych decyzji finansowych i politycznych. Budżet federalny staje się punktem centralnym debaty o kierunku gospodarki, sposobie finansowania państwa i priorytetach inwestycyjnych. Dyskusje w Bundestagu i komentarze ekspertów pokazują, że temat długu, wydatków i inwestycji wywołuje w kraju szerokie emocje i stawia trudne pytania o przyszłość.
Rekordowy dług Niemiec jako paliwo modernizacji
Jak podaje AFP, Bundestag zatwierdził budżet na 2026 r. większością 322 do 252 głosów. Wynik ten pokazuje stabilną, choć coraz bardziej krytykowaną większość rządzącą. Sam plan finansowy to 524,5 mld euro wydatków, z czego aż 98 mld euro zostanie pokryte nowym długiem w ramach podstawowego budżetu federalnego.
To jednak dopiero wierzchołek finansowej konstrukcji Friedricha Merza. Gdy doliczyć środki na obronność oraz specjalny fundusz inwestycji infrastrukturalnych, planowane zadłużenie urosło do około 180 mld euro. To drugi największy roczny przyrost długu, jaki Niemcy widziały w swojej historii. Większy był tylko pandemiczny 2020 rok.
Kanclerz podjął decyzję, która jeszcze kilka lat temu wydawała się niemożliwa. Wyłączył znaczną część wydatków obronnych spod konstytucyjnego hamulca długu, a jednocześnie uruchomił dodatkowy fundusz na infrastrukturę. To radykalna zmiana wobec budżetowego konserwatyzmu, z którego Niemcy słynęły w Europie.
Krytycy: Krótkotrwały efekt i "rozrzucanie pieniędzy"
Wraz z publikacją danych zrodziła się też lawina krytyki. Według relacji AFP część ekonomistów ostrzega, że tak duże zapożyczanie może nie przynieść trwałych efektów, jeśli rząd nie zdecyduje się na reformy strukturalne. Kluczowe jest również to, dokąd trafiają środki. Krytycy nie chcą, by budżet został "pożarty" przez wydatki bieżące kosztem modernizacyjnych projektów.
Najmocniej wybrzmiał głos opozycji. Liderka AfD, Alice Weidel, powiedziała w Bundestagu, że rząd "rzuca pieniędzmi, jakby jutra miało nie być", a następnie dodała, że poprzez "finansowy zamach stanu - eufemistycznie określany mianem specjalnego funduszu - obciążyliście Niemcy największą górą długu w historii powojennej". Jej słowa odbiły się szerokim echem, bo dotknęły politycznej tożsamości kraju zbudowanej na przestrzeganiu reguł fiskalnych.
Koalicja wskazuje, że to dopiero rozgrzewka przed prawdziwymi problemami
Rząd broni się, podkreślając, że obecny budżet jest nie tyle celem, ile narzędziem w obliczu gospodarczej stagnacji i zagrożenia ze strony Rosji. Wicekanclerz i minister finansów Lars Klingbeil, cytowany przez AFP, zwrócił uwagę, że prawdziwe wyzwania fiskalne dopiero nadejdą. Od 2027 roku w budżecie ma pojawić się luka przekraczająca 30 mld euro, a to zmusi rząd do "najtrudniejszych decyzji od lat".
"Większość pracy jest jeszcze przed nami" - powiedział Klingbeil, określając przyjęty plan finansowy mianem "rozgrzewki".
To zdanie dobrze oddaje nastroje w koalicji. Budżet na 2026 r. ma być fundamentem większej transformacji gospodarczej, która w ocenie rządu jest konieczna, by Niemcy nie ugrzęzły na dobre w niskim wzroście i rosnących zagrożeniach.
Ekonomiczny zakład Friedricha Merza
Przegłosowany plan stawia Niemcy na ścieżce politycznego i gospodarczego eksperymentu: więcej zadłużenia w kraju, który przez lata powtarzał, że jest ono ostatnią opcją. Z danych przedstawionych przez AFP wynika, że stawka jest wysoka. Zarówno dla rządu, jak i dla całej gospodarki.
Czy inwestycyjna ofensywa okaże się impulsem do modernizacji, czy też spiralą, która zwiększy presję na przyszłe pokolenia podatników? Tego jeszcze nikt nie wie. Pewne jest jedno: finansowa polityka Niemiec właśnie wkroczyła na terytorium, które dla wielu obserwatorów było dotąd czerwonym polem.











